Różne oblicza kochania

Klaudia Chwastek
Różne oblicza kochania

Film, który przenosi nas w czasie i pokazuje świat, którego młode osoby nie są w stanie sobie nawet wyobrazić. Ale jak to tak było? Dzisiaj w końcu seks epatuje nam z każdej strony. Ale w zasadzie jeszcze nie tak dawno seks to był temat tabu, zaś Michalina Wisłocka zafundowała Polakom rewolucję seksualną.

Sztuka kochania, czyli historia Michaliny Wisłockiej to film Watchout Productions. Twórcy filmu Bogowie sięgnęli po kolejną biografię niesamowitej postaci ważnej dla wielu Polek i Polaków, czego moje pokolenie nie może pamiętać. Wisłocka w Polsce zrobiła niezłą rewolucję seksualną. Może nie jest tak istotna jak Zbigniew Religa, ale jednak okazuje się być na tyle ważna, że wiele osób o niej pamięta. Skąd taki wniosek? Na widowni w kinie byłam chyba najmłodsza, poza mną były jeszcze dwie osoby w moim wieku – reszta? Panie w wieku 60+. Wydaje mi się, że o czymś to świadczy, zaś targetem filmu okazało się także starsze pokolenie.

Oglądając film, czułam się wprost zauroczona. Twórcy odwalili kawał dobrej roboty, w samym chociażby odwzorowaniu czasów, w których Wisłocka żyła. A trzeba zaznaczyć, że pokazane są różne etapy jej życia. Co ciekawe, nie są one pokazane chronologicznie, co wydaje mi się być bardzo fajnym zabiegiem, dzięki któremu widz wciąga się w całość. To kolejny po Bogach film, w którym twórcy musieli stworzyć scenografię odpowiadającą danym czasom. I ponownie im się to udało. Wykorzystanie tkanin, robienie z nich sukienek. Mistrzostwo! Kolejny element to muzyka. Gdy zobaczyłam, że za muzykę odpowiada JIMEK, czyli Radzimir Dębski, wiedziałam, że będzie dobrze. I tak też jest. Całość świetnie wkomponowuje się w klimat tego filmu.

Jednak przejdźmy do sedna, a konkretnie do postaci Wisłockiej. Magdalena Boczarska odwaliła kawał dobrej roboty. Stała się tą Miśką. Zachowanie, mowa… zwłaszcza, że nie miała prostego zadania, bo grała Wisłocką wtedy, gdy miała lat 20, jak i 50. Jej Wisłocka to taka swojska, prosta kobieta. Bezczelna i pyskata. Taka baba z jajami, która wie czego chce. I jej wychodzi, choć w zasadzie tylko na polu zawodowym. W jej przypadku miłość… to kochanie przybiera różne oblicza i to jest bardzo ciekawe. Bo niby wszystko pięknie i ładnie, ale gdzieś tam jednak coś zgrzyta. To, co osiągnęła Boczarska, to z pewnością to, że ona nie grała Michaliny Wisłockiej. Ona nią była. Zachowaniem, sposobem bycia, mową. Tymi elementami nadała jej charakter, dzięki któremu kupujemy Wisłocką w całości – zarówno gdy była młodsza, jak i starsza.

sztuka kochania

Sztuka Kochania
Źródło: https://www.facebook.com/sztukakochaniafilm

Zresztą między nią, a innymi bohaterami nie było sztuczności, było widać, że są dobrze przygotowani. Każda z postaci wydaje mi się, że pozostanie zapamiętana, nawet jeśli na ekranie pojawiła się tylko przez chwilę. Może i znowu widzimy tutaj Szyca czy Adamczyka (na szczęście przez większość scen z jego udziałem nie widziałam w nim wreszcie papieża), ale mamy też Jakubika, Mecwaldowskiego, Kota, Gruszkę i Stenkę.

Nie da się pominąć także kwestii tego, że w tym filmie jest dużo scen seksu. W końcu jakby nie było, to film o seksie i życiu seksualnym Polaków. Jednak te sceny nie dominują całego filmu. Nie nadają mu charakteru. Po prostu są, by bardziej unaocznić przeżycia Wisłockiej, by ta historia, jak i jej książka stały się bardziej wiarygodna.

To, czego mi jednak brakowało, to większego rozwinięcia wątku jej dzieci, a w zasadzie tylko córki. Na tym polu Wisłocka jednak poległa. Postawiła karierę ponad rodzinę. Mimo to tego jej życia rodzinnego chciałabym zobaczyć ciut więcej.

Całość genialnie się oglądało! Bił od tego humor, a niektóre teksty i sceny zapamiętamy na dłużej. Zapewne ten film różnie będzie odbierany. Inaczej przez pokolenie, na które Wisłocka wpłynęła, a inaczej przez pokolenie młodych ludzi. Młode pokolenie, tak jak i w przypadku Bogów, pozna, jak wyglądała Polska kiedyś i jacy byli Polacy. Pozna ich problemy. Wszyscy jednak dobrze będą się bawić na tym filmie. Twórcy wiedzieli co chcą osiągnąć, i to osiągnęli. Tym samym nie robiąc z biografii ludzi czegoś pompatycznego. To nie jedna osoba, w tym przypadku Boczarska, zrobiła ten film, ale cały sztab ludzi, dzięki czemu wszystko gra i bardzo przyjemnie się ogląda, a co widać. Co ja zapamiętam? Z pewnością zasłonki, te kolory i bezczelność głównej bohaterki. Zaś Sztuka Kochania wydaje się być filmem, który ponownie przypomni Polakom o sztuce kochania i postać Wisłockiej, ale też będzie filmem, który na długo pozostanie w naszych głowach.

Klaudia Chwastek

Redaktor naczelna Magnifier. Absolwenta Akademii Ignatianum w Krakowie na kierunku kulturoznawstwo. W obszarze jej zainteresowań znajdują się social media. Chętnie bierze udział w różnorakich imprezach kulturalnych. Miłośniczka Krakowa i kawy.

Kontakt: klaudia.chwastek@e-magnifier.pl

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy