Subtelna „Nić widmo”

Klaudia Chwastek
Subtelna „Nić widmo”

Aktualnie w kinach mamy tyle interesujących filmów, że ciężko jest się zdecydować, co obejrzeć. U mnie w końcu padło na Nić widmo, który zdobył sześc nominacji do Oscarów. Film, który po opisie intrygował, ale cz w efekcie końcowym zaspokoił widza?

W zasadzie tak!

W domu mody Woodcock ubierają się największe osobistości lat pięćdziesiątych. Zaś sam Reynolds Woodcock, to artysta, który poświęca się w pełni swojej pracy, ma swoje humory, tworzy i szyje, lecz jak każdy artysta ma też swoje kryzysy. wyjeżdża na wieś, gdzie znajduje nową muzę, dzięki której zaczyna tworzyć i znajdować nową inspirację. Jednak Reynolds przyzwyczajony do pewnej niezależności, powoli traci to, co miał, a jego muza zaczyna stawać się femme fatale.

Postać Almy jest kluczowa w tym filmie. Poznajemy ją jako zwykłą dziewczynę, kelnerkę, której zostaje dana szansa, by stać się kimś więcej. W pewien sposób spełnia się jej sen o byciu księżniczką. Ale gdy okazuje się, że może to stracić, bierze sprawy w swoje ręce i zaczyna działać, by okiełznać rozkapryszonego Woodcocka. I ta przemiana bohaterki, która chce więcej i więcej, która chce wręcz zawładnąć Reynoldsem, została pokazana bardzo subtelnie. Bo to, że kocha to wiemy, ale mimo wszystko chce ciągle więcej i więcej. Chce być panią Woodcock, ale i to jej nie wystarcza. Momentami sami musimy wywnioskować, czego Alma konkretnie chce, choć do końca i tak nie wiemy, czy to, co uzyskała, jej wystarczyło. W tym wszystkim Reynolds choć początkowo stara się od tego uciec, chce prowadzić takie samo kawalerskie życie jakie dotąd prowadził, aż w końcu się poddaje. Akceptuje to, co przygotowała dla niego Alma. By na koniec pozostawić widza z pytaniem, dlaczego się na to zgodził. I właśnie ten brak kompromisu jest zastanawiający. Dlaczego się poddał i dał sobą zawładnąć.

Nić widmo

Nic widmo to film bardzo subtelny, który niejako gra na inteligencji widza, który pozostawia niedomknięte drzwi i skłania do tego, by jednak trochę pomyśleć. Na Daniela Day-Lewisa rewelacyjnie się patrzy, czy zdobędzie Oscara za tę role, zobaczymy. Jednak to Vicky Krieps wcielająca się w Almę odgrywa pierwsze skrzypce w tym filmie. Jej bohaterka, to niby młoda, niepozorna kobieta. Ładna, proporcjonalna, która staje się muzą, jednak pod tym ładnym uśmiechem, kryje się coś więcej. I jest jeszcze Cyril, w którą wciela się Lesley Manville. To siostra Reynoldsa, choć tak naprawdę to nie pada w filmie, a jej postać przypomina raczej zaufaną asystentkę czy prawa rękę. Rządzi się, nie boi się mu powiedzieć co myśli. Manville świetnie ją zagrała i nie ma się czemu dziwić, że otrzymała nominację do Oscara.

Ta subtelność i zmysłowość tego filmu kontrastuje w pewien sposób z wyrazistością. Thomas Anderson zdecydował się w nieco bajkowy sposób ukazać przemianę kobiety, ale także i mężczyzny, który choć nie chce, podporządkowuje się. To film, który przedstawia nam ciekawą historię, choć nie w nachalny, a intrygujący sposób. Zaś dodatkiem jest do tego moda lat pięćdziesiątych i to, w jaki sposób domy mody wtedy funkcjonowały.

Klaudia Chwastek

Redaktor naczelna Magnifier. Absolwenta Akademii Ignatianum w Krakowie na kierunku kulturoznawstwo. W obszarze jej zainteresowań znajdują się social media. Chętnie bierze udział w różnorakich imprezach kulturalnych. Miłośniczka Krakowa i kawy.

Kontakt: klaudia.chwastek@e-magnifier.pl

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy