Sierściuchy

Tomasz Jakut
Sierściuchy

Ciepłe, letnie poranki spędzane w pędzącym przed siebie pociągu zmuszają do głębokich refleksji nad dziwnościami otaczającego nas świata i często przynoszą zaskakujące odpowiedzi na pytania, których nigdy nie wypowiedzieliśmy na głos, ale które od dawna kołatały się w naszej podświadomości. I mnie dzisiaj również nawiedziły nieprzewidziane myśli…

Pies jaki jest każdy widzi: cztery łapy, ogon, stojące uszy i wystawiony jęzor. Chodzi sobie po podwórku, podleje drzewko, podkradnie kotu jedzenie, pogania chwilę za wiewiórką… Innymi słowy – wiedzie żywot na tyle beztroski, że w naszych zszarganych stresem duszach wrzodziejące rany codzienności krwawią posoką czarną. Zazdrościmy naszym nieświadomym niczego sierściuchom i wbrew logice rozpieszczamy je jeszcze bardziej, kupując im kiełbasę wyborową za jedyne 40 złotych za kilogram, która jest tak wyborowa, że nie umiemy sobie na nią pozwolić nawet w święta. Dzięki temu mamy jeszcze więcej pretekstów do patrzenia z zawiścią na biegającego po polu futrzaka.

I żeby te bestie cokolwiek przeczuwały, żeby rozumiały jak wielką pustkę w sercach naszych uczyniły! Ale nie… Ich puszyste mordki zawsze wyrażają niczym niezachwianą radość z byle jakiego powodu. Po raz kolejny wzeszło słońce, dokładnie tak samo, jak od miliardów lat? To doskonały powód, żeby pomerdać ogonem i trochę poszczekać! Pada deszcz czterdziesty dzień z rzędu, czego nie przetrzymała nawet najbardziej hydrofilna roślinka w ogrodzie? Trzeba wypaść z budy i wyrazić swą radość tarzając się w najbardziej błotnistej kałuży w okolicy, po czym pobiec do kuchni przez świeżo wyprany biały dywan właściciela! Właściciel wrócił z pracy po 20 godzinach nadgodzin w kopalni, gdzie wydobywa węgiel 3 kilometry pod ziemią i nie ma siły nawet ruszyć ręką? Najlepiej na niego skoczyć, przewrócić na betonowy podjazd i jego dziwne warczenie (zaczynające się na głoskę „k” i kończące głoską „ć”) potraktować jako prośbę o histeryczne lizanie po twarzy!

Tak, te krwiożercze potwory potrafią się cieszyć z byle powodu. Ba, wszystko je raduje i wpędza we frustrującą ludzi ekscytację! I żeby jeszcze były na tyle przyzwoite, by się kryć z tym… Ale nie! Ostentacyjnie okazują nam swoją nieustanną, nigdy niekończącą się, irytującą, denerwującą i wkurzająco niewinną radość, dziwiąc się naszym posępnym minom i podkrążonym oczom, marzącym o dawno zapomnianym spokojnym śnie. I jeszcze śmią się dziwić czemu nie rzucamy się ohoczo do zabawy z nimi i nie taplamy się w czterdziestodniowym błocie, które skrzętnie pokryło cały nasz wypielęgnowany i wymuskany ogród w stylu francuskim.

Te futrzaste bestie uprzykrzają nam życie codziennie. Ich radosne szczekanie prześladuje nas nawet w nocy, gdy po całym dniu pełnym ważnych obowiązków próbujemy choć chwilę się przespać. Wówczas, zirytowani do granic możliwości, zarzucamy palto na naszą piżamę i w domowych pantoflach wychodzimy do naszego zabłoconego ogrodu, odnajdujemy hałasującego potwora i jako najbardziej rozumna istota na ziemi, wybrana do piastowania ważnego stanowiska władcy tejże planety, przystępujemy do wymierzania prawdziwej sprawiedliwości. Lecz – o dziwo! – nasze dłonie zaciśnięte w kułak zamiast uderzyć pysk futrzastego mąciwody nagle rozwierają się i zanurzają w ciepłych kudłach. I nici ze sprawiedliwości. Bestia znów wygrała… I wracamy pokonani do łóżka, dziwiąc się i bojąc własnej bezsilności. Jest nam wstyd, że to stojące niżej w hierarchii bytów stworzenie po raz kolejny nas przechytrzyło.

I wiecie co? Patrząc na pędzący za oknem pociągu las nagle doznałem olśnienia. Zrozumiałem fenomen sierściuchowych terrorystów! Nasze futrzaki to filozofowie! Tak, filozofowie. I to najmądrzejsi z najmędrszych. Bo tacy, którzy odkryli co to znaczy naprawdę żyć…

Rudej łachudrze, która bierze z życia pełną łapą.

Tomasz Jakut

W niektórych kręgach znany bardziej jako Comandeer. Nadmiernie owłosione indywiduum zajmujące się dwiema całkowicie sprzecznymi ze sobą dziedzinami życia, jakimi są pisanie i programowanie. Przez jednych wyklinany jako zbytni konserwatysta w sprawach czystości kodu, przez drugich wskazywany jako przykład nieustannego narzekania przy pomocy pióra. Wiecznie niezadowolony i gotowy do krytykowania wszystkiego, co można skrytykować. Nic zatem dziwnego, że w Magnifier przypadła mu rola korektora…

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy