Poszukiwacz marzeń. Z kamerą na wojnie w Brazylii

Klaudia Chwastek
Poszukiwacz marzeń. Z kamerą na wojnie w Brazylii

Tytuł, Poszukiwacz marzeń. Z kamerą na wojnie w Brazylii, jest nam w stanie choć w minimalny sposób nakreślić, o czym książka będzie. Zaś podtytuł, Fawele – reportaż z brazylijskich slumsów już jasno może wskazać czytelnikowi to, o czym będzie czytać…

Dwukrotnie brałam się za Poszukiwacza marzeń… choć w zasadzie ma to paręnaście stron, a całość da się pochłonąć w niecałą godzinę. Za pierwszym razem się poddałam, bo stwierdziłam, że albo ja źle odbieram to, co czytam, albo z tekstem jest coś nie tak. Sięgnęłam po to znowu ponad dwa tygodnie później i to chyba jednak nie mój odbiór jest zły.

Zacznijmy od początku… Podtytuł podkreśla, że będzie to reportaż. Sięgając nawet do Wikipedii, możemy przeczytać, że to „gatunek literacki z pogranicza publicystyki, literatury faktu i literatury pięknej”, a następnie„; „W zakresie sposobu prezentacji wydarzeń reportaż powinien cechować się obiektywizmem, rzetelnością i wiernością wobec przedmiotu narracji. Z drugiej strony reportaż jest subiektywny, zawiera ocenę, opinie autora na dany temat (niekiedy jedynie sugestie).” I nawet jeśli to Wikipedia, to jesteśmy w stanie mniej więcej się dowiedzieć, czym ten reportaż jest.

Poszukiwacz marzeń… miał być reportażem… Miał być, bo stanowczo wiele mu brakuje. Autorka wybrała się do Brazylii kręcić materiał video, by ukazać prawdę brazylijskich faweli. Na samym początku poznajemy główną bohaterkę i zarazem autorkę. Dowiadujemy się, gdzie studiowała, i że zamierza jechać do Brazylii, bo niegdyś oglądnęła film o Amazonii, który bardzo ją zainteresował. Autorka przedstawia nam także swoich współtowarzyszy, którzy mają pomóc jej kręcić film, w efekcie końcowym jednak się wykruszają i stwierdzają, że się boją i zamiast towarzyszyć w zbieraniu materiału, jadą dalej. To wielki i uproszczony skrót, jednakże czytelnik nic poza tym nie jest w stanie się dowiedzieć.

Miało być o prawdzie, o tym, jak wygląda prawdziwa Brazylia, fawele, a nawet mafia i wojna. I o ile reportaż powinien nas wciągnąć w historię, która jest opisywana, zachłannie powinniśmy czytać kolejne strony i wręcz wejść w całą historię, tak tutaj, mam wrażenie, tej historii nie ma.

Poszukiwacz marzeń. Z kamerą na wojnie w BrazyliiAutorka niby wyrusza w Brazylię chcąc nakręcić materiał. Zadaje ludziom pytania „o czym marzą?” czy „czego najbardziej żałują?”. Cóż… teoretycznie się tego dowiadujemy dzięki stwierdzeniu autorki, że wszyscy ludzie marzą o pieniądzach. Gdy pojawia się nadzieja na to, że wreszcie będzie jakaś historia, fragmencik, który poruszy czytelnika, jest on rozegrany w zaledwie paru zdaniach i w żaden sposób nie wpływa na czytelnika, mimo że autorka prawie się popłakała.

Niby są fawele, niby brazylijska mafia, a nawet mafiozi, jak określa ich autorka, która ukazuje ich jako bardzo wrażliwych ludzi. Jednak suchy opis, bez większych emocji, dobrania odpowiednich słów powoduje, że jest to wręcz nijakie.

Brak emocji, napięcia, mamy za to chaos. Zamiast o ludziach, mamy o autorce, która sama przyznaje w tekście, że jest uparta, a na dodatek jest egoistką i to o niej w zasadzie dowiadujemy się najwięcej, a nie o ludziach w Brazylii, wojnie czy fawelach. Sami zaś jesteśmy w stanie wywnioskować, że autorka niewiele wiedziała o miejscu, do którego pojechała, a scenariusz i to, co chciała osiągnąć, pisała z dnia na dzień. Na dodatek ludziom, z którymi rozmawiała, wmawiała, że robi program dla telewizji, a w rzeczywistości dla żadnej telewizji nie pracowała.

Reportaż to raczej nie jest… To raczej coś, co miało być reportażem, może opowiadaniem? Językowo jest bardzo słabo. Na dodatek momentami traci się spójność, a niektóra konstrukcja zdań i powtórzenia drażnią, jak chociażby: „Jako że Isabel studiuje obecne problemy społeczne w Brazylii, robiła research na temat życia w fawelach. Poznała tam 30-letniego Francesca i na życiu Francesca oparła swoje badania. Dzisiaj wyruszamy z kamerą poznać Francesca i jego rodzinę”.

Ciężko określić, o czym jest Poszukiwacz marzeń…. Bo na pewno nie o Brazylii, wojnie czy fawelach. Czytelnik nie jest w stanie dowiedzieć się o niczym, co mogło go zainteresować po przeczytaniu tytułu. W zasadzie ciężko stwierdzić co tu nie gra… można by iść na łatwiznę i stwierdzić, że wszystko. Historia polskiego reportażu jest ogromna, znajdują się w niej wybitne nazwiska. Wystarczyłoby wymienić nazwisko Kapuścińskiego, który o Ameryce Północnej pisał. Książka nie wyszła, natomiast może Karolinie Kozioł lepiej wyszedł materiał video niż przelanie jej historii na papier.


Poszukiwacz marzeń. Z kamerą na wojnie w Brazylii

Karolina Kozioł

Wydawnictwo: Psychoskok

Rok wydania: 2017

Ebook

Klaudia Chwastek

Redaktor naczelna Magnifier, która trzyma wszystko i wszystkich w ryzach. Ambitna i niebojąca się wyzwań, czasem zbyt poważna, wymagająca wiele od innych, ale i od siebie. Interesuje się wieloma rzeczami. Na co dzień studentka, która lubi posiedzieć przy kawie w klimatycznych kawiarniach.

Kontakt: klaudia.chwastek@e-magnifier.pl

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy