Językiem zabawy przyjemne acz niepożyteczne

Tomasz Jakut
Językiem zabawy przyjemne acz niepożyteczne

Język polski nie należy do najłatwiejszych na świecie i każdy nałogowo się nim posługujący człowiek doskonale o tym wie. Niemniej wciąż istnieje garstka szaleńców, którzy próbują się przegryźć przez twardą skorupę języka i zrozumieć najskrytsze jego tajemnice. I ja jestem pośród nich. No, przynajmniej czasami…

Mało kto zastanawia się nad tym, dlaczego nasz język brzmi tak, jak brzmi i czemu różne słowa znaczą to a nie co innego. Ja miałem tę (nie)przyjemność obowiązkowego zastanawiania się nad tymi rzeczami w trakcie moich studiów polonistycznych. Dzięki temu (przez to?) często zastanawiam się nad strasznie dziwnymi rzeczami, które normalnemu człowiekowi nigdy nawet nie przyszłyby do głowy. No bo czy ktoś o zdrowych zmysłach kiedykolwiek zastanawiał się czemu kościół jest… kościołem?

Strasznie dziwne pytanie, prawda? I zanim zboczymy w stronę teologicznych dywagacji – nie, nie zastanawiam się nad istotowością kościoła jako organizacji lub wspólnoty. Interesuje mnie wyłącznie samo słowo kościół – dlaczego brzmi tak a nie inaczej? Skąd pochodzi? Co tak naprawdę oznacza? I gdy się przyjrzeć mu bliżej, zaobserwujemy, że pojawienie się tego słowa splata się nierozerwalnie z historią kraju, przywędrowawszy do nas z Czech (zapewne wraz z pierwszymi biskupami), a do naszych południowych sąsiadów – z Włoch. Ostatecznie dochodzimy do słowa castellum, oznaczającego… zamek. A teraz wyobraźmy sobie, że przyjmujemy chrzest ze Wschodu – jak wówczas mówilibyśmy na kościół?

Nieużyteczne? Może, ale na pewno ciekawe. Inny przykład? Ostatnimi czasy usłyszałem od mojej znajomej, że w jednym z języków słowiańskich ritka oznacza zgrabną pupę. Skąd ritka? Ano pewnie z tego samego źródła, co nasza… rzyć. Analizując procesy historyczne, ewolucję języków itd. itp. można dojść do wniosku, że „i” mogło się zmienić w „y”, „r” w „rz” a „t” zmiększyć do „ć” – i już! Naciągane? Głupie? Śmieszne? Może, ale – zajmujące!

Ot, takie całkowicie nieszkodliwe zabawy z polskim (i nie tylko) językiem. Po prostu czasami lubię sobie siąść i zastanowić się, czemu nasza wszechnica przegrała z uniwersytetem. I czemu język zawsze się „degeneruje”, próbując stać skrajnie efektywnym.

Tomasz Jakut

W niektórych kręgach znany bardziej jako Comandeer. Nadmiernie owłosione indywiduum zajmujące się dwiema całkowicie sprzecznymi ze sobą dziedzinami życia, jakimi są pisanie i programowanie. Przez jednych wyklinany jako zbytni konserwatysta w sprawach czystości kodu, przez drugich wskazywany jako przykład nieustannego narzekania przy pomocy pióra. Wiecznie niezadowolony i gotowy do krytykowania wszystkiego, co można skrytykować. Nic zatem dziwnego, że w Magnifier przypadła mu rola korektora…

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy