My, Wielcy Bracia

Joanna Wrona
My, Wielcy Bracia

Szybko zerkam na zegarek. 8:36. Pięć minut spóźnienia. Zaczynam nerwowo przebierać nogami. Oddycham z ulgą, kiedy dobiega mnie kojący stukot kół na torowisku. Przekraczam próg niebieskich drzwi i wiem, że to nie będzie tylko zwykła podróż tramwajem.

Wolne miejsce przy oknie, tam, gdzie najbardziej lubię. Siadam. Zdejmuję okulary przeciwsłoneczne, z uszu wyjmuję słuchawki. Czekam. Kolejny przystanek, 8:38. Zaczyna się. Naprzeciwko siada kobieta, na oko lat 20. Czarna kurtka, glany, kolczyk w nosie. Kończąc rozmowę telefoniczną, rzuca tylko krótkie:bus-690508_1280

-Miałaś rację, podrożały – i wyjmuje srebrną zapalniczkę, którą obraca między palcami
do końca podróży. I już wiem, że dzisiaj nie było jej stać na kolejną paczkę papierosów.

9:01.Po drugiej stronie siadają dwie starsze panie. Zmęczone, na pewno biegły. Dyszą. Na ich skroniach szklą się malutkie kropelki potu. Kurczowo trzymają w rękach siatki pełne zakupów. Dobiega mnie woń kiszonej kapusty, ożywczy zapach kopru…

– Ledwieśmy zdążyły, Hania. Ale warto było, co? Takich ładnych ogóreczków to już dawno nie mieli.

– Tak, tylko ziemniaczków zapomniałam kupić. Ale to Mareczka poproszę, przywiezie.

I już wiem, że kolejka w warzywniaku była dziś dłuższa, niż się pani Hania z koleżanką spodziewały.

9:30. Obok siada mężczyzna. Zmartwiony, co chwilę marszczy brwi.

– Przepraszam, a do szpitala na Kopernika, to na którym przystanku najlepiej wysiąść? – pyta tylko ustami, wzrok ma nieobecny.

Otrzymując odpowiedź, wyjmuje komórkę i pisze wiadomość: „Kochanie, nie martw się, będę tam, zanim zaczną”. I niestety już wiem, że jego żona będzie miała dziś poważną operację.

W środkach transportu komunikacji miejskiej każdy z nas może być małym Wielkim Bratem. A wszystkie rozmowy są kontrolowane. Nie wiem tylko, czy jest to bardziej powód do dumy czy do obaw…

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy