Dawka czyni truciznę

Tomasz Jakut
Dawka czyni truciznę

W niedzielę dopadło mnie niespodziewanie niecne choróbsko żołądka, które sprawiło, że stałem się umarły dla świata na cały dzień. Moja egzystencja sprowadzała się wówczas do czołgania się w kierunku przybytku miłosierdzia i z powrotem do łóżka. Jak to zwykle bywa, naszła mnie wówczas ochota na garść przemyśleń i podsumowań.

Skoro ból brzucha wywołuje pęd ku sumarycznemu zestawieniu swego życia, to wie się, że nie jest dobrze (co jest i tak eufemizmem w tym wypadku). Wystarczy dodać do tego wysoką temperaturę i z przygnębiającego obrazu obłożnie chorego otrzymujemy groteskowy portret zakopanego po uszy w pierzynie oderwanego od rzeczywistości troglodyty, który od czasu do czasu wydaje grobowe pomruki i pieprzy o ostrygach niczym geniusz z Baker Street. Tym sposobem udało mi się dojść do wniosku, że największym osiągnięciem w moim życiu była budowa piernikowego zamku na mrocznym drzewie pośrodku marsjańskiej pustyni, na którą zawiózł mnie swoją TARDIS Doktor (tak, to naprawdę była wysoka gorączka).

Czemu to piszę? Żeby się wyżalić jak bardzo było mi źle? Bynajmniej. Piszę, żeby zwrócić uwagę na inną, dziwną kwestię: lekarstwa. Otóż żadne dziwne espumisany, nospy, nifuroksazydy, stoperany i inne nic a nic mi nie pomagały (wręcz odwrotnie!). Ziółka i herbatki miętowe też nie zdawały egzaminu. Kiedy już zacząłem tracić nadzieję i słyszałem już dobiegający z daleka dźwięk syreny pogotowia, wówczas sięgnąłem po ostatnią deskę ratunku: colę. Tak, na żołądek próbujący mnie zabić zastosowałem zimną colę. I podziałało.

A morał z tego jest prosty: wszystko może pomóc, tyle że w odpowiedniej dawce. Prawda, media?

Tomasz Jakut

W niektórych kręgach znany bardziej jako Comandeer. Nadmiernie owłosione indywiduum zajmujące się dwiema całkowicie sprzecznymi ze sobą dziedzinami życia, jakimi są pisanie i programowanie. Przez jednych wyklinany jako zbytni konserwatysta w sprawach czystości kodu, przez drugich wskazywany jako przykład nieustannego narzekania przy pomocy pióra. Wiecznie niezadowolony i gotowy do krytykowania wszystkiego, co można skrytykować. Nic zatem dziwnego, że w Magnifier przypadła mu rola korektora…

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy