Han strzela pierwszy

Mateusz Tkaczyk
Han strzela pierwszy

Zapowiedzi nowych przygód jednej z najbardziej charakterystycznych  postaci uniwersum Gwiezdnych Wojen sprawiały, że czekałem z niecierpliwością. Co prawda hype na ten film nie był tak zauważalny, jak w przypadku poprzednich pełnoprawnych części, aczkolwiek dało się go dostrzec i w pewien sposób płynąć na jego fali. Największym pytaniem jest to, czy Han Solo: Gwiezdne wojny historie spełnia oczekiwania tych najbardziej czekających widzów?

Na wstępie chcę zaznaczyć, że nie należę do tej hardcorowej części fanów. Nie można mnie też zaliczyć do tych niedzielniaków, którzy Gwiezdne wojny znają jedynie z wieczorów filmowych w popularnych polskich telewizjach. Plasuję się gdzieś pomiędzy, jednak ze wskazaniem na tę pierwszą grupę. Z takiej perspektywy, po skończonym seansie, bardzo ciężko było mi rozstrzygnąć to pytanie, ale jedno wiem na pewno. Han Solo  (Han Solo: A Star Wars Story, 2018, reż. Ron Howard) nie jest filmem ani wybitnym, ani też tragicznym. To dzieło, podobnie jak ja, plasuje się pomiędzy dwiema skrajnymi kategoriami. Jednakże w tym wypadku, film nie skłania się ku żadnej ze stron.

Zacznijmy od początku, bo to w końcu początek historii najlepszego pilota w galaktyce. Fabuła przedstawia nam historię głównego bohatera jeszcze przed przystąpieniem do ruchu oporu oraz przed zdobyciem Sokoła Millenium. W zasadzie trudno coś więcej powiedzieć, nie zdradzając zbyt wiele. Ma na to wpływ fakt, iż dzieło składa się z kilku osobnych historii kilku osobnych misji  i w obrębie każdej pojawia się jakieś zaskakujące rozwiązanie. Jednak to, że używam słowa „zaskakujące” nie ma tutaj zbyt pozytywnego znaczenia, ponieważ, paradoksalnie, fabuła jest przewidywalna. Wątek, który podobał mi się najbardziej, ten który dotyczył Hana Solo (Alden Ehrenreich) oraz Qi’Ry (Emilia Clarke), nie został rozwinięty. Twórcy bardzo go spłycili, spodziewałem się zupełnie czegoś innego. Na fakt, że ten wątek nie działa, wpływa także to, jak napisane są postacie, a te są niesamowicie jednowymiarowe, papierowe. Psychologii postaci nie buduje się poprzez stwarzanie zaskakujących momentów, w których zmieniają one swoje poglądy. Wszystko jest niewiarygodne, nierealistyczne, oczywiście nierealistycznie w kontekście świata stworzonego przez Lucasa. Na poziomie fabularnym po prostu nie ma nic pociągającego, postaci przyciągają jedynie tym, że po prostu są, kim są, a nie tym, co robią w tej konkretnej części. Do tego dla niektórych bardzo ciężko będzie zaakceptować nowego aktora w roli tej klasycznej postaci. Osobiście nowe wcielenie nie przeszkadza mi aż tak bardzo, do zmiany zdążyłem się przyzwyczaić już po samych zwiastunach. Natomiast jeśli chodzi o aktorstwo w filmie, to też nie ma w nim nic szczególnego. Całkiem przyjemnie patrzy się na aktorki oraz aktorów, ale nie ma w ich kreacjach niczego, co mogłoby sprawić, że film będzie lepszy. Na koniec pozostawiłem muzykę. Od razu zaznaczę, że ta jest świetna, stoi na tym samym poziomie, co w innych częściach, ale… No właśnie. Po zwiastunie spodziewałem się czegoś zupełnie innego. Dźwięki przełączników w kokpicie Sokoła płynnie przechodziły w ścieżkę dźwiękową. Tworzyła się taka unikalna muzyka, która moim zdaniem idealnie pasowała do postaci Hana Solo. W końcowym produkcie nie było czegoś takiego, ścieżka dźwiękowa okazała tylko wariacją dotyczącą znanych nam już wcześniej tematów z małym dodatkiem czegoś nowego.

Han Solo: Gwiezdne wojny historie to zdecydowanie film z potencjałem. Potencjałem, który nie został wykorzystany przez twórców. Wszystko jest nijakie, nic się nie wyróżnia – nie ma nic, co mogłoby widza prawdziwie zachwycić. Twórcy odwołują się do nostalgii widzów, ale wydaje mi się, że teraz należy poszukać innych rozwiązań. To zadziałało trzy razy, ale teraz staje się monotonne i kolejne filmy z uniwersum muszą poruszyć coś nowego. Jednakże to w końcu Han Solo i tak naprawdę, oglądając ten film, bawiłem sie bardzo dobrze, ale to dzieło na jeden raz, które prawdopodobnie zostanie zapomniane pośród innych produkcji ze świata Gwiezdnych wojen.

 

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy