Ostatni Pies, czyli Pitbull powraca

Klaudia Chwastek
Ostatni Pies, czyli Pitbull powraca

Zawirowań wokół Pitbulla w ostatnim czasie nie brakowało. Po filmach w reżyserii Patryka Vegi, które były komercyjnymi hitami, za kolejny film wziął się Władysław Pasikowski. Twórca Krolla, Psów, Pokłosia czy Jacka Stronga, wziął się za Pitbulla i tym samym powrócił do pierwotnych bohaterów.

Nie chce zbytnio wnikać, ile jest nawiązań do serialu, pierwszej odsłony filmu czy ostatnich produkcji Vegi. Nawiązania są, powracają pierwotni bohaterowie, jednak specyfika Ostatniego Psa jest zupełnie inna od tego, co zaprezentował nam w ostatnim czasie Vega. Dlatego Ostatniego Psa chcę potraktować i ocenić jako pojedynczą produkcję, jako twór autonomiczny.

Długo zastanawiałam się nad tym, czy wybrać się do kina na ten film – czy jest sens, czy warto, czy nie będą to pieniądze wyrzucone w błoto. Nie były, a ja cały czas mam wrażenie, że obejrzałam polskie kino, które nawiązuje do lat dziewięćdziesiątych, kino, które lubię. Owszem, może nie jest tam wszystko idealnie, ale przez dwie godziny nie czułam się znudzona, ani tym bardziej zażenowana tym, co widzę na ekranie.

Po różnych dziwnych zawiłościach w strukturze policyjnej – które częściowo są wyjaśnione, dla widzów, którzy oglądali poprzednie filmy z tej serii, jednak nie na tyle zawiłe, by utrudniały odbiór widzowi, który nie kojarzył bohaterów i sytuacji – Despero, czyli genialny Marcin Dorociński, musi wniknąć w czeluście mafii, by rozwikłać, kto zabił Skoczka. To jeden z wątków, ale i zarazem, można by rzec, najważniejszy. Wszystko może i dzieje się wręcz w przyspieszonym tempie, jednak Pasikowski pokazał widzom, jak mafia się bawi.

Pitbull. Ostatni pies

Pitbull. Ostatni pies. reż. Władysław Pasikowski

Ale jest i Doda. Doda, która pewnie odstraszyła niektórych od obejrzenia tego filmu. Jej bohaterka – Mira – z małej kawiarenki ląduje nagle w domu szefa mafii Gawrona – w tej roli Cezary Pazura, który wreszcie nie jest „śmieszkiem”, a gra twardego gościa. Jednak w przypadku Dody, jak na debiut, moim zdaniem poradziła sobie całkiem dobrze. Owszem, widać braki na tle Dorocińskiego, Woronowicza czy Pazury, ale Doda to, można powiedzieć, lekki powiew świeżości dla tego, co oglądamy w kinie. Nie jest świetna, jej postać też mogłaby zostać lepiej napisana, zwłaszcza na etapie, kiedy to postać Miry „przejmuje miasto”. Moim zdaniem, Doda pasuje do wizerunku, jaki Pasikowski chciał wykreować, zabrakło tylko paru elementów, aby było dobrze. Doda w tym filmie nie jest jednak jakimś wielkim minusem.

Ostatni Pies to film, który dobrze się ogląda, zwłaszcza, jeśli ktoś lubi takie… męskie kino w polskim stylu i nie przeszkadzają mu nawiązania do lat dziewięćdziesiątych. Woronowicz z tym swoim szeptem, Stroiński z pewnym roztrzepaniem, które nadał bohaterowi, czy z kolei Mohr, do którego mam jakiś dziwny stosunek jako do aktora, a tu bardzo mi się podobał, i nie można oczywiście zapomnieć o Dorocińskim – oni stanowią taką wisienkę na torcie. To dla nich warto obejrzeć ten film, który momentami ratują, bo scenariusz nawala. To film, który ma zupełnie inny charakter niż ostatnie filmy Vegi, a tym samym, może być mu nieco trudno sprostać oczekiwaniom widza, zwłaszcza młodego widza, dla którego stara Nokia czy Motorola w ręce bohatera wydawać się może kiczowata.

Klaudia Chwastek

Redaktor naczelna Magnifier. Absolwenta Akademii Ignatianum w Krakowie na kierunku kulturoznawstwo. W obszarze jej zainteresowań znajdują się social media. Chętnie bierze udział w różnorakich imprezach kulturalnych. Miłośniczka Krakowa i kawy.

Kontakt: klaudia.chwastek@e-magnifier.pl

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy