Milczenie

Klaudia Chwastek
Milczenie

Martin Scorsese ponoć od dawna chciał zrobić ten film, a konkretnie od 25 lat. W końcu mu się udało. Po Misji w reżyserii Rolanda Joffé, to kolejny głośny film o jezutach.

Milczenie powstało na podstawie powieści Shusaku Endo o tym samym tytule, o której pisałam nie tak dawno. Sięgnęłam po książkę z polecenia, by mieć jakąś bazę podczas oglądnięcia filmu, który chciałam obejrzeć w zasadzie po zobaczeniu zwiastuna, którym poniekąd mnie bardzo zainteresował. Czy film spełnił moje oczekiwania?

W zasadzie tak, ale chyba muszę jednak nieco odrębnie potraktować książkę, a inaczej film.

Milczenie Scorsese’a to film z rozmachem, ale pisząc o rozmachu mam raczej na myśli ujęcia. Piękne plenery. Pięknie się to ogląda. Cała historia zaś o walce szogunatu z chrześcijaństwem, owszem jest, tylko czy aby na pewno tak, jak opisał to Shusaku Endo? Tutaj mam wątpliwości.

Oprócz walki z chrześcijaństwem mamy też walkę z samym sobą i to Scorsese rzeczywiście przedstawił. Andrew Garfield grający ojca Sebastião Rodriguesa… Nie mam słów. Wydaje mi się, że zrobił to, co miał zrobić i zrobił to bardzo dobrze. Po zwiastunie miałam nadzieję, że będzie nieco więcej Adama Drivera. Trochę się rozczarowałam. Ale film skupia się na Rodriguesie. To poniekąd jest jego historia, jego przeżycia, bardzo głębokie, i walka z samym sobą. I to tu mamy, bez wątpienia. A co za tym idzie, mamy też nieco specyficzną narrację.

Milczenie

Milczenie, Martin Scorsese

Natknęłam się na opinię niektórych, że ta narracja w filmie, a w zasadzie różny sposób tej narracji, przeszkadza. Dla mnie była ona świetna i odpowiednia do danych sytuacji. Ta walka wewnętrzna Rodriguesa… Nie jestem pewna, czy inny sposób ukazania jego borykania się z własnymi uczuciami byłby tu skuteczny. Do tego Scorsese zachował styl narracji Endo, który, dodajmy, jest uważany za mistrza narracji. Jak dla mnie te sposoby narracji w filmie były słuszne, może dlatego, że zapoznałam się z książką i wiedziałam, czego można się spodziewać.

Do tego nie odczułam w tym przypadku, że książka została potraktowana po macoszemu, że film jest słabszy niż powieść, że gdzieś tam wszystko się rozeszło w swoim kierunku. Film może nie w pełni pokazuje cierpienie chrześcijan w tamtym okresie i miejscu. Też te elementy dla osoby, które nie mają jakiejś wiedzy na temat tego, jak sytuacja wyglądała w przypadku jezuickich misji, może nie wszystko zrozumieć. W filmie nie ma patosu, heroizmu. Raczej ludzkie uczucia.

Warto też wspomnieć o tym tytułowym milczeniu. Że Bóg przychodzi, a może właśnie nie. Trochę bałam się, ze będzie to przesadzone. Że będzie zarzut, że Bóg milczy i nic nie robi, gdy inni cierpią. Nie odczułam tego, przynajmniej w nadmiarze, nie było jakoś bardzo silnych emocji z tym związanych. Była po prostu ludzka bezsilność na cierpienie innych i szukanie jakiegoś wyjścia, które nie nadchodzi.

Milczenie to film warty obejrzenia, choć bardzo długi, bo trwa prawie trzy godziny. Niezrozumiałe jest dla mnie to, że ten film ma tylko jedną nominację do Oscara, za zdjęcia, która oczywiście niewątpliwie się należy, ale wydaje mi się, że mógłby mieć więcej.

Scorsese, jak mówią opisy, zrobił swój najważniejszy film, bardzo osobisty. Możliwe. Ja natomiast bardzo polecam obejrzeć. Zaś książkę i film uznaję za odrębne dzieła, bo, jak dla mnie, od jednego i drugiego bił nieco inny przekaz.

Klaudia Chwastek

Redaktor naczelna Magnifier, która trzyma wszystko i wszystkich w ryzach. Ambitna i niebojąca się wyzwań, czasem zbyt poważna, wymagająca wiele od innych, ale i od siebie. Interesuje się wieloma rzeczami. Na co dzień studentka, która lubi posiedzieć przy kawie w klimatycznych kawiarniach.

Kontakt: klaudia.chwastek@e-magnifier.pl

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy