Window Horses reż. Ann Marie Fleming

Klaudia Chwastek
Window Horses reż. Ann Marie Fleming

Konie w oknie, bo tak brzmi polski tytuł filmu Window Horses, w zasadzie rozpoczął 24. Międzynarodowy Festiwal Filmowy Etiuda&Anima.  Film Ann Marie Fleming to pełnometrażowa animacja, która na początku może wydać się po prostu zwykłą historyjką o młodej dziewczynie z marzeniami, a okazuje się być niezwykłą podróżą przez nieznane.

Główną bohaterką Window Horses jest Rosie Ming, Kanadyjka, która ma korzenie Perskie, jak i Chińskie. Wychowali ją konserwatywni dziadkowie, ona sama zaś jest niespełnioną poetką. Sama wydała tomik poezji, a później została zaproszona na festiwal poetycki do Iranu. I może to brzmieć absurdalnie, absurdalnie też ogląda się początek tego filmu… Jednak gdy zagłębiamy się w tę historię nabiera ona zupełnie innego wymiaru.

Bo to historia o wielokulturowości, rozproszeniu, emigracji i odnajdywaniu siebie. To hołd oddany przez Fleming diasporom i dialogowi międzykulturowemu. Bo zrobiła to w bardzo umiejętny sposób. Bohaterowie z różnych zakątków świata spotykają się w Iranie, rzeczywistości mimo wszystko innej niż cała reszta. Przyjeżdżają zaprezentować swoją twórczość, muszą w jakiś sposób się dogadać, a każdy z nich wyszedł z innej tradycji kulturowej. Ta próba adaptacji w nowym środowisku wydaje się być dobrze wyważona, to nie dzieje się od razu. Aby to się udało, bohaterowie musieli poznać kulturę Iranu, dlaczego jest taka, a nie inna. Dlaczego niektóre elementy innych kultur nie pasują do tego, w czym się znaleźli.

Window Horses

Window Horses, reż. Ann Marie Fleming

Ta historia została rewelacyjnie opowiedziana, czy to właśnie ze względu na kwestię wielokulturowości, ale także na relacje rodzinne i próbę odnalezienia siebie. Owszem, z początku mogło się wydawać, że to będzie cukierkowa historia, zwłaszcza też ze względu na kolorystykę i przesyt różowego w głównej bohaterce. Jednak, gdy Rosie ubrała czador, czyli tradycyjny strój noszony przez kobiety w Iranie, jej postać też się zmieniła.

Dużo też temu filmowi dało wykorzystanie różnej stylistyki przez Fleming. Dziadkowie Rosie, rzeczywiście przypominają Chińczyków, Irańczycy wyglądają na Irańczyków, Rosie zaś jest po prostu „kreską” z różowym trójkącikiem mającym być spódniczką. Oczywiście miało to zapewne jakiś cel. Jednak także i nadanie różnej narracji tym retrospekcjom, historiom, które miały ukazać specyfikę danej kultury, nadało niezwykły klimat temu filmowi.

Ta animacja ma piękną historię, która porusza i którą ogląda się z dużym zaangażowaniem. Te różnice kulturowe zostały przedstawione w ciekawy i zarazem prosty sposób. Sama zaś animacja okazała się niezwykle przyjemna i jest to z pewnością półtorej godziny przyjemności i poznania innych kultur. Bo Fleming w Window Horses zrobiła rzeczywiście mieszankę kulturową!

Klaudia Chwastek

Redaktor naczelna Magnifier. Absolwenta Akademii Ignatianum w Krakowie na kierunku kulturoznawstwo. W obszarze jej zainteresowań znajdują się social media. Chętnie bierze udział w różnorakich imprezach kulturalnych. Miłośniczka Krakowa i kawy.

Kontakt: klaudia.chwastek@e-magnifier.pl

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

MAGNIFIER – portal społeczno-kulturowy

[…] we wspólnocie. Drugim filmem, była długometrażowa animacja Ann Marie Fleming zatytułowana Window Horses, która w piękny sposób poruszała temat […]