Podwójną dawkę patologii poproszę

Tomasz Jakut
Podwójną dawkę patologii poproszę

Ostatnimi czasy nie mam zbytnio czasu, więc gdy zobaczyłem jak bardzo Wypchane bociany są… wypchane, instynkt samozachowawczy ostrzegł mnie, że to będzie trudna przeprawa. Mimo wszystko zaryzykowałem.

Do tego samobójczego kroku pchnęła mnie notatka o autorze na tylniej stronie okładki, wieszcząca, że Edward Wójciak jest wielokrotnym laureatem Konkursu Literackiego im. Marka Hłaski. Ta krótka informacja postawiła autorowi poprzeczkę niezwykle wysoko. Uwielbiam bowiem patologiczny świat stworzony przez Hłaskę. Jego patologiczność i wszechogarniająca podłość, które niszczą wszystko to, co dobre i prowadzą nieuchronnie do ostatecznego upadku człowieka, to te elementy literatury, które zawsze wywołują u mnie – przepraszam za wyrażenie – wkurwienie. Ale te pozytywne, zmuszające do gorzkiej refleksji. Oczekując podobnego katharsis, usiadłem do lektury Wypchanych bocianów.

Niestety, srodze się zawiodłem. Książka Wójciaka nie jest bowiem studium patologii, nie wywołuje uczucia nieustannego wkurwienia na opisywaną rzeczywistość. Wywołuje zatem całkowicie inne odczucia: nudę i pobłażliwy uśmiech. Świat kreowany w książce próbuje być tak bardzo patologiczny i podły, że wyziera z tego wręcz sztuczność, a później – śmieszność. Obserwujemy jak główny bohater, Bazyl, wraz ze swoją żoną, Joasią, przenoszą się do Kanady i próbują na nowo wieść spokojne życie wśród tamtejszej Polonii. Rzecz jasna, wszyscy Polacy przedstawieni w książce to albo kombinatorzy, albo alkoholicy, albo narkomani, a najlepiej: ludzie łączący te wszystkie cechy. I zawsze, wszyscy dążą do tylko jednego: do zdobycia większej ilości pieniędzy. Brzmi jak Hłasko, ale… niestety, takie nie jest.

Świat patologii musi być pokazany w sposób, który wywołuje emocje. Czy będzie to wkurwienie, jak u Hłaski, czy gorzka ironia, jak u Chandlera – obojętne. Ale te emocje muszą się pojawiać. Jeśli jednak wybierzemy de facto reporterski sposób opisu takiej rzeczywistości, a dodatkowo dołożymy zalążki powieści szkatułkowej (tak, duża część bohaterów opowiada swoje historie…), to… istnieje bardzo duża szansa, że świat, który wykreujemy, będzie nudno-śmieszny. I tak, niestety, dzieje się i w tej książce. A wrażenie to potęgują jeszcze takie obrazki, jak spicie się winem z gąsiora i rozwalenie altanki w ogródku przez potknięcie się o nią czy opis wywoływania sztucznej biegunki w celu zdobycia czasowego zwolnienia z pracy. To nie jest świat patologii i podłości, to świat karykatury – świat, który ośmiesza sam siebie.

Na tylnej stronie okładki można także przeczytać, że ta książka – według Tomasza Sobieraja z „Krytyki Literackiej” to „pisarstwo prawdziwe, jakiego w Polsce szukać ze świecą”. Jeśli prawdziwe pisarstwo to opis samej patologii i pokazywanie świata tak bardzo oszpeconego, że staje się wręcz śmieszny, myślę, że mamy poważny problem – jako społeczeństwo i jako po prostu ludzie…


Edward Wójciak
Wypchane bociany
Miejsce i rok wydania: Warszawa, 2015
Wydawnictwo: MUZA SA
Okładka: miękka
Stron: 640

Tomasz Jakut

W niektórych kręgach znany bardziej jako Comandeer. Nadmiernie owłosione indywiduum zajmujące się dwiema całkowicie sprzecznymi ze sobą dziedzinami życia, jakimi są pisanie i programowanie. Przez jednych wyklinany jako zbytni konserwatysta w sprawach czystości kodu, przez drugich wskazywany jako przykład nieustannego narzekania przy pomocy pióra. Wiecznie niezadowolony i gotowy do krytykowania wszystkiego, co można skrytykować. Nic zatem dziwnego, że w Magnifier przypadła mu rola korektora…

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy