Prawdziwy thriller

Tomasz Jakut
Prawdziwy thriller

Rzadko która książka oparta na faktach – i to w dodatku historyczna – jest w stanie przykuć uwagę czytelnika na długie godziny, sprawiając mu równocześnie tę perwersyjną przyjemność, jaką dostarczyć mogą jedynie książki pełne brutalnej akcji. Czy smętna historia z początków XX wieku jest w stanie dostarczyć komukolwiek mocnych wrażeń?

Przyznam bez bicia, że jeśli chodzi o historię, to okres I wojny światowej nie jest moim ulubionym. Powiem więcej: wiem o nim zawstydzająco mało. Owszem, umiem umiejscowić ją w czasie i z pamięci wyrecytować jakie miała konsekwencje dla naszego kraju… i na tym moje informacje się kończą. Dlatego z zainteresowaniem sięgnąłem po książkę Howarda Bluma Szpiedzy kajzera. Co prawda mój bystry umysł uważał za całkowicie normalne, że w tak wielkim konflikcie zbrojnym występował też wątek pracy wywiadowczej, jednakże, oprócz mego jakże mglistej świadomości, nie znałem żadnych faktów potwierdzających tę tezę. Warto było je zatem poznać.

A książka Bluma do tego celu nadaje się znakomicie. W treści znajdziemy cytaty wypowiedzi zarówno byłych agentów niemieckich, jak i tropiących ich policjantów. Poznamy też bliżej sytuację polityczno-gospodarczą ówczesnych Stanów Zjednoczonych oraz przyjrzymy się pokrótce sytuacji demograficznej. Wszystko na podstawie rzetelnych źródeł historycznych, których spis znaleźć możemy na końcu książki.

Nie ma jednak potrzeby obawiać się, że Blum przyjął rolę rzetelnego kronikarza, odnotowującego zdarzenia co do minuty i zanudzającego przy tym suchym, naukowym językiem. Cała historia ubrana jest w szaty niezwykle nęcącego thrillera politycznego, którego fabuła – o dziwo! – rozegrała się naprawdę na ulicach amerykańskich miast. O czym są Szpiedzy kajzera? O szpiegach, rzecz jasna! Spotkamy niemieckiego ambasadora w USA, który otrzymuje od samego szefa niemieckiego wywiadu ściśle tajne zadanie: stworzyć siatkę szpiegowską w Ameryce i dopilnować, żeby dostawy żywności i amunicji dla aliantów nigdy nie dopłynęły do Europy. Ten jeden rozkaz uruchamia spiralę przerażających zdarzeń, które raz na zawsze pogrążyć miały aliancką Europę i stworzyć z Niemiec prawdziwą światową potęgę. Główna oś fabularna kręci się wokół nieustannych sabotaży statków transatlantyckich, którym kres ma położyć Tom Tunney, szanowany oficer nowojorskiej policji. W trakcie swego śledztwa wpada na trop potężnej siatki wywiadowców, którzy nie trudnią się tylko sabotażami, ale też wszelakimi przekrętami finansowymi, zamachami czy w końcu – konstruowaniem i używaniem potężnej broni biologicznej. Całego śledztwa nie ułatwia też fakt, że prezydent USA jak mantrę powtarza mit o neutralności Stanów, skutecznie torpedując działania własnego kontrwywiadu…

W miarę czytania coraz bardziej przeraża myśl, że ta historia wydarzyła się naprawdę. Jest o wiele lepsza i bardziej zaskakująca niż niejeden thriller, który czytałem. Obydwie strony nieustannie kluczą, próbując zmylić siebie nawzajem, a stawką jest życie nie tylko obywatelów USA, lecz także ludność połowy Europy. Ta zatrważająca gra toczy się od samego początku wojny aż do momentu, gdy w mit neutralności USA nie wierzy już nikt i Ameryka jest zmuszona przystąpić do wojny. Wydawać by się mogło, że wydarzenia z książki Bluma są zbyt nieprawdopodobne, by wydarzyć się naprawdę (i to w tamtych czasach!), a jednak…

Niesamowicie wciągający thriller, który pozostawia smutną konstatację na temat kondycji ludzkości i tego, jak wiele ideałów jesteśmy gotowi podeptać w imię idei…

Howard Blum
Szpiedzy kajzera
Wydawnictwo Muza SA
Rok wydania: 2015
Okładka: miękka
Liczba stron: 416

Tomasz Jakut

W niektórych kręgach znany bardziej jako Comandeer. Nadmiernie owłosione indywiduum zajmujące się dwiema całkowicie sprzecznymi ze sobą dziedzinami życia, jakimi są pisanie i programowanie. Przez jednych wyklinany jako zbytni konserwatysta w sprawach czystości kodu, przez drugich wskazywany jako przykład nieustannego narzekania przy pomocy pióra. Wiecznie niezadowolony i gotowy do krytykowania wszystkiego, co można skrytykować. Nic zatem dziwnego, że w Magnifier przypadła mu rola korektora…

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz