Mieszkanko me urodziwe

Tomasz Jakut
Mieszkanko me urodziwe

W społeczeństwie pokutuje przekonanie, że nasze domy są naszymi twierdzami. Przekonanie to musi się zatem wywodzić z naprawdę zamierzchłych czasów, gdy królowie zasiadali na tronach w swych warownych zamkach i mogli z czystym sumieniem stwierdzić, że do ich domu faktycznie nikt niepowołany się nie dostanie. Niemniej od tamtej pory nieco się zmieniło i śmiem wątpić, by większość naszych domostw wciąż była twierdzami…

I wcale nie chodzi mi o to, że jakieś wielkie zagrożenia czyhają na nas na każdym kroku czy też jestem paranoikiem zamykającym się na noc w klatce Faradaya. Co to, to nie. Mimo wszystko siedząc na swojej twardej kanapie (urok nowości) i rozglądając się wokół, nie jestem w stanie zmusić się do stwierdzenia, że oto jestem w swojej twierdzy. Z jednej strony jest to niesamowicie luksusowy kurort SPA, w którym lecznicza kąpiel w wannie (w towarzystwie kilku świeczek zapachowych i romantycznie przygaszonego światła) jest zawsze wtedy, gdy jej potrzebuję i pragnę. Z drugiej strony jest to szczelne więzienie (chociaż wciąż luksusowe), w którym dobrowolnie się zamknąłem i zezwalam na widzenia tylko wtedy, gdy więzień się dobrze czuje. Czasami też moje mieszkanko zamienia się w wykwintną restaurację, w której podaję dania z najwyższej półki (rzecz jasna z mikrofalówki!).

Moje mieszkanko jest wieloma różnymi rzeczami, ale nigdy – twierdzą. Nie mam fosy, w której pływają krokodyle. Nie mam grubych murów, na których dzień i noc czuwają wartownicy z kuszami gotowymi do strzału. Mam za to wielkie okno, przez które świat patrzy na mnie. I gdy tak wpatruje się we mnie, zaczynam rozumieć, że moje mieszkanko to wielka, przytulna poczekalnia. Poczekalnia, którą sam zrobiłem, odpicowałem dokładnie tak, jakbym sobie tego życzył. Poczekalnia, w której nawet stojak na kapelusze jest dokładnie tam, gdzie być powinien. I zawsze wisi na nim kapelusz – ten, który włożę, gdy nadejdzie Chwila. Ale na razie czekam w swojej poczekalni. Czekam aż świat otworzy drzwi do swojego gabinetu i zaprosi mnie do środka.

A może to ja jestem w gabinecie i to on czeka…?

Tomasz Jakut

W niektórych kręgach znany bardziej jako Comandeer. Nadmiernie owłosione indywiduum zajmujące się dwiema całkowicie sprzecznymi ze sobą dziedzinami życia, jakimi są pisanie i programowanie. Przez jednych wyklinany jako zbytni konserwatysta w sprawach czystości kodu, przez drugich wskazywany jako przykład nieustannego narzekania przy pomocy pióra. Wiecznie niezadowolony i gotowy do krytykowania wszystkiego, co można skrytykować. Nic zatem dziwnego, że w Magnifier przypadła mu rola korektora…

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy