Twarz… Polski

Klaudia Chwastek
Twarz… Polski

Nagrodzona Srebrnym Niedźwiedziem Twarz Małgorzaty Szumowskiej to film, który bez wątpienia określić można komedią. Jednak w tej komedii pojawiają się również łzy i nie są to łzy wywołane śmiechem.

Już pierwsza scena – wbiegający tłum ludzi do supermarketu i bijący się o telewizory – w pewien sposób podpowiada nam, co zobaczymy. Zobaczymy obraz Polaka, zobaczymy obraz nas samych, a film zamiast tytułu Twarz, mógłby brzmieć Oto Polska właśnie. Właśnie te elementy polskości, które jednak trzeba w filmie przyuważyć, a z których niby potrafimy się śmiać, pokazują obraz Polski, takiej, jaka jest. Pokazują obraz nas samych, obraz, który się nie zmienia. Szumowska pokazała to w punkt. Czy to na bijatyce w supermarkecie, czy podczas komunii, kiedy dziewczynka, ubrana raczej w suknię ślubną niż sukienkę komunijną, wysiada z dorożki.

Jednak tę polskość w dużej mierze widać zwłaszcza w obrębie głównego wątku Jacka, w którego wciela się Mateusz Kościukiewicz. Doznał on wypadku na budowie największego pomnika Chrystusa, który miał być wyższy niż ten w Rio. Musiał przejść pionierski zabieg przeszczepu twarzy. Zabieg się udał, ale pozostał pewien problem, bo choć Jackowi udało się przeżyć, musiał wrócić tam, gdzie mieszkał wcześniej, czyli do małej wioski, w której wszyscy się znają i wytykają palcami.

Szumowska przedstawiła ten powrót w ciekawy sposób, bo na początku wszyscy są ciekawi, pomocni, ale później Jacek staje się dziwakiem, pośmiewiskiem, kimś niechcianym. Co prawda nie dostrzegamy załamania bohatera, w którym nie radzi sobie z tym, co go spotkało, ale może to i dobrze, bo wtedy ten film staje się bardziej uniwersalny i nie dotyczy tylko jednostki. Bowiem każdy z nas może dla społeczności, w której żyje, być dziwakiem. A dodatkowo ten film staje się komedią, w której co chwilę się śmiejemy, chociaż tak naprawdę pozostaje pytanie, czy powinniśmy się śmiać.

Ten brak ostrości obrazu, ale równocześnie ostra muzyka i do tego małomiasteczkowość powodują, że ten film wciąga, bowiem nie wiemy, co nastąpi dalej. Główny bohater staje się niejako uniwersalny, a budowanie pomnika Chrystusa rękami nie tylko Polaków, skupienie społeczności wokół kościoła i małomiasteczkowe zachowanie powodują, że się śmiejemy. Tylko w tym wszystkim można zapomnieć, że śmiejemy się niejako sami z siebie. Szumowska przedstawiła ten polski kicz w ładnej estetyce. Kiczowatość opakowała w pudełko, podpisując je „Oto Polska właśnie”, a film, który z pozoru może nam się wydawać studium przypadku, staje się uniwersalny. Bo to tylko pewien schemat, którego inspiracją były prawdziwe wydarzenia.

Klaudia Chwastek

Redaktor naczelna Magnifier. Absolwenta Akademii Ignatianum w Krakowie na kierunku kulturoznawstwo. W obszarze jej zainteresowań znajdują się social media. Chętnie bierze udział w różnorakich imprezach kulturalnych. Miłośniczka Krakowa i kawy.

Kontakt: klaudia.chwastek@e-magnifier.pl

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy