Stary Logan, a może

Grzegorz Stokłosa
Stary Logan, a może

Co prawda minęło sporo czasu od premiery, jednak pewne zobowiązania pozwoliły nam dopiero w ostatnim czasie udać się do kin na, wedle opinii i zapowiedzi, prawdziwą ucztę dla zmysłów. Pożegnanie Jackmana z Wolverinem określane jest jako najlepszy film z serii X-Men, jedna z najlepszych produkcji o superbohaterach, i wedle ocen fanów – jedna z najlepszych produkcji które od początku roku trafiły do kin. Jednak czy Logan jest produkcją aż tak wybitną?

Zacznijmy od początku. Minęły lata od znanych nam wydarzeń z wcześniejszych filmów. Mutantów ostała się garstka, w tym wiecznie żywy Logan i najpotężniejszy umysł świata – Xavier. Jednak trudno jest spoglądając na bohaterów dostrzec w nich potęgę dawnych lat. Mamy dwóch, zmęczonych życiem, podupadających na zdrowiu starszych panów. W dodatku jeden z nich każdego wieczoru wlewa w siebie barek, mogący swobodnie wystarczyć jako alkohol na niewielkim weselu. Pojawia się pytanie – co się stało? Czy naprawdę mutanci już się nie rodzą? Co się stało z resztą X-Menów?

Cały film otoczony jest właśnie aurą niedopowiedzeń i tajemnicy, co jakiś czas niektóre pytania znajdują odniesienie i wyjaśnienie, jednak jest to zrobione w subtelny, elegancki sposób. Nie ma setek retrospekcji i sztucznych scen w których bohaterowie kontemplują i dumają nad wydarzeniami z przeszłości, ze szczegółowością archiwisty opowiadając krok po kroku to, co pamiętają. I jest to świetne! Bo wygląda bardzo naturalnie! Bo nie odciąga widza od głównego nurtu zdarzeń, zmuszając do zastanawiania się nad szczegółami, które w rzeczywistości nie są przesadnie istotne dla potrzeb zrozumienia fabuły filmu. Stało się, to się stało. Liczy się to, co jest tu i teraz. A teraz dzieje się wiele zła. Nie chcąc zdradzać detali filmu, być może jest wśród czytelników ktoś, kto nadal nie był, a planuje się wybrać, na seans, powiem krótko – dużo się dzieje, film jest bardzo dynamiczny, jednak… Czuć pewną żałość, patrząc na to, co pozostało z niezwyciężonego niegdyś Logana, czy arcy inteligentnego Charlesa Xaviera. Widać starość nie udała się również w przypadku mutantów.

Chcąc mówić o efektach trzeba podkreślić, że Logan wyłamał się z dotychczas stworzonego schematu. To nie jest ładna historia opowiadająca o bohaterach którzy pokonują wrogów bez kropli krwi. Głowy odpadają, krew się leje strumieniami, mięso pojawia się w zasadzie co scenę. Ale nie ma się co oszukiwać – tego właśnie oczekiwali fani. Tego brakowało, by uczynić srogą postać Logana jeszcze bardziej rzeczywistą, podkreślić nienawiść i cierpienie. I trzeba oddać twórcom – efekty są stonowane, ale cholernie dobrze zrobione. Każdy „flak” wygląda na żywcem wydarty z ludzkiego ciała. Jest bardzo „prawdziwie” i właśnie na tym polegają dobre efekty specjalne. Niczym makijaż na twarzy kobiety – jest częścią, a nie rzucającym się w oczy dodatkiem.

Czy Logan to faktycznie arcydzieło? Nie określiłbym go takim. Zdecydowanie trzeba mu oddać fakt, że jest bardzo dobry, że jest to świetne pożegnanie jedynego Wolverina od początku serii. Wiele niezwykłych historii odnalazło swoje zwieńczenie właśnie w tym odcinku. I jest to godne pożegnanie. Hugh Jackman dotarł do finału, Logan się postarzał i nie wyobrażam sobie lepszego pożegnania Jackmana. Miło też zobaczyć dobrze zrobioną historię o X-Menach po, w mojej opinii, niewypale jakim okazał się X-Men: Apocalipse. Podsumowując, nie żałuję ani pieniędzy ani czasu który poświęciłem na to wyjście, jednak nadal czekam na niespodzianki, które, jak wierzę przyniesie ten rok dla kina.

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy