„[cenzura] świąt!”

Tomasz Jakut
„[cenzura] świąt!”

Idą święta, radosny czas dawania i widmowego śniegu prószącego wesoło za oknem. Duch świąt zalega w powietrzu ciężej niż krakowski smog. W końcu już końcówka grudnia, to już tuż-tuż, za chwilę, za momencik… Popijając colę z kubka, który musiałem sobie sam kupić na urodziny, spoglądam smętnie przez okno, bojąc się je otworzyć, by duch świąt nie wpełzł i do mojej fortecy, próbując mnie zadusić swoimi piernikowymi mackami. Tak, to już święta…

Na szczęście święta to nie tylko czas rodzinnego zasiadania przy stole wraz z członkami rodziny, których imion nie pamiętamy, a którzy radośnie zjechali z każdego zakątka świata tylko po to, by połamać się z nami opłatkiem, po czym przystąpić do zakrawającej o grzech obżarstwa konsumpcji 12 tradycyjnych potraw przygotowywanych wyłącznie na tę niezwykłą, zdarzającą się raz do roku okazję. Nie, święta to coś więcej. Święta to radosny czas wypisywania i wysyłania kartek z życzeniami! Ta – wydawałoby się – trywialna czynność staje się papierkiem lakmusowym współczesnego, cywilizowanego świata. Pozwala się wdrapać na ośnieżony szczyt Parnasu retoryki i hymn ze słów rączych stworzyć, by ducha świąt na papier przelać i pocztą przesłać do tych, co nie dotrą, by zasiąść z nami do uczty niebiańskiej… Nie można zatem traktować tej czynności pobłażliwie. Trzeba skupić się z całej siły i wytężyć swój rozum do granic możliwości, by stworzyć prawdziwe arcydzieło, które każdemu wyrwie z piersi „wow” swoim emejzmentem.

Siadłem w tym roku i ja do tej karkołomnej czynności, by ułożyć niezwykłe życzenia. Z racji tego, że jestem konserwatystą i szanuję tradycję jak mało kto, postawiłem na sprawdzoną od lat formułę: „Wesołych świąt!”. Dumny z siebie, odłożyłem zwój pergaminu, by inkaust wysechł. Wówczas napadła mnie pierwsza fala wątpliwości i niepokoju. I bynajmniej nie z powodu tego, że moje życzenia były niewystarczająco emejzing. O nie, o to się nie martwiłem – wszak formy przetrwałe od dziada pradziada są na tyle efektywne, że każdy się nimi zachwyca. Uderzyła mnie kwestia cenzuralności moich życzeń.

„Jakiej znowu cenzuralności, łysy frędzlu?!” – zakrzyknie w tym momencie co bardziej rozgarnięty czytelnik. Ano takiej, że przecież fraza „wesołych świąt” może być skrajnie obraźliwa! Weźmy już samo słówko „wesołych”. Nie jest to nic innego, jak imperatyw nakazujący, aby święta były dla nas wesołe. Przecież to jawne pogwałcenie wolnej woli jednostki, złamanie podstawowych praw człowieka! Jeśli abominacją jest „smacznego”, wykrzykiwane przez gospodarza z sumiastym wąsem do jego gości, którzy nieopatrznie przestąpili jego próg, by się posilić, o ileż większą abominacją jest nakazywanie bycia wesołym w dniu świąt. Bo to już nie sprawa ciała, lecz – ducha…! Jeśli ktoś chce się bowiem smucić w święta, nie można mu odebrać tej przyjemności. Najbezpieczniej byłoby zamiast „wesołych” życzyć „obchodźmy święta”. Ale przecież to też nie jest uniwersalne… Bo co jak ktoś jest nonkonformistą i na przekór duchowi świąt nie ma zamiaru ich obchodzić? Co jeśli ktoś nie obchodzi, bo ma taki kaprys? Wreszcie: skąd tak silne przekonanie, że ktoś święta postrzega jako święta?

Wydaje się, że bezpieczną formułą byłaby po prostu informacja „25 grudnia, zgodnie z tradycją, obchodzi się w Polsce święta Bożego Narodzenia”. Niemniej jest to bezpieczeństwo bardzo iluzoryczne! Bo co jeśli ktoś tradycji nie uznaje albo uznaje za tradycję nieobchodzenie świąt? Albo co jeśli ktoś nie poczuwa się Polakiem, tudzież nie uważa, by się obchodziło? Więc ugładźmy to jeszcze bardziej: „część społeczeństwa uważa, że 25 grudnia to dzień, w którym można obchodzić święta Bożego Narodzenia”. Jakże pięknie i neutralnie to brzmi, nikt nie powinien się poczuć obrażony… no chyba, że poczują się obrażeni ci, którzy stwierdzą, że przekazywanie tak trywialnych informacji, możliwych do sprawdzenia w pierwszym lepszym kalendarzu, obraża ich intelekt. I dlaczego „część” społeczeństwa a nie większość/mniejszość? I czemu „można” a nie „powinno się”, „wypada”, „pozwala się”…

Dlatego też, drodzy Czytelnicy, by nie rozbudzać niepotrzebnie konfliktów i byśmy resztę grudnia spędzili w spokoju, nic Wam nie życzę i żywię nadzieję, że nikogo tym nie obrażę.

Tomasz Jakut

W niektórych kręgach znany bardziej jako Comandeer. Nadmiernie owłosione indywiduum zajmujące się dwiema całkowicie sprzecznymi ze sobą dziedzinami życia, jakimi są pisanie i programowanie. Przez jednych wyklinany jako zbytni konserwatysta w sprawach czystości kodu, przez drugich wskazywany jako przykład nieustannego narzekania przy pomocy pióra. Wiecznie niezadowolony i gotowy do krytykowania wszystkiego, co można skrytykować. Nic zatem dziwnego, że w Magnifier przypadła mu rola korektora…

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy