Gwiazda taka jak Ty…

Grzegorz Stokłosa
Gwiazda taka jak Ty…

Kraków powoli staje się miejscem, niemal cotygodniowych eventów na szeroką skalę. Mam tu na myśli koncerty, wydarzenia sportowe, ogromne widowiska artystyczne. Wszystko to jest oczywiście związane z rozwojem infrastruktury i powstaniem dwóch dużych, w tym celu przeznaczonych, obiektów. Tauron Areny i ICE Kraków. I dzięki temu w ostatnim czasie miały miejsce koncerty Roda Stewarda, Green Day, a również, szczególnie dla mnie interesujący, Lindsey Stirling.

Kim jest Lindesy Stirling? Jedną z najbardziej dynamicznych gwiazd jakie widziałem w życiu. Dziewczyna gra na skrzypcach, tańczy, skacze, śpiewa i to wszystko w jednej chwili! Niezwykle utalentowana artystka początki swojej kariery odnajduje w popularnym show – Mam talent, w edycji amerykańskiej. To tam, popisową grą w stylu Hip-Hop zdobyła serca widzów i jurorów. Choć programu nie wygrała, zdobyta w nim popularność pozwoliła jej na swobodny i niezwykle szybki rozwój na portalach społecznościowych. Swój talent okazuje do dziś głównie za pośrednictwem serwisu YouTube. Od pewnego czasu, dzięki ogromnym rzeszom fanów, Lindsey podróżuje po świecie koncertując w licznych miejscach. Dwa lata temu odbywała koncert w Wiedniu. Niestety, mój pobyt w tym miejscu nie pokrył się z jej występem, czego bardzo żałowałem. Jednak, gdy usłyszałem o jej planowanej trasie, która uwzględniała Kraków podjąłem szybką decyzję. Tym razem musiałem tam być.

Koncert odbył się 24 lutego, w moim mieście, na krakowskiej Tauron Arenie. Zdecydowałem, że jestem jeszcze młody, zatem miejsca siedzące zostawię starszym, lub leniwym osobom, sam zakupiłem bilety na płytę. Przybyłem godzinę wcześniej, chcąc zająć stosunkowo dobre miejsca, jak najbliżej sceny. Z początku byłem w stanie policzyć wszystkie osoby które znajdowały się na hali, jednak na dwadzieścia minut przed rozpoczęciem… Cała Arena, a dokładniej jej 2/3 udostępnione na potrzeby koncertu, były zajęte. Na niemal wszystkich miejscach siedzieli widzowie. Płyta, która nie wskazywała na możliwość zapełnienia, dosłownie pękała w szwach! I gdy koncert miał się już zacząć, gdy godzina zero wybiła… Oczywiście nie obeszło się bez obsuwy. Finalnie, rozpoczął się około pół godziny później niż to było planowane. Jednak… Warto było czekać…

Na scenie pojawiały się cienie. W różnych miejscach sceny, jedynie podświetlone białym światłem. Czy to Lindsey? Ale jakim cudem znika w jednej części sali a pojawia się w zupełnie innej? Jest muzykiem, czaruje dźwiękiem, ale przecież nie jest magikiem! Po chwili wszystko się wyjaśniło. Bo w centralnym punkcie reflektory rozświetliły twarz gwiazdy. Lindsey Stirling. Kompozytorka, artystka, choreografka. W towarzystwie czterech tancerek i dwóch innych muzyków. To było coś cudownego.

Występ to była niezwykła kompozycja dźwięków, pokazów i świateł. Barwy, które zmieniały się w rytm kolejnych taktów. Natężenie uzależnione od prędkości danego utworu. I ona. Lindsey, skacząca tańcząca, grająca. Artystka inna niż większość. Dziewczyna, będąca dowodem prawdziwego American Dream. Aż zapierało dech w piersiach, gdy szczególnie ostra piosenka nie była w najmniejszym stopniu fałszowana, zakłócana, gdy Stirling skakała z Jednego podwyższenia na drugie. I te piękne dźwięki…

Co ciekawe, występ pokazał coś więcej niż tylko gwiazdę. Ukazał Lindsey jako zwykłą dziewczynę. Od początku nawiązywała kontakt z ludźmi, mówiąc i nasłuchując odpowiedzi tłumu. Opowiadała o tym co czuje stojąc przed nami, o tym kiedy ostatnim razem była w Polsce, a także o cierpieniu. W pewnym momencie wspomniała swojego przyjaciela, towarzysza jej tras koncertowych, który odszedł w wyniku choroby. W jej oczach pojawiły się łzy. Amerykanka, gwiazda wielu scen, płakała na środku podwyższenia, wzruszając fanów. Po chwili zapowiedziała kolejny utwór. Była to piosenka, nad którą pracowali wraz z przyjacielem, tuż przed jego śmiercią. Piosenka, którą dokończyła dla niego – Gavi’s Song. Światła na sali zostały wygaszone, jednak po chwili rozświetliły je blaski zapalniczek i lampek z telefonów. Symboliczny gest, jednak wyglądało to naprawdę niezwykle.

Kolejne piosenki, kolejne wspaniałe aranżacje. To niezwykłe, skąd ta dziewczyna bierze pomysły na muzykę, na choreografię i na całą wizualizacje utworu. Wszystkie są oryginalne, wszystkie są bajeczne. Co do wspomnianej wcześniej magii, w pewnym momencie na scenę wjechały rekwizyty, znane z pokazów iluzjonistów. Nie przerywając gry, Lindsey została przecięta na pół i poskładana. Zabawny akcent, podkreślający tylko jej niezwykły kunszt i talent.

Możecie mi wierzyć – nie przypominam sobie bym kiedyś był na równie niezwykłym koncercie. Piękna muzyka, wspaniały show i wiele pięknych słów ze strony gwiazdy wieczoru. To nie jest gwiazda jaką znamy z mediów, śpiąca na milionach dolarów, żyjąca w blasku skandali z jej udziałem. Nie, to młoda dziewczyna, gwiazda taka jak każdy z nas, która ciężką pracą i zamiłowaniem do muzyki dotarła do etapu gdy może cieszyć i dzielić się swoją twórczością. Nigdy nie widziałem by jakiegokolwiek wykonawce tak szczerze wzruszał i bawił jego występ. Były chwile, gdy zastanawiałem się, kto w rzeczywistości czerpie z tego koncertu? Kto przyszedł by się nacieszyć obecnością drugiej strony? Fani, czy Lindsey?

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy