Czym jest album?

Antoni Bastyla
Czym jest album?

Po zeszłotygodniowej, ważnej i zaskakującej dla mnie refleksji na temat albumu The Black Eyed Peas, postanowiłem usiąść i przemyśleć jedną ważną kwestię – jakie cechy posiada album, który cenię najbardziej? Czy jest jakiś system, jakaś uniwersalna zaleta moich ulubionych i tych, które najbardziej doceniam (gdyż to nie zawsze idzie w parze)?

Album muzyczny to dla współczesnego świata kolekcja piosenek. Wchodząc do sklepu i decydując się na kupno albumu (co zdarza się rzadko) większość z nas zwraca uwagę na dwie rzeczy. Przede wszystkim jest to cena, gdyż artyści nie zasługują na więcej niż 15% mojego dziennego zarobku. A po drugie – jakie piosenki znajdują się na albumie. Czy znam tylko jedną? Jeżeli tak, to nie do końca jestem przekonany do wzięcia całej płyty, w końcu pozostałych jedenaście utworów mogę nie polubić i wtedy hajs w błoto jak nic. Cóż, sprawa ma się nieco inaczej. Album to nie tylko „zbiór piosenek danego artysty”. Jest on czymś więcej i jeżeli tylko jesteśmy w stanie odkryć to „coś więcej” to możemy przeżyć absolutnie wspaniałą podróż po świecie niezwykłych dźwięków, pasjonujących wokali czy też tekstów, trafiających bezpośrednio do serca. Pytanie za sto punktów na Metacritic brzmi: co takiego zawiera album, żeby był uznany za warty poświęcenia czasu?

Tak naprawdę to zależy od słuchacza i tego, czego on szuka na albumie. Jeżeli cały proces słuchania ogranicza się wyłącznie do poszukiwania chwytliwych utworów – czasem wystarczy sięgnąć po jakąś kompilację lub album z cyklu „Greatest Hits”. To wystarczy, zresztą są albumy zatytułowane Greatest Hits, które zostały uznane za niezwykłe krążki (Queen, Foo Fighters). Te są wydawane od święta. Na co dzień (czyli raz na parę lat) dostajemy natomiast album. Za tym pięknym, wywołującym dreszczyk emocji zmieszany z niepewnością słowem kryje się mnóstwo pojęć, podobnie jak za sformułowaniem: dobry album. Dla wielu „dobry” to taki, którego mogą słuchać w kółko, dla innych jest to ten, stanowiący nowe trendy w muzyce, jeszcze inni natomiast powiedzą, że dobry album po pierwsze musi nieść ze sobą konkretne przesłanie.

Dziś postaram się odpowiedzieć na pytanie – czego ja szukam na albumie? Co powinno się na nim znaleźć abym mógł ustawić go wysoko w hierarchii? Jakie cechy albumu cenię najbardziej?

Od dawna poszukiwałem własnych zasad, wedle których jedne albumy cenię bardziej niż inne. Z całą pewnością, ważnym aspektem jest dla mnie wiedza czym album właściwie jest. I tak, Yeezus to najbardziej szalony krążek najbardziej agresywnego artysty na Ziemi – Kanye’go Westa. Lemonade, Beyonce można opisać jako zeznania kobiety silnej i niezależnej. I te lubię. Ale np. Blurryface zespołu Twenty One Pilots także wiem czym jest. Album brzmi jak dojrzewanie i wyznania wylewnego młodzieńca. Związany z gatunkami muzyki chaos panujący na płycie świetnie oddaje ten burzliwy okres. Tymczasem uważam ten album za całkiem ok – i nic więcej. Co jeżeli sytuacja ma się zgoła odwrotnie? Jeżeli album nie przekazuje ze sobą żadnych konkretnych wartości, a mimo to przypadł mi do gustu? Takowe także istnieją: choćby debiut Calvina Harrisa pt. I Created Disco. Jest to zbiór tanecznych utworów – kropka. Ale takich, których słucha się w kółko.

Dobry album to taki, do którego można wracać tuż po zakończeniu jego słuchania. Czy na pewno? Cóż, ww. Lemonade to jeden z nich – chce się go więcej i więcej. Ale jedni z moich ulubionych artystów tworzą albumy, które często wyczerpują temat do cna . Chciałoby się zapomnieć o ich istnieniu na jakiś czas, by po tym czasie móc wrócić z pełną energią. Przykłady to m.in. Beck (Mellow Gold, Morning Phase), Nine Inch Nails (The Downward Spiral, Year Zero) czy Eminem (The Eminem Show).

Warto zwracać uwagę nie tylko na twórców, ale także na producentów. Często sięgam po albumy, których produkcją zajmował się Brian Burton aka. Danger Mouse (Turn Blue od The Black Keys czy Demon Days od Gorillaz). Bardzo cenię produkcję Ricka Rubina, prawdziwego muzycznego obieżyświata (Np. zajmował się produkcją x w wykonaniu Eda Sheerana, ale na szerokie wody wypłynął poprzez współpracę z Red Hot Chilli Peppers). Jednak jest wiele albumów, gdzie na produkcję krytycy się uskarżają, a mimo to kryją się za nimi prawdziwe perełki – takim jest m.in. zeszłoroczny debiut Andersona .Paaka pt. Malibu.

Oprócz tego warto zwrócić uwagę na wytwórnię muzyczną. Niektóre z nich są na tyle poważane, że ich albumy z automatu stawiane są wyżej w hierarchii przez fanów. Do takich należy hip hopowe Top Dawg Entertainment (Kendrick Lamar, Schoolboy Q, Ab-Soul) czy eksperymentalne Warp (Flying Lotus, Danny Brown, Aphex Twin). Lecz to także nie jest złota zasada, co potwierdza zeszłoroczne „obrzucone błotem” wydawnictwo nakładem Top Dawg autorstwa Lance’a Skiiiwalkera pt. Introverted Intuition.

Skoro zatem nie ma złotej zasady, jaką radę można dać fanom muzyki? Co mógłbym powiedzieć sobie z przeszłości oraz innym, którzy chcieliby czerpać radość ze słuchania?

Przede wszystkim proponuję jedno: słuchać. Doświadczenia nic nie zastąpi. Jeszcze ważniejsze są przemyślenia oraz muzyczne dyskusje. Wyrażanie własnej opinii, dzielenie się nią ze światem oraz szanowanie zdania innych. Muzyka to jeden z elementów, dzięki któremu można się rozwijać nie tylko w tej konkretnej dziedzinie, ale także jako jednostka. Dzięki temu jest ona wspaniała. Za nic w świecie nie oddałbym mojego dostępu do muzyki. Nieważne czy pod postacią płyt CD, albumów MP3 czy platform streamingowych – od kilku lat stanowi ona ważną część mojego życia. Marzę o tym, by była ona tak samo ważna dla innych.

Słuchajcie muzyki. Bo warto. Dzięki temu sami odkryjecie jaki album jest waszym zdaniem tym idealnym.

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy