Daj się zapamiętać

Natalia Stasiowska
Daj się zapamiętać

Sława, vip’owskie imprezy, „wielka” kariera i inne mamony…racja, są zauważane przez dużą grupę ludzi. Posunę się nawet do stwierdzenia, że w jakimś (niezrozumiałym dla mnie) stopniu celebrytów się ceni. Może dostarczają rozrywki? Może fajnie jest śledzić czyjeś życie, uczestniczyć w ślubie ulubionej gwiazdy i zachwycać się jej nowym „outfitem”. Pewnie o to chodzi – by po powrocie do domu rozsiąść się wygodnie i zanurzyć się w świat, któremu tak okrutnie brak jakiejkolwiek realności.Dlaczego?

Bo tak jest łatwiej. W ten sposób można uciec szybko i łatwo, bez wychodzenia z domu, bez środków psychoaktywnych, bez alkoholu nawet (ekonomiczniej!). Uciec przede wszystkim od siebie. W ciszy, bez dodatkowych bodźców w postaci telewizji czy portalu plotkarskiego istnieje ryzyko usłyszenia siebie – swego wewnętrznego głosu, który mógłby nas przecież nieco uświadomić. A tego się boimy. Jeszcze się wyda, że zamiast dążyć do wyznaczonych sobie celów, spędzamy kolejny bezproduktywny dzień. Może nawet nie tyle bezproduktywny – przecież pracuję, uczę się, powiesz: Racja. Ale czy to jest właśnie to, co mogłoby sprawić, że zostaniesz zapamiętany?

W poprzednim Myślniku padło trafne stwierdzenie – niewiele czasu potrzeba, by dzisiejszy celebryta został zapomniany przez swoich fanów, wcześniej śledzących każdy jego ruch. Są jednak ludzie, których się pamięta całe swe życie. I w żadnym razie nie mam tu na myśli nikogo z zacnego grona sławnych.

Chyba warto się nad tym zastanowić przez moment. Co do naszego życia wnosi stek bzdur czytanych każdego dnia, bez skrupułów zalewający nasze umysły? Co moglibyśmy w tym czasie zrobić, byśmy MY mogli coś realnie zmienić w czyjejś egzystencji? Chociażby podarowany uśmiech. Przecież ludzi pamiętamy z tak wielu powodów – nawet przelotna znajomość jest w stanie pomóc rozwinąć czyjeś skrzydła.

Nie chcę karmić tej chorej machiny celebrytyzmu, któremu brak jakichkolwiek podstaw bytu. Ale jestem jej wdzięczna, bo daje do myślenia (jeśli, oczywiście, w ogóle chcesz jakiejkolwiek refleksji nad swoim życiem dokonywać). Zaprzestałam myślenia, że jedyną drogą do tego, by zostawić jakiś ślad po sobie (ale koniecznie taki trwalszy niż ze spiżu!) jest szeroko pojęta sława. Właśnie, bo co to tak właściwie znaczy, w czasach, kiedy sławę można zdobyć poprzez lizanie młotka, kołysząc się na metalowej kuli.

W sumie to spora ulga dowiedzieć się, że niczego takiego robić nie będzie trzeba, a mimo to można zostać zapamiętanym. Korzystajmy z tego przywileju i odrywając się od nie-rzeczywistości kreowanej przez celebrycki światek, spojrzyjmy z dystansem na ten autentyczny, który nas otacza, i każdego dnia tworzy niepowtarzalne okazje.

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy