Stare, dobre czasy PRL-u

Tomasz Jakut
Stare, dobre czasy PRL-u

Moje doświadczenia z obcowania z nowymi książkami sprowadzają się do prostej konstatacji: im nowsza książka, tym większa szansa, że będzie niemożliwa do strawienia… Dlatego z przyjemnością sięgam po książki starsze, zwłaszcza po kryminały.

Tym razem wpadła mi w ręce ksiązka Jerzego Edigeya, Śmierć jubilera. Nie ukrywam, że to jeden z moich ulubionych autorów i zawsze z zainteresowaniem śledzę poczynania pułkownika Niemirocha i innych funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej. I tym razem zanurzyłem się w świat Polski lat 70., by przyglądać się jak nasz aparat sprawiedliwości rozprawia się ze straszliwą zbrodnią.

Zostaje zamordowany jubiler pracujący w placówce państwowej sieci handlowej Jubiler, a z kasy giną kosztowności warte prawie 2 miliony złotych. Od samego początku sprawy dowody przeciwko podejrzanemu są jasne i klarowne. On jednak uparcie przyznaje się wyłącznie do rabunku, lecz zaprzecza, aby był mordercą. Mimo wizji szubienicy nieustannie mówi o tajemniczym człowieku, który zaplanował karkołomną zbrodnię i zrobił wszystko, by pogrążyć złodzieja. Złodzieja, który ukrywa tajemnicę ze swej przeszłości…

Sprawą zajmuje się kapitan Tokarski, któremu przydzielono do pomocy porucznika Bagińskiego. Jako typowi oficerowi milicji… przeprowadzają typowe śledztwo. Mamy zatem przesłuchania, obserwacje, konfrontacje, protokoły, szukanie w aktach, rewizje… Ot, typowa praca milicjanta. I to właśnie w tradycyjnych, polskich kryminałach lubię najbardziej!

Oczywiście w niektórych miejscach należy przymknąć oko na propagandowe wstawki, bez których żadna książka się obyć nie może. Niewprawionego czytelnika może też razić nieskazitelność i praworządność PRL-owskiego aparatu sprawiedliwości (które to są podkreślane nieustannie!). Śmieszy także zakończenie, w którym autor tłumaczy czytelnikom, że tak naprawdę żadnych ciemnych interesów w uczciwych lokalach Jubilera nie ma, a sam kryminał jest tylko bajką dla dorosłych. Niemniej taki urok książek z tamtej epoki i osobiście sprawia mi to najwięcej frajdy przy czytaniu. No i jak można nie kochać książki, w której można znaleźć takie wspaniałe słowa:

Nawet najbardziej sprytny przestępca jest osamotniony. Walczy z całym społeczeństwem. Ma przeciwko sobie ogromną, sprawną kadrę milicji, zaopatrzoną w najnowsze zdobycze techniki. Dlatego zawsze musi przegrać w tej walce. Nie ma zbrodni doskonałej.

Ot, klasyczny kryminał z epoki. Takie lubię!


Jerzy Edigey
Śmierć jubilera
Miejsce i rok wydania: Warszawa, 1973
Wydawnictwo: Czytelnik
Okładka: miękka
Stron: 224

Tomasz Jakut

W niektórych kręgach znany bardziej jako Comandeer. Nadmiernie owłosione indywiduum zajmujące się dwiema całkowicie sprzecznymi ze sobą dziedzinami życia, jakimi są pisanie i programowanie. Przez jednych wyklinany jako zbytni konserwatysta w sprawach czystości kodu, przez drugich wskazywany jako przykład nieustannego narzekania przy pomocy pióra. Wiecznie niezadowolony i gotowy do krytykowania wszystkiego, co można skrytykować. Nic zatem dziwnego, że w Magnifier przypadła mu rola korektora…

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy