Zrzucić z siebie ciężar…

Klaudia Chwastek
Zrzucić z siebie ciężar…

Uporanie się z życiową traumą nie jest łatwe. Niektórzy męczą się z tym całe życie. Zaś kwestia molestowania dzieci i wykorzystywania seksualnego jest mimo wszystko wciąż tematem nieco tabu, ale na szczęście powoli przełamywanym. Był głośny Spotlight, teraz mamy Gniew z Orlando Bloomem w roli głównej. Tam był pokazany ogrom problemu, tutaj mamy jednostkę, która stara się… po prostu żyć.

Po prostu żyć, tak normalnie, bez problemu. To się jednak nie udaje. Malky po 25 latach wciąż przeżywa to, co wydarzyło się, gdy miał 12 lat. Spotyka księdza, który go skrzywdził. Ale to nie spotkanie po tylu latach przywróciło wspomnienia, bowiem bohater od 25 lat nie potrafił się odnaleźć w życiu. To wciąż w nim tkwiło, wciąż nie potrafił zaufać ani sobie, ani innym.

Bracia Shammasian wraz z Gheofem Thompsonem, który odpowiadał za scenariusz, stworzyli film, który porusza. Porusza, bo na ekranie widzimy z pozoru twardego faceta, ale w rzeczywistości – małe, zagubione dziecko, które w wieku 12 lat zostało skrzywdzone i nie dostało wsparcia. Dokładnie tak, jak słyszymy podczas jednej z ostatnich scen: był dwunastolatkiem, a na następny dzień czuł się, jakby miał sto lat. To widać na ekranie. Przystojny Orlando Bloom, którego głównie kojarzymy jako pięknego chłopca z takich tytułów jak Władca Pierścieni czy Piraci z Karaibów, tutaj pokazał swój warsztat aktorski. Scena spowiedzi wbija w fotel, bo jego lekko oświetlona twarz i słowa, które wymawia, wpływają na widza. Można się zastanawiać, czy Bloom do takiej roli się nadaje. Ponoć sam zadzwonił do Braci Shammasian i chciał zagrać tę rolę. Moim zdaniem wpisał się idealnie – z pozoru piękny i silny facet, w środku jednak bardzo skrzywdzony i zagubiony.

Owszem, może rozwiązanie wszystkiego przez metaforę religii – burzenie kościoła, cytaty z Pisma Świętego –  nie było idealne. Kwestię molestowania dziecka przez księdza można było ująć w nieco inny sposób, ale to mimo wszystko robi wrażenie, zwłaszcza, że główny bohater cały czas w tym tkwi i mimo wszystko odwrócił się od Kościoła. Ale w tym filmie liczy się przede wszystkim ludzkie cierpienie, zawiść i gniew… skierowany w zasadzie nie wiadomo do kogo. Bo w tym filmie ważna jest jednostka, jej ból i próba poradzenia sobie w życiu z tym, co ją spotkało. Poradzenia sobie, w zasadzie bez wsparcia znikąd. A ten ciężar trzeba z siebie zrzucić.

W Gniewie jest wiele wymownych momentów – momentów które mają swoje głębsze znaczenie, momentów, które poruszają. I może ten film nie pokazuje rozwiązania, wyraża jednak to, że wybaczenie, choć trudne, jest najważniejszym elementem i obarcza najbardziej osobę, której należy wybaczyć. To trudne, ale jednak prawdziwe. Zaś do tego wybaczenia trzeba dojrzeć, trzeba zrozumieć, bo ono przynosi ulgę.

Klaudia Chwastek

Redaktor naczelna Magnifier. Absolwenta Akademii Ignatianum w Krakowie na kierunku kulturoznawstwo. W obszarze jej zainteresowań znajdują się social media. Chętnie bierze udział w różnorakich imprezach kulturalnych. Miłośniczka Krakowa i kawy.

Kontakt: klaudia.chwastek@e-magnifier.pl

Komentarze

Napisz komentarz
Zamknij formularz komentowania
Napisz komentarz

Brak komentarzy