… i Wściekli

Klaudia Chwastek
… i Wściekli

Ile może powstać filmów o jednej tematyce, z tymi samymi aktorami i w zasadzie z tą samą koncepcją? W przypadku Szybkich i Wściekłych jak na razie osiem. Chociaż jeden z głównych bohaterów nie żyje, twórcy postanowili kontynuować serię. I o ile na przestrzeni lat ona ulegała zmianom, to czy mamy jeszcze co oglądać na kinowym ekranie?

Zdecydowanie mamy, chociaż trzeba zaznaczyć, że to nie są ci sami Szybcy i Wściekli, zwłaszcza po tragicznej śmierci Paula Walkera. To nie są już nawet ci sami Szybcy i Wściekli co w poprzedniej serii. To już nie jest film o wyścigach samochodowych, co jeszcze nie tak dawno było kluczowe. Już nie oglądamy wręcz niemożliwych wyścigów, pościgów i pięknych fur, o których można marzyć, a na które pozwolić sobie mogą jednostki. Tym razem, jeśli miałabym wybrać, na co postawiono akcent, to raczej na Wściekłych.

Owszem, świetne fury są, choć po pierwszej scenie, która oczywiście nie ma za grosz realizmu, można nieco w to zwątpić. Niech nikt się jednak nie spodziewa takiego cudu, jakim w siódemce był Lykan Hypersport – no chyba że ktoś woli czołgi niż samochód za 3,5 miliona dolarów.

Szybcy i Wściekli 8 to już film o niezniszczalnych superbohaterach, w zasadzie z supermocami i szybkimi brykami. Realizmu nie widać, no chyba że weźmiemy pod uwagę kwestie rodziny. Jednak o ile ta rodzina była ważna przez wszystkie serie, tutaj jednak nabiera nieco innego wymiaru, o czym przekonujemy się dopiero w połowie filmu. Tłumaczy to też działania Dominica Torreto, bowiem ten zdradził swoją rodzinę.

Twórcy nieco poodwracali role, podzielili paczkę przyjaciół, zebrali też wszystkich bohaterów w całość. I wydaje mi się, że wyszło im to na dobre, bowiem ile razy można w zasadzie oglądać ten sam schemat? Oni go zmienili. Jesteśmy wciągnięci w coś zupełnie innego i nie ma już kolejnych etapów, których moglibyśmy się spodziewać. I dzięki im za to, bo jesteśmy zaintrygowani, co może być dalej, zwłaszcza, że zostajemy pozostawieni w niepewności co do działań Dominica.

I o ile duet Paul Walker – Vin Diesel został na zawsze rozbity, są inni bohaterowie, którzy wyszli do przodu. Po pierwsze to Jason Statman grający Deckarda Shawa i Dwayne Johnson wcielający się w Luca Hobbsa. Boże, gdy oni są razem, na ekranie aż iskrzy i tylko czeka się na nich. Między nimi dzieje się dużo i to pod względem wymiany słownej. Zaś scena w więzieniu… to jest chyba pierwsze mistrzostwo tego filmu, które widzimy na ekranie. Sposób montażu, z jednej strony dynamika przy Shawie, z drugiej zaś – siła przy Hobbsie. Na to w kinie patrzy się rewelacyjnie. Do tego ich ciągłe dogryzanie, przekomarzanie się. Oni w pojedynkę też dają radę. Zwłaszcza, że gdzieś w połowie ich duet także się rozpada. Nie można też pominąć początkowej sceny z Hobbsem – tańczącym Hobbsem, który zagrzewa swoją dziewczęcą drużynę piłkarską do boju. To trzeba zobaczyć!

Do tego mamy genialnego Romana, w którego wciela się Tyrese Gibson. Jego tekściki, sposób zapatrzenia w siebie samego i przerażenie, które pojawia się co chwilę, jest genialne, zaś cała sala wręcz wyje ze śmiechu – wystarczy, że tylko się pojawi. To za jego sprawą pojawił się humor w Szybkich i Wściekłych i mam też wrażenie, że było go nieco więcej niż na przykład w poprzedniej części.

SZYBCY I WŚCIEKLI 8

Mamy też Charlize Theron, która wcieliła się w Cipher, superhakerkę, która wszystkim ucieka i chce wykraść łódź podwodną z bombą atomową na pokładzie. To ona jest sprawczynią zamieszania w tej odsłonie serii. Nikt inny. Jako pierwiastek zła tym razem wystąpiła kobieta – piękna, drapieżna, która chce osiągnąć wszystko po trupach, nieważne ilu. Jednak gdzieś Charlize mi bladła na tle innych, a miała być główną sprawczynią zamieszania. Trzeba przyznać jednak, że wszystkim sterowała zza klawiatury, więc nie było możliwości zobaczyć jej w konfrontacji z nikim innym niż Dominic Toretto, a szkoda.

Zaś gdy pojawiła się na ekranie Helen Mirren… Była na ekranie maksymalnie 3 minuty, nie dłużej, ale dało się ją zapamiętać. Zauroczyła mnie. Nie będę zdradzać, kim w filmie jest, ale warto te parę sekund z nią zobaczyć.

Szybcy i Wściekli to oczywiście także cała masa efektów specjalnych, mnóstwo kaskaderki. Całość jest świetnie zrobiona i rewelacyjnie się to ogląda. Atak zombie-samochodów? To było genialne, niesamowite i pomysłowe. Zaś gdy usłyszałam z ust Cipher o deszczu, z początku nie miałam zielonego pojęcia, co może mieć na myśli. Parę sekund później już zostałam uświadomiona i lekko wbita w fotel z zaskoczenia.

Szybcy i Wściekli to już film nie o wyścigach samochodowych. To film o ratowaniu świata przez superbohaterów, którzy, zamiast supermocy, mają super fury i potrafią je w pomysłowy sposób wykorzystać. To już nie jest film, na którym będziemy się zachwycać samochodami i ich możliwościami, ale będziemy się zachwycać efektami specjalnymi i tym, co możliwe nie jest. Po tym filmie nie możemy się spodziewać już niczego, co będzie miało w sobie choć odrobinę realności. On przeszedł do innej kategorii. Jest też czymś innym w porównaniu chociażby do poprzedniej części. Mimo wszystko, jako rozrywka, jest świetny. Będziemy siedzieć w kinie i się dobrze bawić, ze względu na tekściki Romana, konflikt między Hobbsem a Shawem czy w końcu ratowanie świata i napięcia między najlepszymi przyjaciółmi.

 

Klaudia Chwastek

Redaktor naczelna Magnifier. Absolwenta Akademii Ignatianum w Krakowie na kierunku kulturoznawstwo. W obszarze jej zainteresowań znajdują się social media. Chętnie bierze udział w różnorakich imprezach kulturalnych. Miłośniczka Krakowa i kawy.

Kontakt: klaudia.chwastek@e-magnifier.pl

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy