Książka niczym cola

Tomasz Jakut
Książka niczym cola

Wybrawszy się ostatnio do Częstochowy, uwagę mą przykuła rzecz mała, acz niezwykła, w rogu stacji kolejowej usytuowana. Było to zjawisko doprawdy nadzwyczajne – automat z książkami! Wydał mi się interesujący i nie na miejscu na tyle, bym podszedł bliżej i dokładniej obwąchał.

Jako iż śmiem uważać się za prawdziwego tematu znawcę, przystąpiłem do dokładniejszych oględzin. Bardzo szybko odkryłem poszlaki jednoznacznie wskazujące, że obecny automat z książkami kiedyś służył do wydawania puszek z colą! Zdziwiony tym oburzającym aktem cywilizacyjnego barbarzyństwa, postanowiłem rozsupłać swą kiesę i sprawdzić, czy obecna zawartość nie urąga przypadkiem smakowi boskiej ambrozji. Osiem i pół dukata złotego zezwoliło nabyć mi dzieło pióra nieznanej mi dotąd autorki, lady Becky Masterman, o wdzięcznie brzmiącym tytule Droga 66. Krótka informacja na okładce tegoż pergaminu na myśl przywodziła wykwintne rozrywki intelektualne, jakimiż to raczyć umiała swego czasu jedynie wielka arcyksiężna Agatha Christie. Utwierdziwszy się w przekonaniu, iż podjąłem słuszny wybór, nabyłem czarodziejską księgę i, powróciwszy ze swej wyprawy do domu i usiadłszy w miękkim fotelu, przystąpiłem do lektury – aczkolwiek nie nazbyt prędko, by móc delektować się smakiem litery każdej.

Przyznać muszę, iż realia w książce opisane zostały z niezwykle realistyczną brutalnością dbałości o szczegóły. Sylwetki psychologiczne postaci wskazują na ich głębię i wniść zezwalają do umysłu tych, których opisują. Choć uznać to należy za wielką zaletę tegoż dzieła, zaznaczyć równocześnie muszę, że niektóre partie tekstu wydają się aż nad wyraz realistyczne i przez to – nazbyt drastyczne. Nie pochwalam także sposobu, w jaki zawiązano akcję w tej powieści: wpuszczenie czytelnika w sam środek dramatycznej sytuacji, w której główna bohaterka okazuje się działać pod wpływem zwierzęcego impulsu, jest, obawiam się, wyrazem złego smaku. Zwłaszcza, że w późniejszym biegu powieści rytm wydarzeń zostaje znacząco przystopowany, co w sposób niezwykle dobitny niweluje narosły dotychczas suspens.

Niemniej, gdy wydarzenia znów wracają do swego pierwotnego rytmu, powieść lady Masterman staje się niezwykle zajmującym studium umysłu osaczonego zwierza, jakim jest przestępca, oraz umysłu wprawnego myśliwego, jakim jest ścigający go stróż prawa. Dzięki zręczności pióra autorka pozwala tym dwóm perspektywom nieustannie interferować, tworząc swoisty kogel-mogel kłamstw i półprawd, z których wyłania się brutalny, acz bliski rzetelności dziennikarskiej, obraz pracy śledczego. Zauważyć tutaj również wypada, że tytułowa droga odgrywa niebagatelną rolę w toku powieści, gdyż to właśnie mordercy, zwabiającego swe ofiary na nią, dotyczy wątek główny. Ten oto potwór, przez lata uśpiony, powraca, a jedyną osobą zdolną go powstrzymać jest główna protagonistka, przeszła już na emeryturę agentka FBI, która – będąc jeszcze na służbie – tej jednej, jedynej sprawy nie zdołała doprowadzić do końca. Jak to w życiu wielokrotnie się dzieje, przeszłość upomina się o swe prawa i zmusza heroinę do porzucenia swych pieleszy domowych i stawienia raz jeszcze czoła demonom mroku.

Przyznać muszę, że suspens w tej powieści narasta ze strony na stronę – choć zrazu jest to przyrost zbyt wolny i niezauważalny. Gdy jednak cała intryga zostaje już zarysowana w swych konturach, książka ta z pełną stanowczością i odpowiedzialnością nazwana zostać może „pożeraczem czasu”, co jest metaforą nadzwyczaj zręczną, co i trafną. Dlatego – choć słowa te przychodzą mi z trudem wielkim – przyznać muszę, iż zaiste: automat ten wciąż serwuje ludzkości wyborną ambrozję. Nie jest to już jednak pożywienie dla ciała, lecz – dla spragnionego ludycznej rozrywki ducha!

Becky Masterman
Droga 66
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 352
Okładka: miękka

Tomasz Jakut

W niektórych kręgach znany bardziej jako Comandeer. Nadmiernie owłosione indywiduum zajmujące się dwiema całkowicie sprzecznymi ze sobą dziedzinami życia, jakimi są pisanie i programowanie. Przez jednych wyklinany jako zbytni konserwatysta w sprawach czystości kodu, przez drugich wskazywany jako przykład nieustannego narzekania przy pomocy pióra. Wiecznie niezadowolony i gotowy do krytykowania wszystkiego, co można skrytykować. Nic zatem dziwnego, że w Magnifier przypadła mu rola korektora…

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy