A ty czego się boisz?

Mateusz Tkaczyk
A ty czego się boisz?

Ekranizacje twórczości Stephena Kinga to pewnego rodzaju amplituda. Pojawiają się takie, które zostały zrealizowane świetnie, ale też takie, o których jak najszybciej chcielibyśmy zapomnieć. To (It, 2017), mimo tego, że nie znam literackiego pierwowzoru, uważam za dobry film.

To przedstawia nam losy kilku przyjaciół, którzy w wyniku tragicznych wydarzeń (zaginięć dzieci) muszą stawić czoła tajemniczemu monstrum, stojącemu za tymi atakami. Ten prawdopodobnie krótki opis fabuły jest tak naprawdę niezwykle wyczerpujący – dokładnie o tym jest ten film. Wydawać by się mogło, iż fakt, że To trwa ponad dwie godziny, a jego fabułę można opisać jednym zdaniem, nie świadczy o nim dobrze. Jest jednak inaczej, bo produkcja jest dobrą produkcją, która potrafi zaciekawić widza – główne postacie sprawiają, że To ogląda się z dużym zainteresowaniem. Kilkoro bohaterów walczy z klownem terroryzującym miasteczko. Każdy z nich przedstawia swoją unikatową historię. Na początku poznajemy chłopaka, którego brat jest jedną z zaginionych osób. To właśnie on jest motorem napędowym dla reszty znajomych, którzy doskonale go uzupełniają. Nie może się pogodzić z tym, że jego brat nie wróci już nigdy do domu i motywuje swoich przyjaciół do pomocy w poszukiwaniach. Bohaterowie nie są jednowymiarowi, poznajemy ich z różnych stron i obserwujemy jak z biegiem akcji dojrzewają.

Nie zapominajmy jednak, że To jest horrorem, więc oprócz przedstawieni całkiem ciekawych postaci, film powinien nas przestraszyć. Być może nie jest to najbardziej intensywny horror, jaki w tym roku mogliśmy oglądać, ale z pewnością swoje zadanie wykonuje. Oglądając go, czułem strach. Oczywiście nie przez cały czas, gdyż wszystko zostaje zaprezentowane stopniowo, jak na dobry film przystało. Jednakże były momenty, kiedy zasłaniałem twarz ręką, patrząc na ekran przez palce. „Straszność” polega także na wywoływaniu z naszej ludzkiej podświadomości tego, czego baliśmy się w dzieciństwie. Andres Muschietti znakomicie zaprezentował ludzkie lęki. Monstrum staje się tym, czego się boimy najbardziej. Dodatkowo fantastycznie zaprezentował obojętność ludzi wobec złych wydarzeń, zwłaszcza dorosłych, których na ekranie widzimy bardzo rzadko. Dzieci pozostawione są same z problemem, który pustoszy miasteczko. Nikt inny nie reaguje – jedynym aktem działania jest rozwieszanie plakatów ze zdjęciami zaginionych osób. Dodatkowo bohaterowie muszą mierzyć się z codziennymi problemami młodych, czyli z bandą nastoletnich chuliganów, którzy, mimo swojej negatywności, nie są pomijani przez potwornego klowna. Jednych porywa, innych wykorzystuje do swoich celów. To wywołuje w widzach całą gamę emocji. Od przerażenia niektórymi scenami, po rozbawienie dowcipami jednego z bohaterów, co momentami sprawia, że czujemy się jakbyśmy oglądali typowy film dla nastolatków. Wrażenie jest całkowicie mylne, ponieważ film jest również brutalny i bardzo bezpośredni w pokazywaniu tego, czego mamy się bać. Ponadto całą warstwę wizualną oraz ten lekko psychodeliczny ton filmu podkreśla świetna muzyka stworzona przez Benjamina Wallfischa. Kompozytor nie zawiódł – stworzył wspaniały akompaniament do tego, co widzimy. Podobnie jak w filmie Annabelle: Narodziny Zła (Annabelle: Creation, 2017), do której Wallfisch skomponował ścieżkę dźwiękową, już sama muzyka potrafi nas przestraszyć.

To nie jest jednak filmem bez wad. Moim największym zarzutem jest to, że reżyser niczego nie pozostawił widzowi w domyśle. A okazji było sporo. Ta uporczywość przekazania odbiorcy wszystkiego najbardziej widoczna była w scenie, gdy bohaterowie przeglądali plakaty zaginionych osób. Stare plakaty były zniszczone, przykryte nowymi. I samo pokazanie nam tego jest wystarczające – doskonale rozumiemy, że chodzi o obojętność mieszkańców. Mimo to w trakcie sceny jeden z bohaterów wprost mówi o tej obojętności oraz odwracaniu wzroku od trudnych spraw. W tej scenie oraz w kilku innych sam obraz w zupełności by wystarczył, niepotrzebnie został okraszony komentarzem ze strony któregoś z bohaterów. Wspominałem wcześniej o humorze obecnym w filmie. Jest on całkiem przyjemną odskocznią od strachu, ale momentami jest go za dużo i jeśli nie przepadacie za nastoletnimi żartami na temat seksu, to nie będzie wam do śmiechu.

Mimo tych kilku minusów To jest bardzo dobrym filmem. Horrorem, który nas przestraszy, a momentami i rozśmieszy. Jednak przede wszystkim To jest o poznawaniu samych siebie, o pokonywaniu własnych lęków. Być może pokazuje to na swój banalny sposób, jednak owa banalność w żaden sposób nie przeszkadza w odbiorze dzieła. A wręcz przeciwnie.

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy