Zabójca i jego pies…

Grzegorz Stokłosa
Zabójca i jego pies…

Co jakiś czas pojawia się tytuł, który czymś zachwyca. Dzieło, które długo po napisach końcowych pozostawia żal „że już się skończyło”. Tak było z Johnem Wickiem. Prosty, wydawać by się mogło, że wręcz prymitywny film o zabijaniu. Jednak wniósł coś nowego, był również bardzo miły dla oka. Sporym zaskoczeniem, zdecydowanie pozytywnym, była informacja o jego kontynuacji. Czy twórcy stanęli na wysokości zadania?

Pierwsza część zachwycała światem przedstawionym. Mrocznym klimatem, przestępczym półświatkiem, w którym wszystkie zależności były w genialny sposób przemyślane i dopracowane. Ponadto dynamiczny ciąg wydarzeń. Akcja, która ani na chwilę nie zwalniała. Druga część, niestety, nie zdołała utrzymać tego co twórcy rozpoczęli w jedynce. Kontynuacja, to nie do końca zrozumiała opowieść o honorowych relacjach członków „zabójczego stowarzyszenia”. Jednak to, co w pierwszej części zdecydowanie można było określić mianem zalety, tutaj staje się nieco groteskowe. Przede wszystkim – łaknący zemsty John jest ofiarą. Skutecznie mordującą setki profesjonalistów, ale ofiarą. Jednak to można jeszcze przeżyć, a przynajmniej było by to możliwe gdyby nie pozostałe kwestie.

Dzieło, które zaskoczyło mnie pewną oryginalnością, na tle innych, zmieniło się w nieudaną próbę naśladowania Tarantino. Mocno przegadany, pełen dialogów, o specyficznym poczuciu humoru. Film akcji, w którym więcej jest rozmów na temat życia, niż dynamiki, to nie jest przepis na sukces. Niestety, stanowcze rozczarowanie. Dłużący się, nieudany spektakl teatralnych umiejętności Reeves’a.

Sam Keanu, również nie urzeka. Jednak trzeba przyznać, że nie miał zbyt wielkich możliwości ku temu. Bo pozbawiona emocji, zimna, ale intrygująca postać, została zmieniona w wyblakły cień, który odpowiada pojedynczymi słowami, biega z pistoletem, by czasem kogoś zabić, jednak w przeważającej większości po prostu kontempluje chwile. Nie tego oczekiwałem

Co do dialogów… Przyznam, że nie bez powodu przywołałem tu dzieła Tarantino. Wypowiedzi są dość proste, mówione w specyficzny sposób, zupełnie jakby były recytowane na teatralnej scenie. Dokładnie widać, kiedy jedna osoba zaczyna i kończy mówić, a kiedy kolejna odpowiada. Rozmowy o niczym, być może logiczne, ale zupełnie niepotrzebne. A z pewnością nie w takich ilościach względem czegokolwiek innego!

Podsumowując, John Wick 2 niestety nie okazał się godną kontynuacją. Poziom opadł, wszystko zwolniło. To co było zaskakujące i robiło wrażenie w pierwszej części, straciło. Jednak nie było to szczególnym zaskoczeniem – zazwyczaj kolejne części są słabsze. Tylko szkoda, że wybrałem ten seans, być może Lego Batman okazałby się lepszym wyborem i dał więcej zabawy?

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy