Baśń na zimowy wieczór

Tomasz Jakut
Baśń na zimowy wieczór

Ostatnimi czasy jakimś cudem udaje mi się wyrwać trochę czasu z mojego napiętego grafiku i sięgam po kolejne książki z mojej domowej biblioteczki. Tym razem sięgnąłem po Braci Lwie Serce.

Astrid Lindgren nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Jej książki (Dzieci z Bullerbyn czy cykl o Fizii Pończoszance) do dzisiaj stanowią klasykę literatury dziecięcej. Niemniej w jej dorobku literackim znajduje się też książka, którą trudno zaklasyfikować do tego gatunku. A przynajmniej nie bez pewnych zastrzeżeń. Mowa oczywiście o Braciach Lwie Serce.

Tę książkę czytałem bardzo, bardzo dawno temu, chyba jeszcze w czasach szkoły podstawowej. I pokochałem ją z całego serca. To było moje pierwsze „poważne” spotkanie z literaturą, którą można z czystym sumieniem nazwać fantasy. To był mój pierwszy Władca Pierścieni… Niemniej książka i tak w końcu musiała trafić na półkę, a tam pokrył ją kurz zapomnienia. Przeczekała z dobrych 13 lat, aż w końcu, całkowicie przypadkiem się na nią nadziałem. I nikły uśmiech od razu zagościł na mojej twarzy. W końcu to TA książka. Nie mogłem sobie odmówić przyjemności i nie przeczytać jej raz jeszcze.

Historia jest prosta i opowiada o dwóch braciach Lew: młodszym Karolu, zwanym Sucharkiem, oraz Jonatanie. Sucharek jest śmiertelnie chory i przypadkiem dowiaduje się, że ma za chwilę umrzeć. Niemniej los płata figla i w domu państwa Lwów wybucha pożar. Jonatan, ratując brata, wyskakuje z nim z okna i ginie. Tuż przed śmiercią mówi jednak bratu, że spotkają się w Nangijali. Tak też się dzieje. Niemniej nie jest to już tak radosna kraina, odkąd ciemięży ją Tengil, zły władca Karmaniaki. Bracia stają do walki z tyranem, by zyskać prawo do przydomka braci Lwie Serce.

Historia jakich dużo, nic niezwykłego… Jednak bije z niej niezwykłe ciepło. Czytając o braterskiej więzi Karola i Jonatana oraz o ich wzajemnych poświęceniach i gotowości do walki o wolność innych, nie sposób się nie wzruszyć. Tak jak płakałem 13 lat temu, tak i teraz zdarzyło mi się uronić łzę nad tą książkę. I bynajmniej nie była to łza smutku. Są pewne uczucia, które sprawiają, że odczuwamy spokój i rozkosz na duszy. Ta książka właśnie takie uczucia wyzwala. I wzrusza. Swą prostotą i zwyczajnością. Ot, starszy brat opiekuje się młodszym i ratuje mu życie – proza życia. Ale właśnie to sprawia, że Bracia Lwie Serce to książka magiczna. Wystarczy dodać do tego klimat krainy jak żywo wyjętej z ludowych podań i opowieści (smoki!), żeby powstało WŁAŚNIE TO – coś, czego nie da się wyrazić słowami. Trzeba po prostu przeczytać.

Bracia Lwie Serce to baśń na smutne zimowe wieczory, którą wypada czytać, siadając przed kominkiem. Bez kubka gorącego kakao – nie będzie potrzebny.


Astrid Lindgren
Bracia Lwie Serce
Miejsce i rok wydania: Warszawa, 1985
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy „Nasza Księgarnia”
Okładka: twarda
Stron: 226

Tomasz Jakut

W niektórych kręgach znany bardziej jako Comandeer. Nadmiernie owłosione indywiduum zajmujące się dwiema całkowicie sprzecznymi ze sobą dziedzinami życia, jakimi są pisanie i programowanie. Przez jednych wyklinany jako zbytni konserwatysta w sprawach czystości kodu, przez drugich wskazywany jako przykład nieustannego narzekania przy pomocy pióra. Wiecznie niezadowolony i gotowy do krytykowania wszystkiego, co można skrytykować. Nic zatem dziwnego, że w Magnifier przypadła mu rola korektora…

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy