Wataha, sezon II

Klaudia Chwastek
Wataha, sezon II

Serial Wataha powrócił po trzech latach, trzech długich latach, bo trzeba przyznać, że po pierwszym sezonie, wiele osób czekało na kontynuację. W końcu się doczekaliśmy i otrzymaliśmy kolejne sześć odcinków.

Drugi sezon dobiegł końca! 12 listopada na HBO GO, a 19 listopada w HBO wypuszczono ostatni odcinek, a widzowie mogą odczuwać tylko rozczarowanie z tego powodu, że tak szybko się skończyło, choć trzeba przyznać, że wszystko zostało już rozwiązane do końca.

Po trzech latach powrót do serialu może być trudny, zwłaszcza, że w I sezonie było dużo zawirowań i nie każdy mógł pamiętać co konkretnie się stało. W II sezonie zostaliśmy wręcz od razu wrzuceni w akcję. Widzowie, w zasadzie tak jak i bohaterowie nie wiedzieli co się dzieje, i co jest następstwem czego. Wszystko stopniowo się wyjaśniało.

Powrócili bohaterowie z pierwszej serii, pojawili się nowi. Z tego lekkiego chaosu zaczęło powoli się wyjaśniało. Napięcie sięgało zenitu, by w końcu wszystko się rozwiązało, w zasadzie, w ostatnim odcinku. Cała historia została poprowadzona w bardzo ciekawy sposób. Nie brakło nawiązania do współczesnych problemów: uchodźcy, narodowcy… problemów z nimi związanych. To rewelacyjnie się oglądało, bo było aktualne, bo okazuje się, że w umiejętny sposób te problemy, w gruncie rzeczy bardzo istotne, da się „przemycić” do serialu.

Do tego bohaterowie, w zasadzie dwójka, która wybiła się w tym serialu i którą poznaliśmy lepiej: prokurator Iga Dobosz, w którą wcieliła się Agnieszka Popławska i Wiktor Rebrow, którego zagrał Leszek Lichota. Choć tę dwójkę poznaliśmy już w poprzednim sezonie, mam wrażenie, że teraz mogliśmy ich poznać dużo lepiej. Zwłaszcza Dobosz, bo nie oszukujmy się… ukazanie jej relacji z matką, nakreśliło nam charakter tej osoby.

Rebrow z kolei… był nie do poznania. Ta broda nadała mu taki charakter „leśnego dziadka”, którym poniekąd dosłownie się stał, jednak sceny z nim, nawet jeśli niewiele się działo, a mogliśmy go oglądać tylko przemierzającego śnieżne zaspy, nadawały charakter serialowi.

„Rzucam wszystko i wyjeżdżam w Bieszczady”

Jednak aktorzy aktorami, ten serial byłby niczym, gdyby nie cała ekipa serialu, bo ten serial nabrał rewelacyjnego charakteru za sprawą zdjęć, muzyki… Oglądając Watahę, chciało się po prostu „rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady”, mimo mrozu, który mogliśmy oglądać, a który był wręcz odczuwalny przed ekranem telewizora.

Na ten serial warto było czekać tak długo. Mimo że było to tylko sześć odcinków, a widz chciałby znacznie więcej, oglądało się to rewelacyjnie, historia wciągała, chociaż momentami można było uznać, że to, co się działo graniczy z cudem. Wataha bez dwóch zdań jest serialem tego sezonu i to należy zaznaczyć, że na światowym poziomie. Czy będzie  kolejny sezon… nie wiadomo, ale nawet jeśli i miałby się pojawić za kolejne trzy lata, warto czekać.

 

 

Klaudia Chwastek

Redaktor naczelna Magnifier. Absolwenta Akademii Ignatianum w Krakowie na kierunku kulturoznawstwo. W obszarze jej zainteresowań znajdują się social media. Chętnie bierze udział w różnorakich imprezach kulturalnych. Miłośniczka Krakowa i kawy.

Kontakt: klaudia.chwastek@e-magnifier.pl

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy