Średniowiecze da się lubić w Krakowie!

Katarzyna Tkaczyk
Średniowiecze da się lubić w Krakowie!

Od piątego lipca do końca wakacji co weekend będzie można przenieść się do średniowiecza i poznać ówczesną kulturę oraz obyczaje. Wystarczy przekroczyć mury Barbakanu…

Średniowiecze da się lubić w Krakowie

Na białych jedwabnych dywanach zasiedli rycerze; dla rozrywki, najstarsi i najmędrsi grają w warcaby i w szachy, a płocha młódź bije się w szable.
Anonim, Pieśń o Rolandzie

Piąty lipca, południe. Z wieży mariackiej dobiega dźwięk hejnału, a przed Barbakanem gromadzi się tłum zaciekawionych gapiów. Wszyscy patrzą na korowód rycerzy z tarczami i mieczami oraz powabnych niewiast, który rusza w dół ulicy Floriańskiej zapraszając wszystkich na coroczny festiwal kultury średniowiecznej, organizowany przez Muzeum Miasta Krakowa.

Już wkrótce pierwsi widzowie nieśmiało przekraczają bramę Barbakanu. Na okrągłym placu znajduje się kilka stanowisk. Najbardziej po lewo – z ubraniami, obok odkryta pracownia kowala. Po przeciwnej stronie przy murach leży porzucony rynsztunek, nieco dalej kolejne zakryte stanowisko i stolik z drewnianymi oraz glinianymi naczyniami. Wysoko na murach, niemal pod dachem wszą kolorowe sztandary. Już wkrótce do Barbakanu wracają rycerze i damy. Wyraźnie uradowani ale zmęczeni ciężarem swoich zbroi muszą prosić o pomoc przy ich zdejmowaniu. Pozwalają sobie na chwilę odpoczynku – w tym czasie kowal rozpala ogień i przygotowuje wszystkie niezbędne narzędzia do kucia broni. Głośny wystrzał z rusznicy rozpoczyna imprezę. Jak się okazuje, zwyczaje średniowieczne będzie można nie tylko oglądać, ale i doświadczać osobiście. Każdy może zostać kowalskim czeladnikiem i pod okiem mistrza spróbować swoich sił w wykuwaniu zbroi. W międzyczasie na środku placu rozgrywa się turniej – rycerze stają naprzeciw siebie i w zażartych walkach mierzą swe siły. Oczywiście, zachowują przy tym wszystkie zasady etosu rycerskiego – a jedną z nich jest ulitowanie się nad pokonanym przeciwnikiem.

Gdy komuś znudzą się walki, może przymierzyć prawdziwe średniowieczne stroje. Giezło, suknia, płaszcz i czepiec – i już można zostać mieszczanką ze średniowiecznego Krakowa. Dla panów jest oczywiście inny zestaw – przeszywanica, dzięki której nie zrobią się odgniecenia od zbroi, rękawice oraz hełm. Przy zakładaniu wszystkich elementów pomagają dwie panie, przy okazji tłumacząc fachowo co, jak i po co.

Także dla zainteresowanych wojaczką znajdzie się coś ciekawego. Rycerze, którzy nie biorą udziału w walkach, udzielają fachowych lekcji władania mieczem. Najodważniejsi mogą potem stanąć w szranki ze swoimi mistrzami – samotnie lub w towarzystwie bliskich. Na przykład walecznych mam-amazonek. Trwają również przygotowania do kolejnego wymarszu w miasto. Tym razem wezmą w nim udział także giermkowie, musztrowani przez lekkozbrojnych. Na oku mają ich też rycerze, którzy dopiero co zakończyli walkę. Chociaż przed chwilą ścierali się na śmierć i życie, teraz siedzą obok siebie. Tarcze, miecze i rękawice porzucono pod murami, dając tym samym widzom okazję do przyjrzenia się im dokładniej.

Z Barbakanu są dwa wyjścia, jednak jedno jest ciągle zamknięte. Dlaczego? Jak ostrzegł już na samym początku imprezy sympatyczny kowal, otworzenie drewnianych wrót grozi śmiercią. Po drugiej stronie bowiem swoich sił próbują łucznicy, kusznicy, a także miłośnicy trebuszy. Do napięcia łuku czy naciągnięcia kuszy potrzeba sporo siły, ale dzięki pomocy mistrzów każdy wie, jak to zrobić poprawnie. Czy pocisk trafi do celu? Strzelających otacza tłum kibicujących im gapiów. Kto by pomyślał, że łuk czy kusza potrafi wzbudzić tyle emocji?

Gdy już sztuka wojenna nie ma przed nami tajemnic, wiemy już jak wygląda praca kowala i jak noszą się średniowieczne ubrania, można oglądnąć sam Barbakan. Przyglądnąć się murom, obejrzeć kraty nad bramami, przez które wylewano na wrogów gorącą smołę i wyglądnąć na zewnątrz przez maleńkie okienka, które dawniej służyły za stanowiska strzeleckie. Dziś jednak, choć Barbakan na nowo zapełnili rycerze, tu nie się na nich nie natkniemy. Znaleźć tam można tylko jeden z symboli Krakowa – gołębie, które czujnie obserwują każdego turystę.

Jak widać, dzięki swojej różnorodności średniowiecze naprawdę da się lubić – zwłaszcza w otoczeniu krakowskich budynków, pamiętających jeszcze wieki średnie. Dzięki akcji Muzeum Miasta Krakowa każdy, niezależnie od wieku, może przez chwilę poczuć się jak waleczny rycerz, silny kowal, czy piękna białogłowa.

[nggallery id=2]

Komentarze

Brak komentarzy