(Nie)przypadkowa podróż Michała Kaliny do  Indii

Klaudia Chwastek
(Nie)przypadkowa podróż Michała Kaliny do  Indii

Z Michałem Kaliną o spotkaniu z Dalajlamą, podróżowaniu po indyjskich wsiach i nieprzypadkowości rozmawiała Klaudia Chwastek

Wywiad ukazał się w czasopiśmie MAGNIFIER 3/2016

Klaudia Chwastek: Dlaczego zdecydowałeś się w ogóle wyjechać? Podróżowałeś też wcześniej, ale gdy słyszy się o Twojej wyprawie do Indii, wydaje się ona być nieco nieprawdopodobna.

Michał Kalina: Nie, dlaczego? Oczywiście było to wyzwaniem, ale całkiem naturalnym z mojego punktu widzenia. Co twoim zdaniem jest nieprawdopodobne?

Te wszystkie przygody, które ci się przytrafiły, a do których zaraz przejdziemy. Ale też to, że spakowałeś plecak i ruszyłeś w podróż, spędzając w Indiach cztery miesiące.

Wiesz, to nie było do końca tak, że rzuciłem pracę i pojechałem na ten wyjazd właściwie z dnia na dzień. Zawsze każdy z nas ma w głowie pomysły, które chciałby zrealizować. Mnie zawsze interesowało podróżowanie i jak miałem okazję, to jechałem ze znajomymi na dwa, trzy tygodnie, czasem na miesiąc. I to podróżowanie zawsze gdzieś było, ale nie na takiej zasadzie, że wyjechałem i nie mam niczego, co mnie trzyma. No wiesz, że mogę wyjechać i wrócić za trzy, cztery miesiące… albo kiedy mi się spodoba. Stwierdziłem, że fajnie będzie pojechać i wrócić kiedy chcę. Przygotowałem się tak, żeby nie martwić się, że za miesiąc skończą mi się pieniądze. Pracowałem i specjalnie nie wydawałem pieniędzy na nic innego. Wszystkie pieniądze, które się dało, odkładałem na wyjazd. Wiedziałem, że w czerwcu ją skończę i od tego momentu zrobię to, na co mam ochotę. Mam pieniądze i nie muszę się martwić, że pora iść do pracy, że mam jakiś projekt… Nic nie muszę. Jak chcę, to sobie pojadę tam czy tam. To było obojętne. Zamknąłem pewien etap w życiu, kolejny był sprawą otwartą.

I wylądowałeś w Indiach, które nie miały być twoim punktem docelowym.

Nie, ja chciałem jechać do Tybetu. To bardzo ciekawe miejsce. Obecnie jest częścią Chin, w latach 50. został zaatakowany przez armię Mao Tse Tunga i włączony w teren Chin. Wcześniej to było osobne państwo. Jest jednym z najbardziej strzeżonych miejsc w Chinach. Chciałem tam strasznie pojechać, by zobaczyć jak to wszystko wygląda. Ciężko się tam dostać i stwierdziłem, że to jest idealne na taką wyprawę, bo masz czas na długie oczekiwanie na przepustkę. I stwierdziłem: dobra, tak to sobie zaplanuję. I zacząłem ustalać w głowie jak tam się dostać, zacząłem się kontaktować z biurami podróży… Zacząłem szukać biletów do Chin, do Nepalu czy gdziekolwiek, by móc wylądować i potem się tam przedostać. Wszystkie bilety podrożały. W sumie ten Mombaj się pojawił, stwierdziłem: a w sumie polecę do tego Mombaju.

I jednak zdecydowałeś się na podróżowanie po Indiach. Co cię tam zatrzymało?

Nie umiem ci podać logicznych argumentów, bo ich nie mam, nie działałem w taki sposób. Stwierdziłem, że jadąc na ten wyjazd zrobię wszystko tak, jak się mówi, że się powinno zrobić. Że jak cię coś jara w danym momencie, to to robisz. Nie mieć w głowie tych wszystkich myśli z cyklu „powinienem to zrobić”, totalnie się odczepić od tego. Kiedyś starałem się tak działać, ale to nie było na 100%. Więc stwierdziłem, że teraz robię na 100% i zobaczę jak to będzie wyglądać. Ja nie miałem żadnych argumentów, że muszę jechać tu czy tam… Wpadał mi do głowy pomysł i to robiłem. Przyjechałem na miejsce z zamiarem, że jadę dalej w Azję, ale jakoś tak się zdarzyło, że zostałem.

Chciałeś nauczyć się medytacji i właściwie przez przypadek trafiłeś do Centrum Medytacji Vipassana.

Michał Kalina

Fot. Michał Kalina

Wziąłem udział w dziesięciodniowym kursie. Ale to było tak: wyobraź sobie – jestem w Polsce i od czterech, pięciu lat, może więcej w głowie pojawiała mi się myśl o medytacji. Gdzieś tam kiedyś zaglądnąłem do jakiejś książki, przeczytałem jakiś artykuł i tak powoli, powoli się interesowałem, ale to nie było na poważnie. Byłem jeszcze na jakiś spotkaniach, ale zupełnie nie o to mi chodziło. Obraz w mojej głowie był zupełnie inny. Siedzę gdzieś w Azji w oddalonym od ludzi ośrodku i przez kilkanaście dni medytuję jak mnich. Ale stwierdziłem, że to jest nierealne, bo takie rzeczy to tylko w filmach. Nawet nie wiedziałem jak się za to zabrać Co miałem wpisać w Internecie: „medytacja kursy jak mnich”? Nie ma jak tego znaleźć. Więc stwierdziłem: jak się uda, to się uda. Nie czułem czegoś takiego, że muszę to zrobić. Więc w ogóle się tym nie przejmowałem. No i przez przypadek tam trafiłem i było to dokładnie to, co sobie wymyśliłem, miało dokładnie taką specyfikę. Teren zamknięty, przez dziesięć dni byłem jak mnich, dostawałem jedzenie od innych, jako dar. Wszystko było z dobroci innych ludzi i te kursy tak działają.

Dziesięć dni w zamknięciu. Jak to dokładnie wyglądało?

To był ośrodek u podnóża dużej zazielenionej góry. Przychodzisz na taki kurs, dostajesz własny pokój i wyżywienie na 10 dni. Musiałem oddać telefon, portfel, dokumenty – wszystko, czyli tak, bym miał tylko ubranie, szczoteczkę do zębów. 4:30 pobudka i do 6:30 sesje medytacji. Nie siedziało się nigdy dłużej niż godzinę. Zawsze była jakaś pięciominutowa przerwa. I te medytacje wyglądały tak, że przez 5-6 minut nauczyciel mówił co masz robić, na czym masz się skupić i potem przez godzinę samemu się trenuje. Potem pięć minut przerwy i kolejna sesja. I tak przez jakieś 12h każdego dnia.

I tak ci się spodobało, że spędziłeś tam 30 dni?

Nie, skończyłem ten kurs. Wyszedłem i zacząłem działać dalej, ale zauważyłem, że ten kurs mi się podobał. Stwierdziłem więc, że chcę to powtórzyć i poszedłem na kolejny. To było jakieś półtora miesiąca po tym pierwszym, a potem stwierdziłem, że zrobię jeszcze wolontariat.

Zdecydowałeś się podróżować po indyjskich wsiach. Jak one wyglądają? Ta mniej znana strona Indii?

Są zupełnie inne niż miasta. Powiedzmy sobie, że indyjskie miasta są już całkiem nowoczesne. Ludzie, którzy tam mieszkają, nie odstają zbytnio mentalnością od nas. Żyjemy w globalnej wiosce i da się znaleźć wspólny punkt zaczepienia. Natomiast jeśli chodzi o wsie, to jest totalny hardcore. Tam się za dużo nie zmieniło. Owszem, spotkasz ludzi z telefonami. Były takie sytuacje, że byłem we wsiach, w których nie miałem wody, ale miałem dostęp do Internetu. W Indiach coraz więcej ludzi ma smartphone’y, Internet jest coraz tańszy. Ale wieś wygląda nadal tak samo. Więc mamy kobietę, która ma palenisko na ziemi, trzy-cztery kawałki drewna, na tym jakaś miska i gotuje. Wszystko jest naturalnie zbierane. W Europie ludzka praca jest kosztowna, więc wprowadza się automatyzację. W Indiach nikt się nad tym nie zastanawia, tylko, jak potrzeba rąk do pracy, to zatrudnia się kolejne trzy osoby. To nie jest kosztowne. Dużo osób robi manualne rzeczy.

Dzieci też pracują?

Tak, dzieci też pracują, ale pracują głównie dzieci rolników. Dla nich to jest naturalne.

A jacy są ludzie? Różnią się od tych z miasta?

Są bardziej szczerzy. I to nie tyle dotyczy Indii, co każdego miejsca na ziemi. Ludzie na wsi są bardziej szczerzy i otwarci – i tak było i w Gruzji, i w Indiach, i w innych miejscach. W Polsce też mi się wydaje, że tak jest. Może ci ludzie są prości, może mniej wykształceni, ale cię ugoszczą, dadzą ci jedzenie. Mogą nie znać się na twoich poglądach i tak dalej, ale wydaje mi się, że ci, którzy jeszcze w jakiś sposób żyją w zgodzie z naturą, są przyjaźni.

Michał Kalina

Fot. Michał Kalina

Byłeś cztery miesiące w Indiach i na swojej drodze spotkałeś wielu ludzi. I właściwie jeden spotkany człowiek doprowadził do twojego spotkania z Dalajlamą. Jak to się stało?

Po prostu spotkałem odpowiednich ludzi w odpowiednim miejscu. Nie umiem ci powiedzieć jak to się stało. Samo się stało.

Przypadek?

Nie, nie sądzę, żeby to był przypadek. Po prostu takie rzeczy się zdarzają. Nie da się połączyć pewnych faktów ze sobą. Nie wiem jak to się stało, że się spotkałem z Dalajlamą. Wierzę, że jeśli czegoś chcesz, to to się stanie, tylko trzeba się po prostu wyluzować i nie być przywiązanym do tej myśli.

Ten brak planowania miał chyba duży wpływ na twoją podróż?

Tak. Wyobraź sobie, że planujesz wycieczkę stąd do Warszawy. I jak zorganizujesz każdy punkt po drodze, to albo będziesz się źle czuła, że omija cię jakaś przypadkowa przygoda, albo – gdy zrobisz dla niej wyjątek – posypie Ci się plan i też będzie źle. A jak nie masz planu, nie masz tego uczucia. Wiesz, gdzie chcesz dojść, ale nie masz ustalonych kroków. Ja wiedziałem mniej więcej, jak miała wyglądać moja wyprawa, ale nie miałem nic ustalonego krok po kroku. Chciałem podróżować po wsiach, chciałem robić trochę zdjęć – a gdy zaczęło mi się to nudzić, to zastanawiałem się, czego jeszcze mi brakuje na tej wyprawie. I wtedy wracałem do tej swojej wizji i było to bardziej wybieranie tego, na co mam ochotę, gdyż miałem jakąś wizję całości.

A twoje spotkanie z Dalajlamą? Udało ci się uczestniczyć w audiencji. Jak to w praktyce wyglądało?

Przyszedłem do budynku administracyjnego. Potwierdzili moją tożsamość, potem przeszliśmy kontrolę, musiałem oddać telefon, aparat, wszystko, co elektroniczne. Razem z Dalajlamą przyszło około dziesięciu osób i mówili co trzeba robić. Gdy podchodziłem do Dalajlamy, to powiedzieli mu: „to jest Michał z Polski”.

Do Indii nie byłeś początkowo przekonany, gdy tam pojechałeś?

Michał Kalina

Fot. Michał Kalina

Nie tyle nie byłem przekonany, tylko miałem coś takiego w głowie, że chciałbym przejechać Azję od kraju do kraju. Ale de facto okazało się, że wcale nie o to mi chodziło. Nie miałem takiej potrzeby. Stwierdziłem, że wolę się skupić na jednym miejscu i poznać je lepiej. Moi znajomi, którzy wyruszyli w tym samym czasie co ja, odwiedzili 6 krajów i pytali się mnie, czy się nie nudzę itd. A przecież Indie to tak ogromny kraj i tak wiele w nim można zobaczyć, więc miałbym wyjeżdżać tylko po to, żeby powiedzieć, że zobaczyłem pięć krajów zamiast jednego? Stwierdziłem, że po prostu wolę zostać w jednym miejscu. Może gdybym pojechał gdzieś indziej, to zdarzyłoby się coś ciekawszego,, ale tak się stało, że byłem w Indiach i to mi wystarczy.

Według ciebie podróż to odkrywanie siebie.

Może być, ale nie musi.

I co tobie tak naprawdę dała ta wyprawa? Ta i inne, w których uczestniczyłeś?

Potwierdziłem swoje przekonanie, że nie ma sensu planować tak w 100%. Z jednej strony naturalne wydawało mi się, by nie planować, a z drugiej strony wszyscy wokół mnie mieli plany, jakąś wyznaczoną ścieżkę. No i tak w sumie okazało się, że planowanie się u mnie nie sprawdza. To jest jedna rzecz. A po drugie, że za każdym razem, gdy się odejdzie od tego, co jest tobie znane, człowiek patrzy na to z pewnej perspektywy, z góry i ma cały obraz. Bo tutaj w Polsce, jak siedziałem całe życie, miałem tych samych znajomych, te same miejsca, tkwiłem w tym, to nie byłem w stanie się zdystansować. Dlatego wydaje mi się, że dobrym sposobem na dystansowanie się jest odejście gdzieś dalej, w zupełnie inne miejsce. I to odejście daje ci możliwość patrzenia na coś z innej perspektywy, sprawdzenia, czy te zachowania są dobre, czy złe. Czy twoi znajomi to są tacy ludzie, z jakimi chcesz się spotykać, czy nie? Czy ty udajesz kogoś, czy nie? Tego nie da się ocenić tkwiąc w tym środowisku. I to nie muszą być Indie, to może być nawet wyjazd gdziekolwiek, zmiana otoczenia. Chodzi o ciekawość otoczenia i zadawanie pytań. I to jest tak, że ja spotykałem ludzi, którzy jechali do Indii i mieli takie same doświadczenia jak ja, ale zupełnie inne rzeczy z tego wyciągali. Na przykład widzieli jakiegoś gościa, który robi jedzenie na ulicy i daje to komuś do jedzenia. I jedna osoba zauważy, że ktoś podaje mu rękami, że jest na ulicy a dookoła jest brudno i skupi się na tym, a druga osoba może skupić się na tym, jakie smaki poznał, jak dobre jedzenie zrobił. Wszystko zależy od podejścia jakie masz, czy jesteś ciekawa dlaczego jest inaczej niż u ciebie, jak ci ludzie myślą.

Tym bardziej, że Indie to zupełnie inna kultura od naszej. Spotkałeś na swej drodze kogoś, kto się tam w ogóle nie odnalazł?

Tak, większość Europejczyków. Bo problem jest taki, że Indie to jest jeden z brudniejszych krajów. Pracuję z koleżanką, która jest Irakijką z pochodzenia, i opowiadała mi, że jej wujek mieszka w Arabii Saudyjskiej – a kraje arabskie nie są znane z czystości – ale ten wujek pojechał do Indii i stwierdził, że jest tam ogromny syf. Więc jeśli osoba z krajów arabskich mówi, że jest totalnie brudno, to musi coś w tym być. I to jest jeden z większych problemów. Że ten totalny chaos zasłania wszystko. I Europejczycy tylko na to zwracają uwagę: jak może być tak brudno.

Bo Europejczycy patrzą przez pryzmat swojej kultury, że ta nasza kultura jest najlepsza.

Tak, i to jest właśnie duży problem, że porównujemy się na takiej zasadzie „a bo u nas w Europie jest tak”. My mamy czysto na ulicach, to mamy lepszą kulturę, jesteśmy bardziej zaawansowani. I to jest największy problem.

Co najbardziej cię zaskoczyło w Indiach?

Otwartość ludzi. To, w jaki łatwy sposób jest się w stanie poznać człowieka na ulicy. Może dlatego, że byłem białym człowiekiem i ludzie mnie zaczepiali? Nie ma tej ciekawości w Europie. Ludzie się wstydzą podejść. Zobaczysz kogoś na ulicy, kto cię zainteresuje, jest na przykład ciekawie ubrany. To w Europie jest tak, że nie powinno się podejść do innej osoby, bo to nie twoja sprawa. A w Indiach to jest normalne. W ogóle się nie przejmują, że coś wypada a coś nie. Taka bezpośredniość. I to mnie bardzo zaskoczyło.

W jednej z wiosek ponoć byłeś pierwszym białym człowiekiem od iluś tam lat?

Tak. Pierwszym gościem, który przyjechał po 1950 albo 1960 roku. Generalnie, nikogo nie było w tej wsi, odkąd Brytyjczycy opuścili Indie. Kiedyś tam w 1950 przyjechał jakiś oficer i to było tyle.

A od strony technicznej jak wyglądał twój wyjazd?

Gdyby nie sprzęt, to mój plecak ważyłby 8-10 kilogramów. Czyli wziąłem tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Przez to, że podróżowałem już wcześniej, wiem co powinno się zabrać. Zawsze biorę siedem podkoszulków, żeby mieć ten cykl raz w tygodniu. Ja przez te cztery miesiące prałem wszystko ręcznie, więc musisz brać podkoszulki, których ci nie żal, bo po czterech miesiącach te podkoszulki wyglądają tragicznie. Taka sama ilość bielizny, skarpetek w ogóle się nie bierze do takich krajów. Jeśli jedziesz do ciepłych krajów jak Indie, wystarczą ci krótkie spodenki, podkoszulek i klapki. I w ten sposób ci dużo lżej. Potrzebujesz jeszcze z jedną bluzę i coś przeciwdeszczowego. Ewentualnie jakieś kosmetyki, ale bardzo podstawowe. I to jest tyle. Musisz być świadom tego, że jeśli bierzesz coś więcej, musisz to potem nosić. Oczywiście, nie da się tak spakować za pierwszym razem, bo zawsze będzie ci się wydawać, że coś jeszcze ci będzie potrzebne. A człowiek uczy się na własnych błędach. Ja wziąłem bardzo podstawowe rzeczy i miałem jeszcze sprzęt fotograficzny, który ważył drugie tyle.

Nocowałeś przez couchsurfing?

Tak, właściwie 90% moich noclegów odbyło się za sprawą couchsurfingu. I bardzo go polecam, jeśli rzeczywiście chce się podróżować i poznać ludzi i ich kulturę. To jest najprostsza rzecz na świecie. Trzeba sobie tylko dobrze uzupełnić profil, by być interesującym dla tej drugiej osoby.

Czy spotkałeś na swej drodze jakieś zagrożenia?

Michał Kalina

Fot. Michał Kalina

Zagrożenia? Takiego typowego zagrożenia, żebym rzeczywiście bał się o swoje życie, to nie. Raczej śmieszne przygody. Opowiem ci taką historię: jechałem właśnie do tego Dalajlamy, miałem nocować w tej miejscowości, ale nie udało mi się dotrzeć na czas. Utknąłem. Tam gdzie się znalazłem w ogóle nie było gdzie się zatrzymać. Nie miała żadnych hoteli, ani niczego w tym rodzaju. Ja w drodze, jadąc tam, już wiedziałem, że się nie dostanę i musiałem sobie załatwić jakiś nocleg, bo to już są Himalaje i nie mogłem sobie pozwolić na to, by czekać do rana na mrozie całą noc. I pogadałem z jakimś gościem, który jechał obok mnie w autobusie i okazało się, że to jest żołnierz indyjski i mówię mu, że potrzebuje się tam dostać i nie mam gdzie spać i powiedział, że mi pomoże. Wyszedł z autobusu i mówi: „No, ja na pewno coś znajdę, jakiś guest house czy coś”. Od razu jeszcze wziął kolejnego gościa, takiego faceta, powiedzmy sobie 50 lat, wąs, duży brzuch, niezbyt zgrabnie ubrany, taki raczej niechlujny. No i poszliśmy sobie we trójkę w poszukiwaniu noclegu na jakieś 6-7 godzin, żeby się tylko przespać i z samego rana wsiąść w autobus i pojechać do góry. No i trzech gości, którzy się w ogóle nie znają poszli szukać. I znaleźliśmy. Powiedzieli, że ok i że mnie nie spiszą jako obcokrajowca, ale musieliśmy opuścić pokój przed szóstą rano. Jedno duże łóżko, trzech gości, którzy się kompletnie nie znają. Ja wybrałem miejsce po prawej stronie, koleś z wąsem po lewej, a w środku żołnierz. Ja wszedłem do śpiwora, oni się przykryli kocem i poszliśmy spać. Bo chodziło tylko o to, żeby przeczekać do rana. I około trzeciej w nocy, budzę się, coś się dzieje i koleś z wąsem coś bardzo intensywnie mówi, a ten koleś z armii z nim dyskutuje. Jest noc, nie wiem o czym oni dyskutują. I nawet jak nie znasz języka, to czujesz, że coś jest nie tak. I ten koleś z armii odwrócił się do mnie i mówi „Ej, źle trafiliśmy. To jest gej i chce zrobić tutaj orgię z nami i próbuje mnie przekonać.” Myślę: „Fajnie, jestem w pokoju z dwoma gośćmi, których nie znam, jeden z nich jest jakimś psychopatycznym gościem, który mnie próbuje przekonać, żeby z nim uprawiać seks. To nie jest dobre miejsce”. Trochę byłem przerażony. Ale nie mogłem wyjść, bo było zimno na zewnątrz. Tylko tak siedziałem i czekałem aż facet skończy już dyskusję. . Więc możesz sobie wyobrazić, że już nie poszedłem w ogóle spać. I w sumie nic się nie zdarzyło, ten koleś rano wstał i uśmiechnięty powiedział: „No, jak wam się spało?”. Nie udało mu się nas na szczęście przekonać do niczego, ale to była nieciekawa sytuacja, bo przez kilka godzin byłem w niepewności.

Dla mnie ta twoja podróż, to trochę podróż przypadków. Gdzie przypadek goni przypadek.

Dla mnie to nie są przypadki.

Dlaczego?

Bo uważam, że jeśli powiesz, że to są przypadki, to znaczy, że nie masz wpływu na swoje życie. A każdy ma wpływ na swoje życie, tyko ten wpływ może nie jest taki, że idziesz na środek ulicy i mówisz, a wszystkie auta się zatrzymują i wszystkie stają. Bo nie mamy takich super mocy. Ale uważam, że mamy możliwość przyciągać do siebie pozytywne zdarzenia, a jeśli będziemy myśleć negatywnie, to będziemy przyciągać negatywne zdarzenia. Przyczyna – skutek. I to jest dla mnie tak logiczne, że ja wierzę, że to działa. Że ta przyczyna – skutek nie następuje od razu, tylko czasem jest tak, że coś robisz, a potem ten skutek masz po miesiącu, po dniu, po godzinie, w zależności od tego, co się dzieje.

Gdzie chciałbyś jeszcze pojechać? Jakie masz cele podróżnicze?

Wiesz, każdy wyjazd ma jakiś cel w sobie. Teraz planuję wyjechać do Doliny Krzemowej i Nowego Jorku. To są dwa takie miejsca, które chciałbym odwiedzić. Dlatego, że od jakiegoś czasu siedzę już w technologii, a Dolina Krzemowa jest takim centrum technologii. I tam bym chciał pojechać. Na pewno tam jadę, ale nie wiem jeszcze kiedy, czy to będzie za miesiąc czy nie, ale na pewno do września tam wyjadę. Tego już jestem pewny. Druga rzecz, to jest Afryka, ale gdzie, to mnie nie pytaj, bo tego jeszcze nie wiem. Dużo czytałem o tym, że Afryka się zmienia, bo Chińczycy dużo tam inwestują i przez ostatnie 5-10 lat diametralnie się zmieniła infrastruktura, sposób bycia Afrykańczyków, ale tylko w kilku krajach. Chciałbym właśnie pojechać do kilku krajów, które bardzo mocno się zmieniają. Zobaczyć to jak teraz jest i na przykład pojechać za dziesięć lat i zobaczyć jak to wszystko się zmieniło. Czyli Stany i Afryka na razie.

I twoje podróże będzie można zobaczyć na twoim kanale na YouTubie?

Tak. Na pewno myślę, że tak. Na razie będą materiały z Indii, a jak się skończą, to będę też wrzucać materiały z takiego codziennego życia. Z jakiś ciekawych tematów, które spotykam na co dzień.

To ja ci życzę powodzenia.

Dziękuję.

 

Klaudia Chwastek

Redaktor naczelna Magnifier. Absolwenta Akademii Ignatianum w Krakowie na kierunku kulturoznawstwo. W obszarze jej zainteresowań znajdują się social media. Chętnie bierze udział w różnorakich imprezach kulturalnych. Miłośniczka Krakowa i kawy.

Kontakt: klaudia.chwastek@e-magnifier.pl

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Krzysiek

Tak, to super sprawa podróżować w ten sposób. To trochę tak jakby siąść sobie na kanapie i ponudzić się trochę, umysł się otwiera i niespodziewane pomysły zaczynają napływać same z siebie. Tak samo brak planu pozwala spontanicznie wydarzyć się fajnym zdarzeniom :). ?