Volta

Klaudia Chwastek
Volta

Mam problem, bo nowy film Machulskiego, Volta, Kilerem nie jest. Jednak Machulski, którego darzę sentymentem, powrócił z nowym filmem i to już jest coś i na tle polskich komedii Volta mimo wszystko w pewien sposób się wyróżnia.

Co mamy w Volcie? Zaginioną koronę Kazimierza Wielkiego i masę odwołań do współczesności. Każdy oczywiście chce się wzbogacić, nie tracąc przy tym zbyt wiele. Mamy kandydata na prezydenta, który wziął się znikąd, ale od razu chce zostać królem i mieć władzę absolutną. Mamy intrygę (i w zasadzie się cieszmy, że ona jest), sporo ironii, podejścia do współczesności z przymrożeniem oka i, powiedzmy, że mamy też humor.

W ścianie jednego z mieszkań w Lublinie znaleziono zaginioną koronę Kazimierza Wielkiego, a w związku z tym pan Volta (Andrzej Zieliński) bardzo chciałby ją zdobyć – mógłby w ten sposób idealnie wypromować swojego kandydata na prezydenta, niejakiego Kazimierza Dolnego (Jacek Braciak). W filmie dzieją się różne perypetie, Wiki, w którą wcieliła się Olga Bołądź trochę biega, mamy bardzo dziwne sytuacje. Trochę to wszystko wydaje się naciągane.

Mamy jednak świetną męską obsadę. W głównej roli widzimy Andrzeja Zielińskiego, który jest wprost rewelacyjny. Co prawda jego cięte teksty mogłyby być bardziej cięte, jednak
w duecie z Jackiem Braciakiem, czyli niedoszłym prezydentem/królem, są wręcz (prawie) mistrzowscy. To ich teksty śmieszą… ale tylko po prostu śmieszą. Oprócz Zielińskiego i Braciaka mamy także Krzysztofa Stelmaszyka, który rozdaje Rolexy i jest szefem telewizji. Jest również Michał Żurawski jako Dycha w roli ochroniarza/wszystkowiedzącego. Jest także Tomasz Kot, którego epizod mógłby być, mam wrażenie, lepiej zrobiony oraz Cezary Pazura, który miał aż dwa epizody, jednak to ten ostatni w końcówce filmu zostanie zapamiętany. Bo wydaje mi się, że to wielki powrót Pazury na wielki ekran i ponownie w komediowym wydaniu. Dokładnie taki Pazura, jakiego znamy i chcielibyśmy oglądać.

Panie nieco przepadły w tym filmie. Olga Bołądź, choć na plakacie, wypadła nieco mizernie. Biega po Lublinie i mam wrażenie, że nawet nie wygląda. Miała być chyba taką buntowniczką – w końcu „uciekła z więzienia”. W filmie się to rozmyło. Z kolei Aleksandra Domańska jako Aga po prostu była na ekranie. Jedynie Katarzyna Herman i Joanna Szczepkowska gdzieś się wyróżniały.

Nie był to Kiler ani tym bardziej Seksmisja. Jednak był to Machulski, który mimo wszystko bawi się z widzem. Choć musi jeszcze nad tym popracować, by trafić w gusta kolejnych pokoleń. Widz jednak musi spojrzeć nie na pierwszą warstwę filmu, ale ciut głębiej. Z Volty zapamiętamy Andrzeja Zielińskiego, który wreszcie, mam wrażenie, doczekał się pierwszoplanowej roli w filmie i idealnie wypadł, zapamiętamy Jacka Braciaka, który idealnie zagrał niedorajdę chcącego zostać królem. Jego teksty śmieszyły, a całościowo rzeczywiście wypadł bardzo dobrze. Zapamiętamy jeszcze Cezarego Pazurę. Choć mieliśmy też innych – był nawet Więckiewicz, o czym raczej powiedziały nam napisy końcowe albo lista obsady na Filmwebie, czy też inni z młodszego pokolenia, to jednak gdzieś się rozmyli na tle całości.

Z Voltą mam problem, bo Machulskiego uwielbiam, lubię jego filmy i spodziewałam się tego, z czego jest znany. Tutaj po obejrzeniu tego filmu czułam jednak lekkie rozczarowanie. Chciałam czegoś ciut więcej, chociaż i tak trzeba przyznać, że na tle polskich komedii Volta i tak się wyróżnia. W końcu to jednak film Machulskiego.

Klaudia Chwastek

Redaktor naczelna Magnifier. Absolwenta Akademii Ignatianum w Krakowie na kierunku kulturoznawstwo. W obszarze jej zainteresowań znajdują się social media. Chętnie bierze udział w różnorakich imprezach kulturalnych. Miłośniczka Krakowa i kawy.

Kontakt: klaudia.chwastek@e-magnifier.pl

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy