Mamma Mia! Here We go again!

Klaudia Chwastek
Mamma Mia! Here We go again!

Mamma mia! Można zaśpiewać, bo powracamy do wielkich hitów ABBY i musicalu z 2008 roku w postaci kontynuacji hitu z Meryl Streep w roli głównej. I tak mamy Here we go again!, w tak samo świetnej obsadzie co poprzednio.

Jednak, jeśli ktoś liczył na Meryl Streep – szalejącą, rozśpiewaną, robiącą szpagaty – to już na samym początku filmu dowiadujemy się, że grana przez nią Donna zmarła rok wcześniej. Jednak jej córka pragnie spełnić marzenie matki i odbudowuje zrujnowany hotel na jednym z greckich wzgórz. Jednak to nie tylko na tym oparta jest fabuła filmu, bowiem toczy się ona w dwóch czasoprzestrzeniach. Pierwsza z nich, przeszła, rozgrywa się, kiedy to świeżo upieczona absolwentka studiów, Donna, postanawia znaleźć swoje miejsce na ziemi, lądując w Grecji i zaliczając trzy romanse. Dzięki temu mamy wyjaśnienie sytuacji z pierwszej części – skąd się wzięli trzej tatusiowie. Lily James wcielająca się w młodą Donnę jest rewelacyjna, świetnie się ją ogląda. Jej postać jest zadziorna, flirtuje, ale to też romantyczka, która chce znaleźć szczęście. Tę historię sprzed lat ogląda się dużo lepiej, niż tą, która dzieje się w teraźniejszości, bo ona stanowi lekki ciąg dalszy, ale brak charyzmatycznej Donny sprawia, że ta część fabuły jest uboższa. Co prawda powracają postacie z pierwszej części, grani przez Christine Baranski, Julie Walters, Pierce Brosnana, Colina Firtha i Stellan Skarsgård, jednak, prawdę powiedziawszy, to już staruszkowie, którzy mają problemy z wejściem po schodach i nie szaleją tak, jak szaleli w poprzednim filmie. Co również ma swój urok, bo te postaci nie są w żaden sposób wyidealizowane, ale to nie to samo co w pierwszej części.

Mamma Mia Here we go again

W filmie występuje też Cher – co prawda w wersji blond, ale jednak. Jej postać, chociaż pojawia się bardzo późno, kradnie show. Bo w momencie, kiedy pojawia się ona, cała na biało, wszelkie oczy zwrócone są w jej stronę. To ona ściąga uwagę, w nieco prześmiewczy i zarazem gwiazdorski sposób. I także i ona kradnie show w tym filmie, chociaż to tylko epizod, ale rozegrany w świetny sposób.

Tym razem Mamma Mia to nie wielkie show, a po prostu przyjemny film, z dużą ilością piosenek ABBY i wakacyjną przygodą. Nie jest to taki hit jak pierwsza część, jednak można zarówno posłuchać wielkich hitów, jak i się pośmiać.

Klaudia Chwastek

Redaktor naczelna Magnifier. Absolwenta Akademii Ignatianum w Krakowie na kierunku kulturoznawstwo. W obszarze jej zainteresowań znajdują się social media. Chętnie bierze udział w różnorakich imprezach kulturalnych. Miłośniczka Krakowa i kawy.

Kontakt: klaudia.chwastek@e-magnifier.pl

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy