Zrozumieć zbrodnię

Tomasz Jakut
Zrozumieć zbrodnię

Wszystkie kryminały zaczynają się w momencie, w którym widzimy zbrodniarza dokonującego swego strasznego czynu. Obserwujemy skutek wielomiesięcznego przygotowywania, planowania, snucia intryg… I to wszystko rozgrywa się w ułamku sekund, w jednym – często nieznacznym – ruchu ręką.

Niemal każdy kryminał zachowuje się dokładnie tak samo. Nie pozwala nam wczuć się w życie poszczególnych bohaterów. Nie tłumaczy nam motywów i nie wyjaśnia, czemu dana zbrodnia została popełniona konkretnego dnia, w konkretnym miejscu, na konkretnej osobie. Po prostu zakłada, że tak miało być… i już. Zawsze całą akcję obserwujemy od przysłowiowej „godziny zero”, w której rozgrywa się ludzki dramat, a do której doprowadziło wiele zbiegów okoliczności i dawniejszych ludzkich dramatów.

Agatha Christie (a któż by inny…) jednak doszła w pewnym momencie do wniosku, że być może warto zacząć opowieść o wiele, wiele wcześniej. Tak z co najmniej pół roku przed morderstwem. Abyśmy mogli poznać wszystkich bohaterów, zaprzyjaźnić się z nimi (a przynajmniej dowiedzieć się, kogo na pewno nie będziemy lubić) i zrozumieć – lub co najmniej spróbować to zrobić. Obserwujemy zatem grupkę, wydawałoby się, przypadkowych ludzi w ich codziennych perypetiach. Niedoszły samobójca, któremu nie udało się nawet samobójstwo, znany sportowiec ze swoją młodziutką drugą żoną, kłócący się przy partyjce tenisa, szacowany i szanowany prawnik na emeryturze, mający posłuch wśród innych prawników i… problemy z sercem, czy wreszcie gderliwa i sparaliżowana stara lady, narzekająca na dzisiejszy świat i częste rozwody. Powoli poznajemy dziwną sieć powiązań pomiędzy poszczególnymi postaciami (sportowiec jest wychowankiem starej lady, samobójca próbował się zabić naprzeciw jej domu itd. itp.) i obserwujemy jak wszyscy zdążają w to samo miejsce, w którym – pewnego wrześniowego dnia – w końcu dochodzi do zbrodni. Zbrodni, która dojrzewała wśród naszych bohaterów od miesięcy, a może i lat… I tylko prawdziwy zbieg okoliczności (a może cud?) będzie w stanie ocalić niewinną ofiarę intrygi bezwzględnego zabójcy.

Agatha jak zawsze w formie. Szybka, skomplikowana intryga i jak zawsze niebotyczna rola psychologii. Ot, kolejny dobry kryminał w jej wykonaniu. Nic więcej pisać nie trzeba.


Agatha Christie
Godzina zero
Miejsce i rok wydania: Warszawa, 1994
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Okładka: miękka
Stron: 208

Tomasz Jakut

W niektórych kręgach znany bardziej jako Comandeer. Nadmiernie owłosione indywiduum zajmujące się dwiema całkowicie sprzecznymi ze sobą dziedzinami życia, jakimi są pisanie i programowanie. Przez jednych wyklinany jako zbytni konserwatysta w sprawach czystości kodu, przez drugich wskazywany jako przykład nieustannego narzekania przy pomocy pióra. Wiecznie niezadowolony i gotowy do krytykowania wszystkiego, co można skrytykować. Nic zatem dziwnego, że w Magnifier przypadła mu rola korektora…

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy