Tutsi umierali w ciszy

Jakub Rudnicki
Tutsi umierali w ciszy

Po uzyskaniu przez Rwandę niepodległości w 1962 roku władzę w niej obejmują Hutu. Odnieśli oni zwycięstwo, obalili króla, wyładowali swą furię na ciemiężycielach, najedli się do syta mięsa. Ale konflikt bynajmniej nie został rozwiązany. Przecież część populacji Tutsich została w Rwandzie, a ci którzy z niej uciekli, w przygranicznych obozach w Ugandzie, Tanzanii czy Kongu łaknęli zemsty. Zemsta jest głęboko zakorzeniona w mentalności afrykańskiej. Prawo zemsty od zawsze regulowało tu stosunki międzyludzkie. Hutu o tym wiedzą, więc rodzi się w nich strach.

Na początek kilka faktów

Wieczorem 6 kwietnia 1994 roku w pobliżu Kigali został zestrzelony samolot prezydenta Rwandy Juvénala Habyarimany. Na pokładzie znajdował się także Cyprien Ntaryamira, prezydent sąsiedniego Burundi. Obydwaj politycy ponieśli śmierć. Obydwaj byli Hutu. W myśl postanowień konstytucji, obowiązki głowy państwa przejęła premier Agathe Uwiliniyimana. Została ona jednak następnego dnia rano wraz ze swym mężem i dziesięcioma chroniącymi ich belgijskimi żołnierzami brutalnie zamordowana przez członków Gwardii Prezydenckiej. Zarówno pani premier jak i jej mąż byli Hutu. Tego samego dnia zaczęły się pierwsze rzezie, które trwały sto dni. Kres położyło im zdobycie 4 lipca Kigali przez odziały Rwandyjskiego Frontu Patriotycznego. W ciągu tych stu dni głównie od ciosów maczet zginęło około osiemset tysięcy ludzi. Tylko dlatego, że byli Tutsi. Co do liczby ofiar, to w związku z tym, że Hutu nie silili się na prowadzenie statystyk w przeciwieństwie choćby do nazistów, nie da się jej precyzyjnie ustalić. W związku z powyższym można się spotkać z danymi mówiącymi nawet o ponad milionie zabitych. Ale przecież nie o statystyki tu chodzi.

Kraina Tysiąca Wzgórz

Rwanda

Źródło: http://www.democracynow.org/2014/4/7/20_years_later_rwanda_commemorates_genocide

Rwanda to mały górzysty kraj w Afryce centralnej. Ze względu na swoje ukształtowanie nazywana Krainą Tysiąca Wzgórz. Od wieków zamieszkiwana była przez trzy grupy społeczno – zawodowe stanowiące jedną wspólnotę Banyarwanda. Ryszard Kapuściński w swoim Wykładzie o Ruandzie zamieszczonym w Hebanie woli posługiwać się terminem kasta. Pierwsza grupa czyli Tutsi (14 procent populacji) to właściciele stad bydła, Hutu (85 procent) to rolnicy, Twa (1 procent) to wyrobnicy i posługacze. Należy podkreślić, że nie ma mowy tutaj o trzech różnych plemionach. Tutsi, którzy najprawdopodobniej na terenie Rwandy pojawili się w XV wieku, stanowili warstwę uprzywilejowaną. Przez wieki istniała tu monarchia rządzona przez mwami – króla, który zawsze był Tutsi. Klasę rządzących stanowili zatem Tutsi, chociaż na dobrą sprawę ich jedynym bogactwem były krowy ankole. Krowa w tym społeczeństwie była jednak miarą bogactwa, prestiżu i władzy, a monopol na posiadanie stad należał do Tutsich, stąd ich przewaga. Jak się łatwo domyślić, najwięcej ankoli posiadał król. Krów tych nie zabijano, były święte, nietykalne. Żywiono się ich mlekiem oraz krwią (pozyskiwano ją z nacinanych dzidami tętnic szyjnych). Hutu, będący rolnikami, byli zależni od warstwy uprzywilejowanej. Cześć zbiorów musieli oddawać Tutsim, w zamian za opiekę i możliwość dzierżawienia ankoli. Relacje między tymi dwoma grupami wykazują pewne podobieństwo do panującego w średniowiecznej Europie ustroju feudalnego.

Rwanda pod władzą Niemiec

Królestwo Rwandy, ze względu na swoje położenie geograficzne, przez długi czas pozostawało w stanie izolacji. Królowie nie wpuszczali obcych na terytorium kraju, ale też nie prowadzili polityki podbojów. W 1885 roku podczas konferencji w Berlinie, na której mocarstwa kolonialne dzieliły się Afryką, terytorium Rwandy przypadło w udziale Niemcom. Oczywiście nikt nie zadał sobie trudu, żeby jej mieszkańców poinformować o tym fakcie. Zresztą pierwszy Niemiec, a był nim oficer i podróżnik, hrabia Gustaw Adolf von Götzen, dotarł do Krainy Tysiąca Wzgórz dopiero w 1894 roku. Ten brak pośpiechu może tłumaczyć fakt, że kraj ten był pozbawiony bogactw naturalnych, które stanowiły magnes dla Europejczyków rozdrapujących Afrykę swoimi pazernymi łapami. Götzen, który spotkał się z synem króla, ze zdziwieniem skonstatował, że oto ma przed sobą smukłego, wysokiego mężczyznę o subtelnych rysach. Źródłem jego konsternacji były stereotypowe wyobrażenia o mieszkańcach Czarnego Lądu. Białemu Europejczykowi nie mieściło się w głowie, że ktoś smukły i piękny może być czarny. W ten właśnie sposób zostało zasiane ziarno rasizmu. Koncepcja rasy, na co zwraca uwagę Hannah Arendt w Korzeniach totalitaryzmu, stanowiła jedną z dwóch podstawowych zasad organizacji politycznej i sprawowania władzy nad podbitymi ludami przez państwa kolonialne. Drugą zaś była biurokracja.

Niemcy nie przejawiali większego zainteresowania swoją kolonią. Podobnie rzecz się miała z Belgami, którzy przejęli nad nią kontrolę po I wojnie światowej. W związku z powyższym opisana wyżej struktura władzy z powodzeniem mogła dalej funkcjonować. Można powiedzieć, że Belgowie rządzili Rwandą rękami Tutsich. Dość wygodny sposób. Jednak Belgowie mieli pewien twórczy wkład w historię Rwandy, bo to właśnie oni w trzech grupach tworzących Banyarwanda ujrzeli plemiona. Tak działania kolonizatorów w Sezonie maczet charakteryzuje Jean Hatzfeld:

Owszem, przez stulecie kolonialna administracja i kler robili wszystko, by przeciwstawić jedną grupę etniczną drugiej, sprowadzili tu całe zastępy antropologów, których pełne uprzedzeń rozprawy o Afrykanach są tak odrażające i głupie, że wypadają czytelnikowi z rąk.

Niejako zwieńczeniem tej polityki w Rwandzie było wprowadzenie na początku lat trzydziestych XX wieku dowodów osobistych zawierających informację o przynależności etnicznej. I w ten sposób dokonano ostatecznego podziału między tworzącymi Banyarwanda grupami. W przeszłości Tutsi i Hutu nie były grupami zamkniętymi. Zdarzało się, że bogaty Hutu, którego stać było na wykup odpowiedniej liczby krów stawał się Tutsi, a zubożały Tutsi stawał się Hutu. Do tego należy jeszcze dodać mieszane małżeństwa. Na szczęście jest rasa i od razu wszystko staje się prostsze.

Konflikt, który nabierał znaczenia

Rwanda

Źródło: http://www.unitedhumanrights.org/2009/05/the-genocide-in-rwanda

W połowie XX wieku pomiędzy Tutsi i Hutu narasta silny konflikt. Jego przedmiotem jest ziemia, której w małej, górzystej i gęsto zaludnionej Rwandzie po prostu brakuje. Rozrastające się stada należące do Tutsich potrzebują coraz więcej pastwisk. Stworzyć je można jedynie odbierając ziemię Hutu. I właśnie w tym momencie aktywizują się Belgowie. W całej Afryce w tym czasie do głosu dochodzą tendencje niepodległościowe i antykolonialne. Belgia należy do tych państw kolonialnych, które na zaistniałą sytuację były najbardziej nieprzygotowane. Jako, że Tutsi stanowiący najlepiej wykształconą warstwę społeczeństwa, domagają się natychmiastowej niepodległości Belgowie zmieniają front i zaczynają popierać Hutu i podburzać ich przeciw Tutsi. W 1959 roku wybucha w Rwandzie chłopskie powstanie. W jego wyniku monarchia została obalona, a Tutsi padli ofiarą krwawych rzezi. Szacuje się, że zginęło ich wówczas kilkadziesiąt tysięcy na ogólną liczbę trzystu tysięcy. Wielu z tych, którzy przeżyli uciekli do krajów sąsiednich: Konga, Ugandy, Tanganiki i Burundi. Po uzyskaniu przez Rwandę niepodległości w 1962 roku władzę w niej obejmują Hutu. Odnieśli oni zwycięstwo, obalili króla, wyładowali swą furię na ciemiężycielach, najedli się do syta mięsa. Ale konflikt bynajmniej nie został rozwiązany. Przecież część populacji Tutsich została w Rwandzie, a ci którzy z niej uciekli w przygranicznych obozach w Ugandzie, Tanzanii czy Kongu łaknęli zemsty. Zemsta jest głęboko zakorzeniona w mentalności afrykańskiej. Prawo zemsty od zawsze regulowało tu stosunki międzyludzkie. Hutu o tym wiedzą, więc rodzi się w nich strach.

W 1963 roku Tutsi atakują od południa z terytorium sąsiedniego Burundi, kraju o podobnych warunkach geograficznych i zbliżonej strukturze społecznej, gdzie władzę w dalszym ciągu sprawują Tutsi. Po dwóch latach dochodzi do kolejnej inwazji. Armia Hutu ją zatrzymuje i odpowiada okrutną rzezią, w której według różnych szacunków ginie zaszlachtowanych maczetami od dwudziestu do pięćdziesięciu tysięcy Tutsi. Przez lata trwają przygraniczne walki. Partyzanci Tutsi palą wsie i mordują ludność, Hutu odpowiadają rzeziami. Należy dodać, że każda większa masakra Tutsich w Rwandzie, skutkuje mordowaniem Hutu w Burundi. W 1972 roku podejmują oni próbę powstania niejako na wzór rwandyjski. Kończy się ono wymordowaniem ponad stu tysięcy Hutu burundyjskich. Ich pobratymcy z Rwandy postanawiają zareagować. Potrzeba jest tym bardziej paląca, że abstrahując od gigantycznych rozmiarów owej rzezi, w Rwandzie szuka schronienia ponad milion uchodźców. A kraj już jest przeludniony. Na fali tych wydarzeń w wyniku zamachu stanu władzę obejmuje stojący na czele armii generał Juvénal Habyarimana reprezentujący radykalny, szowinistyczny odłam Hutu. Wprowadził on dyktaturę opartą na systemie monopartyjnym. Teraz obok linii podziału na Tutsi i Hutu zarysowała się druga ­­- na zwolenników i przeciwników dyktatury. W owym czasie następuje faktyczna prywatyzacja państwa. Staję się ono własnością klanu z Gisenyi (miejscowość, z której pochodził prezydent), a uściślając  – własnością żony Habyarimany, Agathe, i jej trzech braci, Sagatawy, Seraphina i Zeda, oraz grona kuzynów tychże.

Eksterminacja populacji

Rwanda

Świadectwa ludobójstwa

W tym czasie diaspora Tutsich w sąsiednich krajach stale się powiększa. Wegetują oni w trudnych warunkach w przygranicznych obozach, nieustannie marząc o powrocie i odwecie. Jednak wydostanie się z obozu nie jest łatwe, tym bardziej, że władza tego zabrania. Wyjątkiem jest Uganda, w której trwa wojna domowa. Joveri Museveni, który rozpoczyna w latach osiemdziesiątych wojnę partyzancką przeciwko krwawemu reżimowy Miltona Obote’a potrzebuje ludzi do walki. I znajduje ich wśród przebywających w Ugandzie Tutsich. Ochotnicy przechodzą szkolenie wojskowe, a wielu z nich kończy za granicą szkoły oficerskie. W styczniu 1986 roku Museveni wkracza do Kampali i obejmuje władzę. W 1988 roku powstaje w Ugandzie Front Patriotyczny Rwandy. O świcie 1 października 1990 roku partyzanci z FPR wkraczają na terytorium Rwandy. W Kigali rządzący wpadają w panikę. Jest ona jak najbardziej uzasadniona. Armia Habyarimany jest słaba i zdemoralizowana, a od granicy do Kigali jest niewiele ponad 150 kilometrów. Prawdopodobnie rebelianci zjawiliby się w stolicy w ciągu góra dwóch dni, ponieważ wojska rządowe nie stawiały oporu. W tych okolicznościach prezydent zdecydował się na desperacki krok i wykonał „telefon do przyjaciela”, czyli do prezydenta Francji François Mitterranda. Francuzi, kierując się postkolonialnymi mrzonkami o ochronie wspólnoty języka francuskiego, wysłali do Kigali swoich spadochroniarzy. Tylko dwie kompanie, ale to wystarczyło. Partyzanci z oczywistych przyczyn nie chcieli ryzykować wojny z Francją. Przerwali ofensywę na Kigali, pozostali jednak na terytorium Rwandy, zajmując jej północno – wschodnie tereny. Wydaje się, że to był właśnie moment krytyczny, który pchnął wydarzenia na drogę prowadzącą do ludobójstwa. W tym okresie dochodzi w obozie władzy do sporów pomiędzy zwolennikami kompromisu i utworzenia rządu koalicyjnego a despotycznym klanem Akazu kierowanym przez żonę Habyarimany i jej braci. Sam prezydent nie za bardzo wie, co robić, więc stara się grać na zwłokę. Wtedy zwycięża linia klanu Akazu, który ma do dyspozycji usłużnych intelektualistów. Są to między innymi profesorowie wydziałów historii i filozofii uniwersytetu w Butare – Ferdinand Nahimana, Casimir Bizimunga i Leon Mugesira. Oni stworzą ideologiczne uzasadnienie ludobójstwa jako jedynego właściwego wyjścia i sposobu na przetrwanie. W tym miejscu należy zwrócić uwagę na to, że rola intelektualistów w planowaniu zbrodni jest jedną z kilku cech wspólnych dla tego ludobójstwa i Holocaustu. W swej doskonałej monografii zatytułowanej Wierzyć i niszczyć francuski historyk Christian Ingrao opisuje grupę młodych, inteligentnych ludzi z doktoratami takich kierunków jak prawo, historia czy geografia i wysokimi stopniami oficerskim SS. Ludzie ci brali aktywny udział zarówno w planowaniu jak i realizowaniu zbrodniczej polityki nazistowskiego reżimu. Jak już wspomniałem, analogii jest więcej i o tym za chwilę. Wracając do naszych pomysłowych profesorów z Butare, to stwierdzili oni, że Tutsi to najzwyczajniej w świecie obca rasa. Znowu ta rasa! To Niloci, którzy przybyli do Rwandy gdzieś znad Nilu i podbili Hutu. Konkluzja tych wywodów jest jednoznaczna. W Rwandzie nie ma miejsca dla tych dwóch grup. Trzeba naprawić błąd z 1959 roku. Tu pojawia się kolejna analogia z hitlerowską Zagładą, a mianowicie zamysł eksterminacji całej populacji.

Rozpoczynają się przygotowania. Armia zostaje zwiększona z pięciu do trzydziestu pięciu tysięcy żołnierzy. Formacją o dużej wartości bojowej staje się Gwardia Prezydencka. Jest to elitarna jednostka szkolona przez francuskich instruktorów. Z Francji, RPA i Egiptu płyną dostawy broni i sprzętu wojskowego. Powstają bojówki Interahamwe (wyraz ten dosłownie oznacza jedność), które wykazują się wyjątkową gorliwością i bestialstwem w czasie ludobójstwa. Nasila się propaganda w Radiu Mille Collines. Z Chin sprowadzono pięćset osiemdziesiąt jeden tysięcy tanich maczet.

W wyniku wywieranej przez państwa afrykańskie na Habyarimane presji 4 sierpnia 1993 dochodzi do zawarcia porozumienia w Aruszy na mocy, którego partyzanci z FPR mieli wejść w skład rządu i parlamentu oraz stanowić 40 procent armii. Taki kompromis był jednak nie do przyjęcia dla klanu Akazu. Wieczorem 6 kwietnia 1994 roku nad Kigali zostaje zestrzelony samolot prezydencki, a Radio Mille Collines nadaje komunikat: ściąć wysokie drzewa!

Pytania bez odpowiedzi

W tym miejscu można by właściwie zakończyć te rozważania, ale nasuwa mi się kilka pytań, które z wyjątkiem jednego są bez odpowiedzi. Przynajmniej ja takiej odpowiedzi nie potrafię udzielić. Dlaczego ONZ nie zrobiła nic, aby zapobiec ludobójstwu, pomimo tego, że już w grudniu 1993 wiedziała o tym, że jest planowane? Odziały UNAMIR (United Nations Assistance Mission for Rwanda) mające pomagać w realizacji porozumień w Aruszy, w momencie rozpoczęcia masakr dostały rozkaz, aby nie reagować. Ich dowódca, generał Romeo Dallaire wysłał prośbę o zgodę na przejęcie czterech zidentyfikowanych składów broni w Kigali. Prośba została odrzucona przez ONZ. Następnie wysłał prośbę bezpośrednio do Sekretarza Generalnego ONZ Boutrosa Boutrosa-Ghalego o pozwolenie na obronę cywilów rwandyjskich, których wielu szukało schronienia w bazach ONZ. Również i ten postulat odrzucono, tak samo jak kolejne, tym razem o zwiększenie kontyngentu. Początkowo liczył on 2500 tysiąca żołnierzy, a 14 kwietnia, tydzień po rozpoczęciu masakr, został zmniejszony do 450 żołnierzy.

W jakim stanie ducha jest człowiek, który przez ponad miesiąc, codziennie od rana do wieczora poluje z maczetą w ręku na swoich sąsiadów i traktuje to jak zwykłą pracę? Owszem, ciężką, ale pracę. Tak swoją działalność określali bohaterowie wstrząsającej książki Jeana Hatzfelda Sezon maczet. Zwykli chłopi mieszkający na kilku wzgórzach wokół miasteczka Nyamata położonego kilkadziesiąt kilometrów na południe od Kigali. Od 11 kwietnia do 14 maja na okolicznych bagnach zginęło 50 tysięcy Tutsi. Przed rozpoczęciem rzezi ich populacja w tym powiecie wynosiła 59 tysięcy.

Ten przykład dość dobitnie ilustruje tezę o banalności zła sformułowaną przez Hannah Arend w książce poświęconej procesowi pewnego oficera SS, który uważał się za sumiennego urzędnika do którego obowiązków należało to, żeby pociągi docierały na czas do celu. A to, że stacje końcowe nosiły nazwę Auschwitz-Birkenau, Bełżec, Treblinka. No cóż.

A teraz pytanie, na które akurat jest odpowiedź. Co zrobili biali przebywający w Rwandzie w 1994 roku? Wyjechali. Oczywiście zdarzały się chwalebne i zasługujące na najwyższy szacunek wyjątki jak na przykład Carl Wilkens będący jedynym spośród przebywających tam wówczas 257 Amerykanów, który nie wyjechał. Pojedyncze przypadki nie zmieniają obrazu całości. Biali wyjechali z Rwandy i dlatego Tutsi mogli umierać w ciszy.

Literatura:

Hanna Arendt, Eichmann w Jerozolimie, Kraków 2010.
Hanna Arendt, Korzenie totalitaryzmu, Warszawa 2008.
Jean Hatzfeld, Strategia antylop, Wołowiec 2009.
Jean Hatzfeld, Sezon maczet, Wołowiec 2012.
Christian Ingrao, Wierzyć i niszczyć. Intelektualiści w machinie wojennej SS, Wołowiec 2013.
Ryszard Kapuściński, Heban, Warszawa 1998.
Wojciech Tochman, Dzisiaj narysujemy śmierć, Wołowiec 2010.

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy