Wąż

Tomasz Jakut
Wąż

Nietzsche bez wątpienia wielkim filozofem był. I prawdopodobnie miłośnikiem gadów. Przecież to właśnie wąż był ulubionym zwierzątkiem Zaratustry… Albo może próbował go zabić? Nie pamiętam dokładnie – kojarzę jedynie, że przewijał się tam motyw języka (ale czy rozdwojonego?!). Zresztą to nieważne, liczy się jedynie fakt, że pełzająca gadzina odgrywała niepoślednią rolę w procesie kształtowania (się) nadczłowieka.

Czy to nie ciekawe, że wąż towarzyszy naszej kulturze niemal od zarania dziejów i zawsze pełni jakąś niesamowicie ważną rolę? W Biblii pogrąża całą ludzkość w brudzie i upokorzeniu, sprawia, że dzieci płaczą, noc zapada, a my musimy się ubierać. W mitologii Azteków dorabia się piór, rodzi się z dziewicy i podobno powraca na ziemię w postaci hiszpańskiego konwistadora niosącego wszystkiemu, co nieeuropejskie zniszczenie. U Greków i Egipcjan pożerał własny ogon, oznaczał stałość wszechświata, cykl wiecznego odradzania się, feniksa, równowagę, był symbolem alchemicznym… Nieważne jak wąż jest przedstawiany, nieważne jaka kultura o nim mówi – zawsze jest postacią niepoślednią. Jest KIMŚ.

A bycie Kimś w dzisiejszych czasach nie jest takie łatwe. No bo kim tak naprawdę jest Kimś? Czyżby to był człowiek z naprawdę kształtną łydeczką? Może. Niemniej coraz mniej Kimsiów ostatnio widzę. Byle programista klupiący w jakimś super popularnym języczku programowania już nie jest Kimś. Takich jak on jest na pęczki obecnie. Byle dzieciak z liceum może zająć jego miejsce. Prawnik? Również żaden Kimś. Wystarczy wejść na forum prawne i voilla! Wiemy więcej niż szef niejednej kancelarii. Lekarz? A czemu miałby być Kimś? Wujek Google wie lepiej niż on. Żołnierz? Też żaden Kimś – wszak prawdziwymi żołnierzami jesteśmy my wszyscy, oddani obywatele Rzeczypospolitej! Prezes zarabiający 20 tysięcy miesięcznie? No, ten może być Kimś… Ale przecież wiadomo, że sama forsa z nikogo nie zrobi nagle Kimsia! A taki wąż – od zawsze był Kimś…

Ale przecież wąż nie ma łydki – więc jak?

Ktoś kiedyś coś powiedział o lustrze… Że chodziło po gościńcu, ale nikt nie chciał w nie patrzeć? Coś w ten deseń. A może mieliśmy patrzeć w węża?

Tomasz Jakut

W niektórych kręgach znany bardziej jako Comandeer. Nadmiernie owłosione indywiduum zajmujące się dwiema całkowicie sprzecznymi ze sobą dziedzinami życia, jakimi są pisanie i programowanie. Przez jednych wyklinany jako zbytni konserwatysta w sprawach czystości kodu, przez drugich wskazywany jako przykład nieustannego narzekania przy pomocy pióra. Wiecznie niezadowolony i gotowy do krytykowania wszystkiego, co można skrytykować. Nic zatem dziwnego, że w Magnifier przypadła mu rola korektora…

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy