Rodzinna saga z Kraju Kwitnącej Wiśni

Joanna Wrona
Rodzinna saga z Kraju Kwitnącej Wiśni

„Dawno temu zabiłam kogoś i nikt o tym nie wie…”. Co byś zrobił, gdyby to były ostatnie słowa umierającej bliskiej ci osoby?

Niepowtarzalne wątkowe trio

Na szczęście większość z nas, a tak mi się przynajmniej wydaje, nie musi się nad tym zastanawiać. Co wtedy zrobić, musiała jednak wiedzieć Tōko Akakuchiba – jedna z bohaterek, a zarazem narratorka Czerwonych dziewczyn, książki autorstwa bestsellerowej japońskiej pisarki, Kazuki Sakuraby. To właśnie jej słowa prowadzą nas przez dzieje trzech kobiet z legendarnego rodu Akakuchibów: poznajemy historię tajemniczej babki, jej buntowniczej córki i na pozór zwyczajnej, dźwigającej ciężar słynnych korzeni wnuczki. Czerwone dziewczyny to niezwykła rodzinna saga, która łączy w sobie niebanalne, czasem nawet trochę mityczne, dzieje trzech japońskich kobiet, ze światem rozpoznawalnej wszędzie japońskiej mangi oraz wątkiem kryminalnym. Takiemu niepowtarzalnemu trio nie będzie w stanie oprzeć się nawet najbardziej wybredny czytelnik!

Kobieca strona rodu Akakuchibów

Książka dzieli się na trzy części, a każda z nich odpowiada jednej kobiecej bohaterce. Rozpoczyna ją Epoka ostatniej legendy: 1953 – 1975, czyli rozdział poświęcony tajemniczej postaci jaką jest Manyō: dziewczyna z plemienia osiadłego w górach, którą jako trzyletnie dziecko rodzina porzuciła między domkami wioski Benimidori. Ludzie z gór – zwani cudzoziemcami – do wioski przybywali tylko na znak jej mieszkańców, aby zabrać zwłoki młodej osoby, która zginęła śmiercią samobójczą i pochować ją głęboko wśród górskich grani. Dlaczego porzucono Manyō? Czy  zapomniano o niej, czy celowo pozostawiono ją wśród miejscowych? Są to pytania, na które odpowiedzi niestety nie poznamy ani my w trakcie czytania książki, ani córa gór przez całe swoje życie. Maynō był wyjątkową osobą. Miała dar jasnowidzenia, widziała wizje i obrazy, których znaczenia długo nie mogła pojąć. Została wybrana na małżonkę dziedzica legendarnego rodu Akakuchibów (w tłumaczeniu słowo to oznacza czerwone zwiędłe liście, stąd zapewne tytuł powieści). Do nich należała ogromna huta, dająca zatrudnienie większości mężczyzn z okolicy, a potężny dom Akakuchibów zwany był „czerwonym u góry”, w odróżnieniu od pośrednich domków robotniczych i „czarnego na dole”, gdzie mieszkali najubożsi i najmniej liczący się mieszkańcy. Dziś po prostu powiedzielibyśmy, że Akakuchibowie byli „kimś”. Tatsu – matrona rodu – wybrała synowi na przyszłą żonę wyjątkową Manyō i tak pewnego dnia ze zwyczajnej członkini robotniczej rodziny, przybłęda z gór stała się drugą co do ważności kobietą w domu Akakuchibów. W tym momencie tak naprawdę zaczyna się cała osobliwa historia kobiety: jej losy w domu potężnego japońskiego rodu, codzienne życie w posiadłości, obowiązki, relacje z mężem (do tej pory nie miała nawet chłopaka), teściowymi i pracownikami Akakuchiba Steelworks, a w końcu próba odnalezienia się w wielkim, prestiżowym świecie bogatej i słynnej japońskiej rodziny. Rozwiązuje się także zagadka jej wizji, które zawsze pokazują śmierć. Jasnowidzenie było więc przekleństwem Manyō do tego stopnia, że po objawieniu tragicznej śmierci pierworodnego syna Namidy, kolejne dzieci rodziła z zamkniętymi oczami – nie chciała wiedzieć. Jedną z jej córek jest Kemari Akakuchiba, druga pierwszoplanowa bohaterka Czerwonych dziewczyn, której poświęcona część nazywa się Okres wielkości i pustki: 1979 – 1998. Kemari w niczym, może poza wyglądem, nie przypominała swojej cierpliwej, opanowanej, odpowiedzialnej matki. Była złośliwą buntowniczką: przewodziła dziewczęcemu gangowi motocyklowemu Żelazne Anioły, wdawała się w bójki (często krwawe), związywała się z chłopcami już od czasów szkolnych, a jej imię budziło w okolicy większy postrach niż niejedno imię męskie. W końcu jednak Kemari musiała dorosnąć, nie była jednak na to gotowa i cały czas trwała gdzieś w zawieszeniu między szkolną beztroską, a  kobiecą dojrzałością. Z tej trudnej dla siebie sytuacji Kemari uciekła w świat jednej z odmian mangi – tzw. shōjo-mangi – by wkrótce stać się autorką bestsellerowej serii komiksów i nie wychodzić z pracowni ani w dzień, ani w nocy. Najstarsza córka Manyō musiała wydorośleć z dnia na dzień – najpierw dźwigając ciężar błyskawicznie rozwijającej się kariery, a potem niespodziewanie, z konieczności (bez miłości) wychodząc za mąż. Kemari starała się więc dzielić swój czas między pracę, a małżeński obowiązek powicia dziecka. Mimo zakończenia buntowniczej młodości, na zawsze  pozostała legendą wśród młodzieży Benimidori. W końcu Kemari Akakuchiba urodziła córkę – wspomnianą już przeze mnie Tōko, której poświęcona została trzecia i ostatnia część książki „Morderstwo”: 2000-Przyszłość. Współczesna japońska dziewczyna zmaga się w gruncie rzeczy z trzema problemami i to wokół nich osnuta jest w książce jej historia: ciężarem swoich legendarnych korzeni, którego w jej odczuciu nie jest w stanie udźwignąć, śledztwie w sprawie rzekomego morderstwa popełnionego przez babkę oraz z brakiem pomysłu na siebie i swoją przyszłość, czyli z czymś, z czym zmaga się obecnie młodzież na całym świecie. Tōko uważa się za zbyt zwyczajną, aby być wnuczką Manyō i córką Kemari, nie radzi sobie z własną tożsamością oraz z pokrewieństwem z dwoma kobietami, o których krążą w całej okolicy niezapomniane legendy i wyjątkowe historie. „Dawno temu zabiłam kogoś i nikt o tym nie wie…” – to najmłodsza z rodu Akakuchibów musiała stawić czoła wyznaniu babki i rozwikłać zagadkę tajemniczych i, dla każdego kto znał córkę gór, niedorzecznych słów. Tōko szuka rozwiązania nie tylko rzekomej zbrodni, lecz także odpowiedzi dotyczące miłości, zdrady, pracy, rodziny, dorosłości, przeszłość i przyszłość… Czy znajdzie którąkolwiek z nich? Tego wam nie powiem. Przekonajcie się, sami sięgając po  Czerwone dziewczyny!

„Smaczne” pióro Sakuraby

Książka Kazuki Sakuraby jest naprawdę niebanalną historią. Nie dość, że opowiada historie trzech wyjątkowych kobiet japońskiego rodu, to jeszcze między ich losy wplecione są zarysy historii, polityki, gospodarki Japonii, a także nastrojów społecznych oraz mentalności jej mieszkańców, a wszystko pokazane na przestrzeni lat. Informacje te są wyważone i podane przez autorkę w tak przystępny sposób, że nie przytłaczają ani głównej opowieści Czerwonych dziewczyn, ani czytelnika w trakcie lektury. Mimo to powieść wymaga od odbiorcy skupienia – pojawia się tam wiele wątków, postaci, których losy nie raz krzyżują się ze sobą, jednak lekkie pióro, barwne, dźwięczne, momentami poetyckie zdania i współczesny język pomagają w lekturze, czyniąc tę wielopokoleniową sagę nie tylko „zjadliwą”, ale przy tym bardzo „smaczną”. Już samo miejsce akcji, czyli japońska mała miejscowość, czynią tę powieść wyjątkową, zwłaszcza dla nas – ludzi z innego kontynentu, a więc z zupełnie innej kultury. Opowieść jest bardzo spójna i tworzy logiczną kompozycję: najważniejszą postacią wydaje się Manyō, babka, od której wszystko się zaczęło i która tak naprawdę odgrywa rolę od początku do końca książki, ale bez Tōko nie poznalibyśmy historii córki cudzoziemców, gdyż to ona opowiada ją czytelnikom, z kolei bez Kemari i jej zawirowań życiowych nie byłoby na świecie Tōko… Wszystko się zazębia, tworząc zgraną całość. Kreacje głównych kobiecych bohaterek są naprawdę znakomite, każda z nich czymś się wyróżnia, każda przeżyła coś niespodziewanego i niecodziennego, każda jest godna uwagi i pominięcie choć jednej z nich odebrałoby książce to „coś”. Nie przypominam sobie drugiej takiej książki pod względem tak dziwnych i niezwykłych bohaterek, gwarantuję więc, że kiedy przeczytacie Czerwone dziewczyny, Manyō, Kemari i Tōko zostaną w waszej pamięci na długo, a ich losy będzie poznawać z ogromną ciekawością. Jedyny mój zarzut wobec tej książki to ostatnia jej część, które według mnie trochę odstaje od innych, zarówno pod  względem fabularnym, jak i stylistycznym, językowym. Rozdział o Tōko czytało mi się najwolniej, momentami mnie nudził, wydawał się trywialny i dużo mniej porywający od poprzednich części. Może był to zabieg celowy, ze względu na postać samej dziewczyny, kreowanej właśnie na najbardziej zwyczajną z rodu Akakuchibów, jednak mnie czasami to przeszkadzało, spodziewałam się po tej części może nie dużo, ale na pewno trochę więcej.

Urok Czerwonych dziewczyn

Zakończenie jest otwarte, łączące bohaterkę powieści z czytelnikiem, co skłania do refleksji, do przemyśleń zarówno o książce, o tym, co właśnie przeczytaliśmy, jak i o własnym życiu. Gdybym miała przyznać tej książce gwiazdki, przyznałabym jej mocne 8, jeśli nawet nie 9, na 10. Jest to historia dosłownie dla każdego i nikt nie powinien czuć się rozczarowany po jej lekturze. Uważam, że Czerwone dziewczyny mają szansę zostać książką ponadczasową, a zawarte obok losów japońskich kobiet refleksje i przemyślenia, czynią ją także dziełem ponadpokoleniowym i uniwersalnym. Ja już poddałam się urokowi Czerwonych dziewczyn. A ty?


Czerwone dziewczyny

Kazuki Sakuraba

Tłumaczenie: Łukasz Małecki

Wydawnictwo Literackie

Rok wydania: 2017

Okładka: twarda

Liczba stron: 483

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy