Kult (i goście) bez prądu – Kult Akustik Kraków 2018

Joanna Wrona
Kult (i goście) bez prądu – Kult Akustik Kraków 2018

W minioną niedzielę w krakowskim Klubie Studio odbył się koncert trasy Kult Akustik 2018. To druga edycja występów bez prądu w wykonaniu zespołu z Kazikiem Staszewskim na froncie. Sądząc po frekwencji w byłej stolicy, tegoroczna – podobnie zresztą jak poprzednia – będzie sukcesem niemalże na miarę jesiennych Tras Pomarańczowych.

Ponieważ był to koncert akustyczny, a publiczność oraz muzycy (z założenia) mieli miejsca siedzące, starano się stworzyć na scenie odnowionego Klubu Studio – który teraz prezentuje się naprawdę imponująco – kameralny klimat. Pojawiły się rekwizyty w postaci staromodnych walizek, stolików z kwiatami i książkami, oldschoolowego wiatraka oraz starego fotela. Koncert zaczął się z lekkim opóźnieniem, a Kult otworzył go Samotnymi ludźmi: pierwszą piosenką napisaną przez tatę Kazika. Zresztą twórczości Stanisława Staszewskiego pojawiło się więcej, usłyszeć mogliśmy choćby Notoryczną narzeczoną, Zastanówcie się sami, Mariannę oraz Jeśli zechcesz odejść – odejdź. Myślę, że większa obecność piosenek z płyt Tata Kazika czy Tata 2 to pierwsza cecha, która odróżnia koncerty Akustik od tych z Trasy Pomarańczowej. Drugą jest – jak powiedział sam Kazik – świecka tradycja zapraszania gości specjalnych. Na scenie, solo i w duecie ze Staszewskim, zarówno piosenki Kultu, jak i własne, wykonali Dr Yry, Janusz (syn Kazika) oraz Zacier. Gościnni artyści wykonali takie utwory jak na przykład Piloci, Ladyboy (Dr Yry), Generał Ferreira, Bóg jest wielki (Janusz) czy Cisza Nocna, Niedźwiedź Janusz (Zacier). Wspólnie ze Staszewskim zaśpiewali odpowiednio Pełniej, Religię wielkiego Babilonu i Pieśń o rzodkiewkach. Trzeba przyznać, że występy te były dużym urozmaiceniem standardowej setlisty zespołu, a zaproszone osoby – barwnymi, wesołymi i niesamowicie wyrazistymi postaciami, które wzbogaciły swoje występy oryginalnymi przebraniami. Poza tym Kult wykonał bardzo dobrze znane wszystkim fanom piosenki, tyle że oczywiście w wersji bez elektryki. Zebrani mogli więc usłyszeć między innymi Brooklyńską radę Żydów, Do Ani, Lewe lewe loff, Berlin, Na zachód!, Arahję, Czarne słońca, Ręce do góry, Madryt, Celinę i oczywiście, zamykającą podstawowy czas koncertu, Polskę. Nie zabrakło również Baranka, którego jeden refren tradycyjnie został odśpiewany a capella przez publiczność. Zespół Staszewskiego zdecydował się na zagranie także Prosto, którego niestety brzmienie akustycznie, moim zdaniem, jest fatalne. Połączenie pozbawionej elektryki aranżacji, wyraźnie złagodzonych w stosunku do oryginału dźwięków i tego samego, mocnego tekstu sprawiło, że forma i treść piosenki były całkowicie niespójne. Ja osobiście czułam się rozczarowana. Wśród utworów na bis większej rewolucji nie było: Krew Boga, Hej czy nie wiecie, Wódka odśpiewana wspólnie ze wszystkimi gośćmi oraz Sowieci, którzy ostatnimi czasy regularnie kończą koncerty Kultu – łącznie trzy godziny wspaniałej, kultowej muzyki!

Dr Yry.

Koncert Kult Akusitik Kraków 2018 był na pewno wyjątkowym wydarzeniem, a cała trasa bez prądu to swego rodzaju gratka dla zapalonych fanów Kazika i zespołu. Na minus oceniam jednak kwestie organizacyjne. Miejsca siedzące na parterze (czyli większość) to były rzędy bardzo ciasno ustawionych koło siebie plastikowych krzeseł. Po pierwsze – ich wygoda pozostawiała sporo do życzenia, a po drugie przejście pomiędzy nimi był nie lada wyczynem. Ponadto, jak już wspominałam, miejsca siedzące były tylko z założenia. Sam Kazik skorzystał z krzesła tylko na jeden utwór, a pierwsze osoby z publiczności zaczęły zamieniać miejsca siedzące na stojące już po pierwszej godzinie koncertu. Pod koniec, po wskazaniu przez wokalistę ochronie, aby nie odganiała ludzi spod sceny (za co dostał gorące brawa), większość fanów bawiła się już na stojąco, podskakując, klaszcząc i śpiewając razem ze Staszewskim, czyli mniej więcej tak, jak to wygląda na Trasie Pomarańczowej, tylko w wersji soft. Rozumiem założenie, iż trasa Akustik ma być spokojniejsza, łagodniejsza i dzięki temu ma trafiać do być może szerszego grona odbiorców, którzy na zwykły koncert z użyciem elektryki by się nie wybrali. Jednak fani zdecydowali nieco inaczej i niedzielny koncert zakończył się już wspólną zabawą publiczności i zespołu. Kazik, podobnie jak pozostali muzycy, na scenie czuł się bardzo swobodnie, machał do ludzi i podawał im rękę, co umożliwił brak barierek, a także uczynił wyjątek od reguły i rozdał podczas trwania występu dwa autografy. Do samej formy muzyki, piosenek wykonywanych akustycznie, poza wspomnianym już Prosto, nie mam żadnych zastrzeżeń. Utwory brzmiały nieco inaczej, można było wyraźniej usłyszeć możliwości wokalne Staszewskiego i – ponieważ był to mój pierwszy koncert bez prądu tej grupy – było to dla mnie zupełnie nowe, ale jak najbardziej ciekawe i przyjemne doświadczenie.

Choć cena nie jest zbyt zachęcająca, gdyż koszt biletu na tegoroczny Kult Akustik waha się między 100, a 125 złotymi, warto przynajmniej raz wybrać się na akustyczny występ tego zespołu. Zupełnie innny klimat, ładne wykonania, Kazik w roli nie tylko muzyka, ale też konferansjera, zaproszeni goście i ta sama, co na każdym ich koncercie, niemalże rodzinna atmosfera tworzą przeżycie, którego warto doświadczyć. No a dla fanów Kultu to już obowiązkowo!

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy