Jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie?

Klaudia Chwastek
Jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie?

Książka o morzu. O tym jak złapać rekina. W zasadzie lepszy chyba byłby film przyrodniczy – łatwiejszy w odbiorze… Czyż nie? Jednak o morzu, o jego tajemnicach, głębi i próbie złowienia rekina można też napisać książkę. I to jaką!

Muszę przyznać, że z morzem to ja osobiście mam niewiele wspólnego, a zwłaszcza z byciem wilkiem morskim. Geograficznie bliżej mi do gór. Mi nawet leżenie plackiem na plaży nie wychodzi. Dlatego miałam pewne wątpliwości co do tego, czy to tomiszcze mnie zainteresuje tak, by dobrnąć do końca. By się nie męczyć, a czytać z przyjemnością. I to się udało, bo Księga Morza nie jest banalną historią o morzu i próbie złowienia rekina.

To reportaż. Pierwszoosobowa narracja wiele ułatwia i pozwala bardziej zbliżyć się do bohatera aniżeli byśmy się tego spodziewali. Morten A. Strøksnes buduje świetnie całą historię: powoli, a do tego urozmaica nam tę przygodę różnorakimi opisami, wtrąceniami, które są oczywiście w temacie morza, ale z całą historią bezpośrednio nie mają związku. Poznajemy rożne ciekawostki, o zwierzętach, o morskich głębinach. Gdzieś też sięga do kultury, do tego, w jaki sposób to morze kulturowo było postrzegane. Miło mnie to zaskoczyło. Co prawda może i nie wszystko zrozumiałam, zwłaszcza ze specjalistycznych pojęć. Nie wszystko było dla mnie jasne, ale nie było to jakoś uciążliwe. Ogólne informacje wyłapałam. Jeśli coś mnie zaciekawiło, poświęciłam temu więcej uwagi. Ale właśnie taki sposób zbudowania tej książki mnie urzekł – że nie ma tam tylko tej pogoni za rekinem. Szkoda też, że wszystkie przypisy są na końcu. Gdyby były na każdej stronie, inaczej też by się czytało.

Do tego watek przyjaźni. Wątek, który może nie jest do odczytania w pierwszej płaszczyźnie. Ale jednak gdzieś on tam jest. Unaocznia się, ale nie wprost. Odnoszę wrażenie, że Strøksnes pokazuje też pewne ludzkie zachowania. W tej sytuacji z muzyką i jej głośnością. Niby nic, ale jednak ta przyjaźń, to napięcie gdzieś się pokazuje.

Autor nie potraktował tego po macoszemu ani tym bardziej nie zarzucił nas toną suchych faktów i opisem przeżyć. To piękna książka o miłości do morza. O wszystkich jego zagadkach i tajemnicach. O jego pięknie i mroku. To coś niesamowitego. Owszem, może i wątek złowienia rekina zszedł gdzieś na dalszy plan, ale mimo wszystko powstał ciekawy klimat wokół tej książki.

Nie powiem, że przeczytałam to za jednym zamachem. By wciągnęło mnie tak, by czytać, czytać i nie przestawać. Myślę, że tak też się nie da potraktować tej powieści i jednak wymaga ona chwili zastanowienia, bo gdzie jest też w niej nuta refleksji.

Ja osobiście nie spodziewałam się aż takiej przygody z tą książką. Mnie zaskoczyła i pozostawiła też gdzieś pewne zauroczenie morskimi głębinami.


Księga morza

Morten A. Strøksnes

Wydawnictwo Literackie

Rok wydania: 2017

Liczba stron:337

Okładka: twarda

Klaudia Chwastek

Redaktor naczelna Magnifier. Absolwenta Akademii Ignatianum w Krakowie na kierunku kulturoznawstwo. W obszarze jej zainteresowań znajdują się social media. Chętnie bierze udział w różnorakich imprezach kulturalnych. Miłośniczka Krakowa i kawy.

Kontakt: klaudia.chwastek@e-magnifier.pl

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy