HERstory – wywiad z pomysłodawczyniami projektu

Klaudia Chwastek
HERstory – wywiad z pomysłodawczyniami projektu

Myśląc o pracy licencjackiej, zdecydowały się zrealizować projekt. Projekt, który dotyczy historii niby niepotrzebnych. Z pomysłodawczyniami projektu HERstory – Olgą Brewką i Sylwia Dybą – rozmawiała Klaudia Chwastek

HERstory to projekt ukazujący dziesięć historii kobiet zepchniętych na margines społeczny. Realizacji projektu podjęły się Sylwia Dyba, Olga Brewka oraz Maria Kowalczyk. Wernisaż odbędzie się 25 kwietnia w Klubie pod Jaszczurami w Krakowie.

Klaudia Chwastek: Skąd pomysł na HERstory?

HerStoryOlga Brewka: Pomysł zrodził się w zasadzie wtedy, gdy uświadomiłyśmy sobie, że w przyszłym roku musimy napisać pracę licencjacką i stwierdziłyśmy, że na pewno ją napiszemy, ale tak naprawdę nikomu do niczego nie będzie ona potrzebna. Więc Sylwia wpadła na pomysł, żebyśmy we trzy zrobiły projekt – my dwie i jeszcze Maria Kowalczyk. I tak naprawdę długo zastanawiałyśmy się nad tym, jaki on będzie. Wiedziałyśmy, że będzie dotyczył kobiet, ale chciałyśmy go zrobić dla wszystkich, by angażował nie tylko inne kobiety, ale również mężczyzn – aby odbiorcami było całe społeczeństwo. Jest bardzo dużo projektów, które są robione o kobietach tylko i wyłącznie dla kobiet. Chciałyśmy, żeby nasz projekt był inny. Wpadłyśmy na formę wernisażu i wystawy, bo stwierdziłyśmy, że to będzie taka forma, na którą mężczyźni również chętnie przyjdą. No i później narodził się pomysł, czego będzie dotyczyć ta galeria.

Bo wszystko dotyczy kobiet zepchniętych na margines społeczny. Dlaczego akurat ta część społeczeństwa?

Olga Brewka: Chyba zastanowiłyśmy się nad tym, co nam przeszkadza w społeczeństwie i od tego wychodziłyśmy. Wyglądało to bardzo roboczo i bardzo dziwnie, ale spotkałyśmy się i każda z nas podawała jakieś swoje osobiste uprzedzenia i problemy i na tej podstawie, zaczynając od problemów takich jak bezdomność czy alkoholizm, stworzyłyśmy projekt.

Łatwo było wam wejść do tego środowiska i wydobyć informacje?

Sylwia Dyba: Tak, nawet powiedziałabym, że bardzo łatwo. Nasza promotorka twierdziła, że będzie to najtrudniejsza część. I była, faktycznie, choć raczej pod względem psychicznym, żeby dobrze wysłuchać tych kobiet. Ale wszędzie raczej spotkałyśmy się z ciepłym przyjęciem. I naprawdę nie trzeba było wyciągać tych informacji, a wybór kandydatek do naszego projektu powierzałyśmy takim osobom jak psychologowie, którzy byli już tam na miejscu.

Olga Brewka: Nikogo nie chciałyśmy zmuszać, bo chciałyśmy by ten wywiad był dobrowolny.

Czyli współpracowałyście też z psychologiem w zakładach?

Olga Brewka: Nie opierało się to na jakiejś wielkiej współpracy. Żadna z nas nie ma wykształcenia psychologicznego, więc pomoc ze strony zakładów była też dużym ułatwieniem. Zajmowałyśmy się osobami, które są pod opieką instytucji, nie brałyśmy ich z ulicy. I pierwszą rzeczą, którą postanowiłyśmy przy realizacji projektu, było to, by nikogo nie skrzywdzić i nikogo nie pominąć.

Sylwia Dyba: Zebrałyśmy dziesięć wywiadów i dziesięć historii zostało zrealizowanych. Nie odrzuciłyśmy żadnej z nich.

Olga Brewka: I najważniejsze było dla nas, by pytania, które zadajemy nikogo nie skrzywdziły. Byłyśmy w sumie w trzech ośrodkach, gdzie rozmawiałyśmy z psychologami czy pedagogami, przedstawiłyśmy im swoje pytania i oni je zaakceptowali, pozwolili nam to zrobić.

Na jakiej podstawie wybrałyście te dziesięć historii – bo było dziesięć wywiadów i dziesięć historii zrealizowanych?

Sylwia Dyba: Bardziej chodziło o to, która instytucja nam pozwoli, która w ogóle się do nas odezwie. Wysłałyśmy bardzo dużo maili i nie każdy został uraczony odpowiedzią. Więc z tymi ośrodkami i instytucjami, które odpowiedziały i wyraziły zgodę na rozmowy, nawiązałyśmy współpracę. To tamtejsi psychologowie i pedagodzy wybierali osoby: „O, ta pani jest rozgadana, to myślę, że może wam coś więcej powie i pewnie się zgodzi na ten wywiad, bo to dla niej nie będzie problemem.”

Olga Brewka: I jest już jakby pogodzona ze swoimi problemami. My tak naprawdę wybrałyśmy tylko instytucje. To one przekazywały informacje dalej, że są trzy młode studentki, które chciałyby porozmawiać. I na tej podstawie były wybierane osoby, które po pierwsze się zgodziły i w jakiś też sposób zostały wytypowane przez instytucje.

Jaka była reakcja tych osób, gdy przychodziłyście?

Sylwia Dyba: Dopytywały się czasami jak ten projekt będzie wyglądał, więc tłumaczyłyśmy. Pytałyśmy też od razu, czy chcą, by ich historia została użyta. I jak najbardziej nie było w tym żadnego problemu. I, co zaskakujące, były naprawdę bardzo otwarte. Miałyśmy przygotowane jeszcze dwadzieścia kilka pytań, gdyby trzeba było po prostu ciągnąć tę rozmowę. Ale w zasadzie większość tych historii opowiedzianych zostało płynnie. Widać było, że taka rozmowa jest im potrzebna i że im tego brakuje – tej rozmowy z kimś, kto jest spoza instytucji, spoza środowiska. Że muszą porozmawiać z kimś, kto ma inne podejście i świeże spojrzenie na te problemy.

Zdecydowałyście się na formę takiego performance’u, bo widz będzie musiał jednak wejść w interakcję z daną osobą. Dlaczego akurat taka forma?

Olga Brewka: Tak naprawdę z dwóch powodów. Pierwszym jest okazanie szacunku osobom, z którymi rozmawiałyśmy, bo one na pewno musiały się przełamać, by opowiedzieć te historie. Bo są to historie bardzo ciężkie i życiowe. I osoba, która chciałaby posłuchać takiej historii, musi okazać szacunek osobie opowiadającej. A z drugiej strony chciałyśmy przełamać tę barierę między widzem i opowiadającym. Będziemy na wystawie tworzyły taką bardzo intymną formę opowiadania tych historii i widz ma się poczuć tak jak my, gdy zbierałyśmy te historie. Poczuć, że tak naprawdę to jest ta osoba. Więc dlatego zdecydowałyśmy się na takie przełamanie, żeby zburzyć jakby kompletnie czwartą ścianę, która często jednak występuje w takich wydarzeniach – żeby ktoś naprawdę był zaangażowany w to, co opowiada mu druga osoba.

Co było dla was najtrudniejsze? Czy właśnie ta rozmowa i element psychiczny, przetrawienie tych historii, czy coś zupełnie innego?

Olga Brewka: To zależy. Po usłyszeniu naszej pierwszych historii z Domu Matki i Dziecka, byłyśmy mocno wzruszone i rozbite.

Sylwia Dyba: A były to rzeczywiście bardzo ciężkie historie. Dziewczyny bardzo młode, bo one są może kilka lat starsze od nas, a były pogodzone ze swoim losem. Dla nas to był szok. Bo to były pierwsze takie wywiady. Mimo wszystko mamy z każdego wywiadu dobre wspomnienia. Tak naprawdę te osoby potrzebowały takiej rozmowy i nie zdarzyło się, by któraś z nas była źle potraktowana albo że czułyśmy się jak intruzki.

Olga Brewka: Absolutnie. Pierwszy wywiad rzeczywiście był taki bardzo mocny, bo w sumie nie wiedziałyśmy, z jakimi problemami się zderzymy. I gdy wróciłyśmy z pierwszej rozmowy było: „Kurcze, a ja wczoraj narzekałam, że muszę wstać na 8:00”. Bo nasze problemy w stosunku do ich problemów są bardzo małe. A z wywiadu na wywiad może nie było prościej, ale byłyśmy niejako uodpornione. Wiedziałyśmy, że nie możemy przekraczać granicy swojej psychiki i możliwości. Było zupełnie inaczej.

Sylwia Dyba: Wiedziałyśmy też, czy możemy sobie pozwolić na zadanie naszych pytania. Nie były jakieś straszne, a raczej bardzo podstawowe, ale musiałyśmy wyczuć tę granicę, na ile możemy wejść w sferę prywatności, a na ile dana osoba zechce nam opowiedzieć sama swoją historię.

Bo będzie dziesięć historii kobiet? Różnych historii, różnych kobiet, w różnym wieku?

Olga Brewka: Tak, pomimo tego, że strasznie się obawiałyśmy, że historie będą podobne, bo rozmawiałyśmy z dwoma osobami w każdej instytucji, które mają bardzo podobny problem. Tak jednak nie wyszło. Każda z historii jest zupełnie inna. Mamy przekrój wiekowy od 20 do 70 lat. I każda historia dotyka przeróżnych problemów. Oczywiście, niektóre mają wspólne źródło, ale zupełnie inaczej się rozwijają i też każda z bohaterek jest zupełnie inna. Ma inny charakter, inaczej opowiada, inaczej się zachowuje.

Czy z tych – jakby nie było – tragicznych historii udało wam się wyciągnąć coś pozytywnego?

Olga Brewka: Dziewięć na dziesięć historii, których wysłuchałyśmy, to historie osób, które pomimo wszystkich swoich problemów, stanęły na nogi. Mówią o tym, że są, zaczynają bądź będą szczęśliwe i tak naprawdę są to bardzo pozytywne historie. Mamy tylko jedną historię, która – choć nie powiedziałabym tego do końca – jest smutna. Może ta pani nie jest do końca pogodzona ze swoim losem, z całymi swoimi problemami. Więc 90% historii, które zebrałyśmy, to są historie – nawet mimo wieku dwudziestu lat – kobie dojrzałych, po przejściach. Czyli pogodzonych ze sobą i znających swą wartość, wiedzących co z tą wartością mogą zrobić dalej.

HERstory to zwrócenie uwagi na margines społeczny. Na co jeszcze chciałybyście zwrócić uwagę tym projektem?

Olga Brewka: W całej idei performance’u i opowiadania tej historii w tle często pokazujemy również dane statystyczne – ile takich osób jest. Zwracamy również uwagę na problemy, które dotykają nie tylko marginesu społecznego, ale też na jedne z ważniejszych problemów całego społeczeństwa, jak niepłacenie alimentów. Więc pomimo tego, że te historie są bardzo, bardzo tragiczne, to jest masa ludzi, która ma może nieco lepsze życie, ale też się zmaga z takimi samymi problemami. Więc chciałyśmy dać możliwość tym osobom wypowiedzenia się do szerszej grupy. Również dać możliwość widzom je poznać, bo mijamy je często na ulicy i z góry zakładamy, że jest to osoba skreślona z listy, używa się okrutnych określeń. A tak nie jest. A właśnie chciałyśmy pokazać, że są to osoby, które pomimo ciężkiej sytuacji dały sobie radę i, mimo że są alkoholikami, pracują i pokazują innym, jak można to pokonać i przetrwać.

We trzy stworzyłyście ten projekt. Czy teraz więcej osób jest w niego zaangażowanych?

Sylwia Dyba: My byłyśmy pomysłodawczyniami projektu, ale teraz pomagają nam studentki również z innych uczelni. Osoby te pomagają nam np. przy scenografii. Kinga Dominik z krakowskiej Szkoły Projektowania SAPU uszyła nam stroje, a także została naszą stylistką i przygotuje aktorki w dniu performance’u. Gosia Śmigla, studentka projektowania graficznego na Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach odpowiada za naszą całą oprawę graficzną. Dziewczyny z krakowskiej ASP – Agnieszka Korandy, Natalia Niziołek, Klaudia Brach i Karolina Danek zajęły się scenografią. I oczywiście Natalia Ossowska, absolwentka scenopisarstwa PWSFTViT w Łodzi i afrykanistyki na Uniwersytecie Warszawskim, napisała scenariusze na podstawie zebranych wywiadów. Chciałyśmy, żeby ten projekt był trochę interdyscyplinarny. Dzięki temu dajemy szansę pokazania się i wzięcia udziału w fajnym projekcie naszym koleżankom.

Olga Brewka: I to też jest fajne, by pokazać, że młodzi ludzie nie tylko siedzą i oglądają seriale, ale też, naszym zdaniem, robią pożyteczne rzeczy. I umieją się poświęcić. Bo często mówi się o naszym pokoleniu, że nie umie się poświęcić i wyciągnąć pomocnej ręki. Ale są osoby, które pracują z nami za darmo i – co więcej – mają z tego wielką satysfakcję. Zresztą my też, robiąc ten projekt, nie czerpiemy z niego żadnych korzyści materialnych.

A jak wasze otoczenie zareagowało na pomysł projektu?

Olga Brewka: Lękiem, że się nie uda.

Sylwia Dyba: Jak wszystkim opowiadałam, to mówili: „Wow! Jaki ambitny! Super w ogóle! Jaki oryginalny!”. Współpracujemy ze stowarzyszeniem „Most kobiet” i wystąpiłyśmy na Małopolskim Kongresie Kobiet z trzema historiami. Panie były bardzo zainteresowane i poruszone tym, co zrobiłyśmy. Jedna z pań zadała nam pytanie: „Ale dzieci, dlaczego wy takie ciężkie tematy poruszacie? Takie piękne, młode, powinnyście się bawić lalkami i cieszyć się w ogóle, a nie takie ciężkie tematy wyciągać.” A nasza odpowiedź była taka, że nigdy nie wiadomo co nas w życiu może spotkać. Każda ma tam jakąś swoją mądrość w głowie i prowadzi swoje życie, ale nigdy nie wiadomo, czy któraś z nas nie będzie mieć chociażby na przykład problemu z alimentami. To są takie problemy, które mogą spotkać każdego. Tak samo, jak u tych pań, które nam opowiadały, że te ich problemy nagle przewracały życie do góry nogami i nigdy nie przewidziałyby, że mogą się rozwinąć aż tak bardzo. Że dojdzie do tragedii.

25 kwietnia w Klubie pod Jaszczurami odbędzie się cały wernisaż. Jakiego odbioru się spodziewacie? Zastanawiałyście się nad tym?

Olga Brewka: Z jednej strony trochę się boimy, że część zostanie niezrozumiana, bo na pewno tak będzie, że przyjdą osoby, które będą spodziewać się czegoś innego, a spotkają tak naprawdę historie, które już kiedyś może zasłyszały, choć w innej formie. No i to może być dla kogoś znane. Ale myślę, że dla większości będzie to jednak szok. Bo są to osoby tak barwne i kolorowe, a przeszły tyle w życiu, że niektóre historie to jest po prostu film wysokobudżetowy, który miałby szansę zaistnieć w Hollywood. Na pewno będzie to przełamanie barier, takich jak kontakt z osobą bezdomną. Jak ludzie zobaczą jakie osoby mieszkają w ośrodku dla bezdomnych, jak się zachowują i co robią, to się zastanowią następnym razem jak będą kogoś nazywać, że wygląda jak bezdomny. Bo my przeżyłyśmy wielki szok i życzymy tego samego naszym odbiorcom.

Klaudia Chwastek

Redaktor naczelna Magnifier. Absolwenta Akademii Ignatianum w Krakowie na kierunku kulturoznawstwo. W obszarze jej zainteresowań znajdują się social media. Chętnie bierze udział w różnorakich imprezach kulturalnych. Miłośniczka Krakowa i kawy.

Kontakt: klaudia.chwastek@e-magnifier.pl

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy