Gamer – z czym to się je?

Joanna Wrona
Gamer – z czym to się je?

Tak, zrobiłem już zakupy. Nie grałem dziś jeszcze. Spotkajmy się później, bo muszę posprzątać. Kiedy te zdania wypowiada gracz czy – mówiąc bardziej światowo – gamer, to wiedz, że jeżeli nie są one stuprocentowym kłamstwem, to na pewno nie są też całkowitą prawdą.


Co ciekawe tak naprawdę większość z nas ma coś w sobie z gamera, ponieważ ci, dla których granie jest pasją, hobby, a nawet miłością życia, dzielą się na dwie grupy: graczy casual i hardcore. Casual to prawie każdy student znudzony kolejną godziną wykładu – lubi proste gierki np. na telefon, które nie wymagają dużego zaangażowania i pozwalają na rozrywkę od razu, bez progu wejścia do gry. Hardcorowców jest już trochę mniej, ale przecież mogą znajdować się w grupie naszych znajomych, dobrych przyjaciół, a nawet (stety lub niestety) w osobie życiowego partnera. Ludzie z tej grupy sami o sobie mówią „gamer”, grają często, długo, w gry nie zawsze – choć często – ambitne, ale zawsze wymagające dużego stopnia zaangażowania.  Do czego jednak zmierzam to fakt, że życie z prawdziwym graczem bywa czasem trudne. Psychologiem oczywiście nie jestem, ale co nieco z doświadczenia napisać mogę. Jestem dziewczyną gamera. Brzmi to jak początek smutnego wyznania na grupie wsparcia, wiem, ale chciałam po prostu podzielić się z wami swoimi przemyśleniami i obserwacjami na temat osobowości , a czasem nawet magicznych zdolności graczy. Trochę z przekąsem, trochę z ironią, ale wszystko to zdarza się w prawdziwym życiu, co doskonale wiecie, jeśli w swoim otoczeniu również macie gamerów klasy hardcore. Gotowi? Start!

Sytuacja 1. Normalnie lubi poleżeć, poleniuchować. Dzwoniącemu budzikowi wtóruje kilka przestawianych ciągle drzemek. Zanim naprawdę wstanie, przeglądnie kilka filmików na YouTube, sprawdzi Messengera i pocztę. Ale gdy przychodzi sobotni poranek, gamer zyskuje nadprzyrodzone moce. Sobota w wielu polskich domach to dzień porządków, sprzątania. Gdy gracz wie, że będzie miał do wykonania takowy obowiązek domowy, potrafi obudzić się i od razu wstać, aby móc rano jeszcze pograć. Kiedy zatem ja wciąż nie mogę się zebrać, no bo sobota i dzień wolny, on od godziny trzyma już pada w ręce.

Sytuacja 2. Mamy się spotkać. Mój gracz się spóźnia? Pół biedy! Jeszcze dobrze nie zaczęliśmy rozmowy, a on już mówi: Jak wrócę do domu, to pogram sobie w Fifę. Przecież nawet nie pytałam, co planuje po powrocie, bo widzimy się zaledwie od pięciu minut. I jak tu zachować spokój przy gamerze?

Sytuacja 3. Mam gorszy dzień. Żalę się. Potrzebuję mocnego przytulenia i wyrozumiałości. Oprócz tego, w niechcianym gratisie, wielokrotnie otrzymuję informację, że ze zwrotu podatku mój gracz kupi sobie Battlefielda 1. Mimo że jestem naturalną blondynką, przyjęłam tę informację za pierwszym razem. Niestety w jego myślach jak bumerang powraca wizja kupna nowego „dziecka” – nowej, upragnionej gry.

Sytuacja 4. Wrócił do domu po zajęciach/pracy? Jeszcze nie wyszedł? Ma chwilę wolnego czasu? Pytanie co robi, jest zbędne. Gra. A nawet lepiej nie pytać, bo jeżeli wie, że złościsz się z tego powodu, to tak poowija w bawełnę, żeby nie powiedzieć wprost, czym się aktualnie zajmuje. I na nic nerwy, powtarzanie, że prezentacja na za tydzień, że lektura na zajęcia, i że może by zrobił w końcu coś innego, najlepiej coś pożytecznego. Krzyki nie pomogą, on i tak znajdzie czas, żeby zagrać.

Oczywiście gamerzy to nie samo zło! Nie, nie. Z moich obserwacji wynika, że potrafią być bardzo cierpliwi, wyrozumiali, spokojni, pomocni, ostrożni, czuli. Uczą się tego w grach, a nerwy, złość, ryzyko i przekleństwa zostawiają przed ekranem. Albo może mam szczęście, że trafiłam na taki przyjemny okaz. Wciąż stawiają ludzi na pierwszym miejscu, nawet jeżeli w niektórych sytuacjach na pierwszy rzut oka tego nie widać – gdyby tak nie było, to już nie byłoby bycie gamerem, ale uzależnionym człowiekiem, wymagającym pomocy. Pasję do gier należy rozumieć i szanować. Jest to dokładnie taka sama pasja, co na przykład czytanie książek w dużej ilości albo namiętne oglądanie filmów. Gdy pytam dlaczego dla gamerów to ich zajęcie jest takie ważne, słyszę o przyjemności, adrenalinie, rywalizacji, przeżywaniu wspaniałych historii albo byciu przez chwilę kimś innym. Dodatkowo prawdziwi gracze mają dużą wiedzę w swojej dziedzinie i za to im chapeau bas.

A jeśli tak ja jesteś dziewczyną gamera, nie przejmuj się niektórymi sytuacjami. On cię kocha i kocha cię bardziej niż gry. Ale – dobra rada – nie próbuj sprawdzać tego, wyrzucając jego ulubioną płytkę albo pada przez okno. Wiara na słowo czasem bardziej popłaca!

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy