„Chciałam zostać kosmitką” – wywiad z Elą Radzikowską

Daniel Antropik
„Chciałam zostać kosmitką” – wywiad z Elą Radzikowską

Wywiady są przeprowadzane z osobami sławnymi z jakiegoś powodu. Z takimi, które już osiągnęły sukces, coś wygrały albo jakoś się zasłużyły dla świata kultury i sztuki. Powodem, dla którego zdecydowałem się przeprowadzić ten wywiad jest szczera nadzieja, że w przyszłości Ela Radzikowska, przyszła absolwentka Szkoły Kreatywnej Fotografii (Krakowskie Szkoły Artystyczne), taką osobą się stanie. Wydaje mi się, że moje przeczucie nie jest bezpodstawne i już niedługo usłyszymy o jej dokonaniach, czy to na polu fotografii artystycznej czy reklamowej. Do tej pory pozostaję pod wrażeniem, i z tego też wynika moje przeczucie, jakie wywarły na mnie jej fotografie z dyplomowego cyklu Space of Glow, które będą wisieć w Spółdzielni „Ogniwo” Kraków, przy ul. Paulińskiej 28 do 30 czerwca.

Wiele osób, gdy patrzy na Twoje fotografie z dyplomowego cyklu Space of Glow, odnosi wrażenie odrealnienia, przeniesienia do innej przestrzeni, a potem zastanawia się jak jest to zrobione. Zanim przejdziemy do technikaliów, powiedz co natchnęło Cię do stworzenia takiego świata?

Pomysł na dyplom zrodził się rok temu, gdy zobaczyłam przykłady hiperrealistycznych makiet Matthew’a Albanese’a i pomyślałam, że też chciałabym takie stworzyć tylko nieprawdziwe, odrealnione, kosmiczne, trochę takie jak ja. Gdy zaczynałam swoją przygodę z fotografią fascynowali mnie ludzie, dlatego robiłam mnóstwo portretów. W szkole zetknęłam się z przedmiotem martwa natura i już wiedziałam, że to jest coś bardziej fascynującego niż portrety. Możliwość kontroli nad sceną martwymi „modelami” pozwala mi robić zdjęcia po mojemu i chyba nie będę w stanie wrócić do pracy z żywymi modelami. I jeszcze do tego wszystkiego, w dzieciństwie chciałam zostać astronautką, a gdyby się to nie udało to co najmniej kosmitką. Świat, który wydobywa się z fotografii w Space of Glow jest moim wyobrażeniem tego jak mógłby wyglądać kosmos.

Dlaczego tytuł Space of Glow? Jak się go tłumaczy?

To się bardzo trudno tłumaczy. Glow to coś świecącego, zazwyczaj w ciemności, promieniującego. Zaś space można tłumaczyć jako przestrzeń i jednocześnie kosmos. Zdjęcia są przestrzenne i kosmiczne, a użyte w nich ultrafioletowe światło świetnie oddaje klimat jaki być może gdzieś w kosmosie panuje. Space of Glow świetnie pasuje, jest wieloznaczne i może podlegać interpretacji każdego widza.

Wybór fotografowanych zwierząt i scenerii nie jest przypadkowy. Dlaczego wybrałaś pająki, ślimaki, ośmiornice i owady?

Na początku od razu chciałam zaznaczyć, że żadne zwierzątko nie ucierpiało podczas robienia zdjęć (śmiech). Podczas wernisażu padały pytania o to czy zwierzęta są prawdziwe. Plastikowe, pomalowane zwierzęta nie mogły ucierpieć. To prawda, wybór scenerii i stworów nie jest przypadkowy. Każda z ośmiu fotografii przedstawia inne zjawisko przyrody, a przedstawione w niej zwierzaczki są takimi, które z jakichś powodów przerażają większość ludzi. Pająki, ślimaki, chrabąszcze, i ośmiornice nie należą do przyjemnych stworzonek. Nie mają futra, nie można ich pogłaskać. Są raczej odrażające. Jednak jakoś je lubię. Kiedyś hodowałam ślimaki. Miałam parkę w akwarium i karmiłam je sałatą i koniczyną. Jednak tak bardzo się polubiły, że po miesiącu było już 40 małych ślimaków i podobna ilość jajeczek. Potem je wypuściliśmy, a jeden nawet wcześniej uciekł. Jedna z prac przedstawia tą parkę.

A to te ślimaki! Są prawie rażone piorunem. Dlaczego burza?

To akurat podpowiedział mi tata, gdy zapytałam co kojarzy mu się z kopulującymi ślimakami. Oczywistą odpowiedzią była burza. Bo wtedy ponoć ślimaki się rozmnażają. Inne scenerie zostały stworzone na wzór zjawisk naturalnych, których wszyscy się boimy. Tornado, tsunami, wybuch wulkanu, ogień czy burzę ze ślimakami. Na fotografiach wygląda to tak, że nie mogą uciec, nie ma innego wyjścia i nie wiadomo co się z nimi stanie. Są zupełnie jak ludzie w obliczu tych zjawisk. Boją się gdy nie mają gdzie uciec i się schować, a nawet boją się wtedy gdy mają.

Z czego powstały scenerie?

Fotografia ma to do siebie, że nie musi polegać tylko na odzwierciedlaniu rzeczywistości. Nie musimy popadać realizm i piktorializm – uwieczniać piękne zachody słońca i okoliczności przyrody, by uchwycić coś interesującego. Czasami wystarczy sięgnąć do szafki kuchennej, albo schowka na rzeczy do sprzątania i z tego stworzyć coś nowego, coś swojego, swój własny świat. Wszystko, z czego zostały stworzone fotografie każdy ma w domu: folia spożywcza, worki na śmieci, wata, farbki plakatowe, czy pianka. Największy problem był z lampą UV.

Jak to?

Gdy wpadnę na jakiś pomysł to muszę go od razu zrealizować. Tak jakby za chwilę miało go już nie być, a ja miałabym o nim zapomnieć. Pomyślałam, że użycie światła ultrafioletowego do fotografii mogłoby być ciekawe i dać interesujący efekt. Musiałam zjeździć cały Kraków w poszukiwaniu lampy. Była sobota, ale dopiero w niedzielę udało mi się znaleźć odpowiednią w Castoramie. Musiałam ją sama złożyć. Z tym akurat nie było problemu, zawsze lubiłam majsterkować. Nawet lightboxy, które podświetlają fotografie wycięłam i skręciłam sama. Można powiedzieć, że wystawa jest w całości DIY.

Kiedy fotografujesz? Jaka jest najlepsza pora by fotografować?

Najbardziej aktywna jestem w nocy. Wtedy mi się najlepiej fotografuje. Aby fotografie ze Space of Glow mogły powstać potrzebowałam całkowitej ciemności i w tym celu zajęłam cały pokój swojej 6 – cio letniej siostry na 3 miesiące. Okna były zakryte czarnym materiałem, a na podłodze walały się rekwizyty z aktualnych i następnych fotografii. Mój proces twórczy wymaga sporo przestrzeni.

Miejsce jest świetnie wybrane, idealnie pasuje do charakteru wystawy. Jak się stało, że znalazłaś ” Ogniwo”?

Miałam różne pomysły na miejsce. Mogło to być coś związanego ze zwierzętami, np. ogród zoologiczny, albo botaniczny, ale nie udałoby mi się tego zorganizować. Potrzebowałam ciemnego, galeryjnego pomieszczenia, a nie wyobrażałam sobie, żeby moje prace wisiały w barze, gdzie trzeba byłoby przeciskać się między stolikami by je zobaczyć. „Ogniwo” znalazło się przez babcię.  Mój chłopak, Dominik, organizował swoją dyplomową wystawę w Jewish Community Centre, gdzie działa moja babcia i okazało się, że opiekunka jego wystawy miała wkrótce otworzyć nowe miejsce Spółdzielnię „Ogniwo” skupiającą krakowskich działaczy kulturalnych. Miejsce jest idealne. Duża, zaciemniona sala świetnie współgra z podświetlanymi zdjęciami.

Po pracy jaką włożyłaś w stworzenie tego świata widać, że nie fotografujesz od wczoraj. Kiedy zaczęła się twoja przygoda z fotografią? Zawsze chciałaś zostać fotografem?

Pierwszą styczność z fotografią miałam w gimnazjum. Moja mama zaraziła mnie chęcią fotografowania. Początkowo zajmowałam kwiatkami, portretami i reportażem, ale szybko mnie to znudziło. Pierwszym aparatem był tradycyjny aparat na film, który nauczył mnie świadomego i oszczędnego fotografowania i tego by wszystko przygotować. Potem przyszła fotografia cyfrowa. Tej już nie oszczędzam, ale wszystko musi być dobrze przygotowane.

Warto iść do Szkoły Kreatywnej Fotografii?

Gdyby nie szkoła to nie powstałoby Space of Glow. To przede wszystkim, bo to projekt dyplomowy, kończący edukację w szkole. W trakcie dwuletniej edukacji przeszliśmy przez wiele przedmiotów fotograficznych od otworków do martwej natury, fotografii inscenizowanej, mody, kończąc na bardziej klasycznych , takich jak fotografia aktu czy szlachetna guma chromianowa, z którą wielu studentów ma problemy. Uważam, że warto iść, gdy chce się wiele nauczyć, to trzeba wymagać przede wszystkim od siebie – dokształcając się po zajęciach. Szkoła jest impulsem do działania, mobilizuje do podejmowania artystycznych działań i przelewania pomysłów na fotografię.

Masz uzdolnionych artystycznie przodków. Czy cała rodzina taka jest? Jak to wpłynęło na Ciebie?

Na wernisaż przyszło nadzwyczaj dużo osób dzięki mojej babci. Ma 80 lat i jest bardzo energiczną osobą, ma wielu znajomych, ma nawet facebooka, udziela się w różnych środowiskach, ale nie jest artystycznie uzdolniona, jest prawniczką. Kiedyś nawet była radną. Dzięki niej na wystawę przyszło wiele osób niezwiązanych z fotografią. Druga babcia była malarką, pradziadek konserwatorem dzieł sztuki, a dziadek fotografem. Moje zdjęcia to nie tylko fotografia, uważam, że można odnaleźć tu elementy malarstwa, instalacji czy rzeźby. Prababcia krawcowa, ale też uzdolniona plastycznie zawsze powtarzała, że jak dorosnę będę malarka. Nigdy mi to nie pasowało, a dzisiaj byłaby ze mnie dumna.

Niedługo będziesz bronić dyplom. Wydaje mi się, że nie ma możliwości by Ci się nie udało. Co będziesz robić po obronie? Wakacje? Może następne studia?

Przede wszystkim trochę odpocznę. Może gdzieś wyjadę, ale jeszcze nie wiem gdzie. Przez zaliczenia przedmiotów mało śpię, zresztą jak każdy ze studentów i wydaje mi się, że należy mi się wypoczynek. Co do następnych studiów to jeszcze nie wiem, na pewno niedługo znów zapragnę stworzyć coś swojego i będę musiała się wziąć do pracy. Interesuje mnie fotografia reklamowa i produktowa, więc być może poszukam zatrudnienia w jakimś studio, a najchętniej założyłabym swoje.

Wystawa jest do 30 czerwca, co będzie z nią dalej?

Postaram się poszukać dla niej nowego miejsca, bo szkoda żeby leżała w szafie i się kurzyła. Jeszcze muszę się zastanowić nad odpowiednim miejscem. Może być też trudno takie znaleźć. Zapraszam do obejrzenia jej dopóki wisi w „Ogniwie”, bo potem może już nie być możliwosći zobaczenia jej w Krakowie. Może w innym mieście.

My też zapraszamy.

Space of Glow

Spółdzielnia „Ogniwo” Kraków ul. Paulińska 28, Kraków

fot. Daniel Antropik

radzikowska radzikowska-2

Daniel Antropik

Zamiłowanie do historii i sztuki obrodziło w Ikoniczne fotografie. Zajmuję się fotografią uliczną i portretemi szukam swojego miejsca w fotograficznym świecie.

www.danielantropik.pl

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy